To nie było zawracanie głowy, ale Dora spędziła w Mungu pewną ilość czasu, przyuczając się do zawodu. Nigdy co prawda stażu nie skończyła, ale nabyła pewnego przekonania, że coś tam o chorobach wie. W pewien sposób było to jej zgubą, bo wydawała się żyć w przeświadczeniu, że dzięki temu lepiej było jej ocenić jej własny stan zdrowia. A przecież nie było tak źle. Mogło być gorzej, to jeszcze nie był czas na właściwą interwencję, mogła sobie z tym sama poradzić do pewnego momentu i tak dalej, i tak dalej. Wymówek mogła mieć bardzo dużo, ale też naprawdę nie chciała Basiliusowi dokładać kolejnych zmartwień.
Komentarz Brenny był trochę dziwny i przez to Crawley spojrzała na nią z ukosa, ale nie powiedziała nic. Brzmiało to trochę, jakby Longbottom miała zamiar go za coś bić, albo w jej otoczeniu miała spotkać go jakaś krzywda. W sumie to drugie nawet przesadnie dziewczyny by nie dziwiło, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie tendencje przyjaciółka miała co do wpadania w kłopoty.
Menodora pozwoliła Brennie mówić, samej przyglądając się mężczyźnie. Podobno bohaterowie o ciemnych włosach i niebieskich oczach mieli tendencje do bycia tymi szarymi moralnie, aczkolwiek na pierwszy rzut oka ciężko było jej ocenić, czy pan Anders miał ku temu odpowiednie cechy charakteru.
- A skąd mam wiedzieć, że te które mi pokazujecie, faktycznie będą działały? - zapytał, wciąż pochmurny i wyraźnie zawiedziony swoim poprzednim zakupem. Dora uśmiechnęła się na to nieco dobrotliwie, chociaż ten uśmiech niekoniecznie wystawał dobrze spod szalika, ale przynajmniej było to widać po oczach.
- Gdyby tylko pan je przyniósł, moglibyśmy wtedy dopasować te, które są od pary i wtedy będziemy mogli się wymienić.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.