12.04.2026, 13:15 ✶
Jeżeli piękno zostało utrwalone kosztem gwałtu, zachwyt nad nim jest aktem współudziału
Skrzywił się na te słowa Lorraine. Wraz z takimi uwagami srebro stawało się zaledwie szarością, a coś, co mogło być skomplikowanym przemyśleniem, przechodziło w jednowymiarową, nudną uwagę. A może po prostu nie myślała tak samo jak on? Nie oczekiwał od niej tego. Nie mógł.
– Łaską jest przekroczenie partykularności. Ten jednorożec już nie jest egzemplarzem. Stał się ucieleśnieniem swego gatunku. Nasz byt jest bez znaczenia, jeśli nic po nas nie pozostaje. Jest tak z większością ludzi i zwierząt. Wielu może zostawić po sobie co najwyżej potomstwo. Być może więc akt przemiany był bolesny, ale czy poczwarka nie czuje bólu, gdy zamienia się w motyla?
Dla Othella Lorraine wywodziła się jakby z innego świata, zupełnie jak jednorożec. Lśniąca i nierealna, a przez to odległa. Służyłoby to narracji, gdyby czuł do niej coś poza fascynacją. Gdyby dali się porwać czemuś niewyjaśnionemu. Gdyby to napięcie między nimi jakoś się skumulowało. Mężczyzna jednak czuł, że byłoby w tym coś fałszywego.
– Dlaczego miałby to zrobić? – powtórzył cicho. Nie patrzył na Lorraine, a na jednorożca. Na jego piękno, które jednocześnie odpychało go od siebie. Jakby był dementorem, a blask Patronusa przeganiał go w siną dal. – Bo jestem spaczony. Nieczysty. Inny niż reszta, ale nie w dobry sposób. Nienawistni bogowie skazali mnie na mrok, którego nie mogę pokonać. Pozostaje mi tylko trwać w nim i czekać, aż mnie pochłonie.
To wszystko przez Hamleta. Duński książę sprowadził go na tę drogę. A im dalej w las, tym gorzej. Jednorożec od niego uciekał, a mrok otaczał go i skazywał na wieczne męki. Rozpoznawał piękno tego stworzenia, ale widział je jak eksponat w Mauzoleum. Jak coś pięknego, ale coś, czego do końca nigdy nie umiał poczuć. Jakkolwiek by nie próbował. Bezustannie oszukiwał wszystkich dookoła, a przede wszystkim samego siebie.
– Mrok zawsze coś skrywa. A ukrywamy to, czego nie chcemy innym pokazywać – zdobył się jedynie na półszept. Coś ścisnęło się w jego piersi. – Ciemność przeraża, ale tak naprawdę kryje się w niej słabość. Chce zdusić jasność, pozbawić ją znaczenia. Wie jednak, że od początku jest na przegranej pozycji. Że ze samej swej natury nigdy nie odnajdzie się w świecie.
Skrzywił się na te słowa Lorraine. Wraz z takimi uwagami srebro stawało się zaledwie szarością, a coś, co mogło być skomplikowanym przemyśleniem, przechodziło w jednowymiarową, nudną uwagę. A może po prostu nie myślała tak samo jak on? Nie oczekiwał od niej tego. Nie mógł.
– Łaską jest przekroczenie partykularności. Ten jednorożec już nie jest egzemplarzem. Stał się ucieleśnieniem swego gatunku. Nasz byt jest bez znaczenia, jeśli nic po nas nie pozostaje. Jest tak z większością ludzi i zwierząt. Wielu może zostawić po sobie co najwyżej potomstwo. Być może więc akt przemiany był bolesny, ale czy poczwarka nie czuje bólu, gdy zamienia się w motyla?
Dla Othella Lorraine wywodziła się jakby z innego świata, zupełnie jak jednorożec. Lśniąca i nierealna, a przez to odległa. Służyłoby to narracji, gdyby czuł do niej coś poza fascynacją. Gdyby dali się porwać czemuś niewyjaśnionemu. Gdyby to napięcie między nimi jakoś się skumulowało. Mężczyzna jednak czuł, że byłoby w tym coś fałszywego.
– Dlaczego miałby to zrobić? – powtórzył cicho. Nie patrzył na Lorraine, a na jednorożca. Na jego piękno, które jednocześnie odpychało go od siebie. Jakby był dementorem, a blask Patronusa przeganiał go w siną dal. – Bo jestem spaczony. Nieczysty. Inny niż reszta, ale nie w dobry sposób. Nienawistni bogowie skazali mnie na mrok, którego nie mogę pokonać. Pozostaje mi tylko trwać w nim i czekać, aż mnie pochłonie.
To wszystko przez Hamleta. Duński książę sprowadził go na tę drogę. A im dalej w las, tym gorzej. Jednorożec od niego uciekał, a mrok otaczał go i skazywał na wieczne męki. Rozpoznawał piękno tego stworzenia, ale widział je jak eksponat w Mauzoleum. Jak coś pięknego, ale coś, czego do końca nigdy nie umiał poczuć. Jakkolwiek by nie próbował. Bezustannie oszukiwał wszystkich dookoła, a przede wszystkim samego siebie.
– Mrok zawsze coś skrywa. A ukrywamy to, czego nie chcemy innym pokazywać – zdobył się jedynie na półszept. Coś ścisnęło się w jego piersi. – Ciemność przeraża, ale tak naprawdę kryje się w niej słabość. Chce zdusić jasność, pozbawić ją znaczenia. Wie jednak, że od początku jest na przegranej pozycji. Że ze samej swej natury nigdy nie odnajdzie się w świecie.