12.04.2026, 20:42 ✶
Zamyśliła się przez moment kto mógłby to być.
– W sumie najlepiej byłoby zrobić jakąś duperę co się nie rzuca w oczy. Wiesz, smętnie patrząca w dal laska na pejzażu jakich milion. Akwarelą. Wzrok ześlizguje się i idzie dalej. Ewentualnie taką stylizowaną na dawną wiedźmę, jak obraz rodowy sprzed dwustu lat, co je czasem widziałam na wystawach, generyczne gówno, ale znów, takich obrazów jest pizdyliard i wszystkie wyglądają tak samo. – Było to pewne rozwiązanie, a fakt, że jej Wielka Sztuka byłaby raczej Wielkim Barachłem Na Które Nikt Nie Patrzy Zbyt Długo nie przeszkadzał jej wcale. Miles nie uważała się zbytnio za malarkę i nie miała wielkich w tym zakresie aspiracji. Kochała to robić. Miała pierdolca by malować jak najwięcej. Ale artystka? Znała wielu, którzy byli o wiele bardziej od niej utalentowani. W głowie już układały jej się projekty. Szkoda że było tam też wiele informacji o wielu kolejnych zadaniach, jak ona najchętniej wróciłaby i malowała malowała malowała.
Thomas, zabezpieczenia, szklarnia, Dora, pomoc w czymś, Miles (czy powiedziałam jej już kiedyś o rybach w stawie?), Olivka, obserwowanie i nauka ogłuszania.
Dużo tego.
Ach no i jeszcze snowidzowie.
– To nie jest kwestia próby. – żachnęła się trochę, może nieco nabzdyczona, jakby musiała udowadniać Brennie coś, czego ta w rozmowie wcale nie podważyła, ale Miles niestety usłyszała swoje. – To nie są eksperymenty z miskturami. To dzięki miksturze wlazłam w cudzy sen pierwszy raz! Ja tego nie ogarnęłam do końca, myślałam, że to raczej widmowidzenie przeszłości, ale nie! Ta typiara śniła o tym wspomnieniu, o swojej traumie, akurat wtedy jak ja też śniłam i och no zobacz, może wcale nie jestem aż tak pierdolnięta, bo czytałam, że snowidzowie właśnie widzą spontanicznie jakieś pojebaństwa i oto jesteśmy w tym miejscu. I wiem że powinnam iść do Szeptuchy no pójdę tam do Szeptuchy z kuzynem i no... może będzie chciała mnie uczyć jeśli też to ogarnia, może mi powie, kto może mnie uczyć, bo ja z Trelawneyami poza Peregrinusem to nie bardzo po drodze jestem. – fakt, że nie odziedziczyła daru po matce był jej wrzodem na dupie i solą w oku więc cóż... odcięła się od rodziny, gdzie co druga osoba dokańczała za nią zdanie.
A potem zrobiło się nieco poważniej i... cóż. Czy gdyby musiał wybrać, wybrałby ją czy Dolohova? Miles głęboko wierzyła, że nie musiałby wybierać, bo przecież Peregrinus nie zaufałby osobie złej i zepsutej. Moody jednak miała pełną świadomość tego, dlaczego NIE ona zajmowała się rekrutacją. Sposępniała.
– Dobrze. Wiesz, on chce robić, tylko nie chce walczyć. Pogadam z Jonathanem i spróbuję z nim wymyślić, jak mógłby pomagać, ale niekoniecznie wiedzieć o... o nas. O tym wszystkim. Poza tym, no w tego co ogarniam Morpheusowe sprawy, to za moment też on będzie infiltrował tego tam mistrza i spółkę i no... nie chcę tego popędzać jak coś. Po prostu wydało mi się to dobrym pomysłem. – śmiesznie było się tak tłumaczyć, Harper by pewnie napyskowała, ale z Brenną miały kompletnie inną relację i Miles bardzo polegała na jej osądzie. – Chcesz iść z mną do góry zobaczyć kilka szkiców? Jak ten obraz ma nam pomagać, to myślę, że no, że wiem jużjak to ogarnąć, żeby był dobrym szpiegiem – zaproponowała o wiele lżej, totalnie bezmyślnie zapraszając Brennę do pokoju, gdzie poza jej rzeczami, leżały porozwalane graty Thomasa i Basiliusa. Tak to jednak było, że Miles jedną nogą głową myślami była zupełnie, zupełnie gdzie indziej.
– W sumie najlepiej byłoby zrobić jakąś duperę co się nie rzuca w oczy. Wiesz, smętnie patrząca w dal laska na pejzażu jakich milion. Akwarelą. Wzrok ześlizguje się i idzie dalej. Ewentualnie taką stylizowaną na dawną wiedźmę, jak obraz rodowy sprzed dwustu lat, co je czasem widziałam na wystawach, generyczne gówno, ale znów, takich obrazów jest pizdyliard i wszystkie wyglądają tak samo. – Było to pewne rozwiązanie, a fakt, że jej Wielka Sztuka byłaby raczej Wielkim Barachłem Na Które Nikt Nie Patrzy Zbyt Długo nie przeszkadzał jej wcale. Miles nie uważała się zbytnio za malarkę i nie miała wielkich w tym zakresie aspiracji. Kochała to robić. Miała pierdolca by malować jak najwięcej. Ale artystka? Znała wielu, którzy byli o wiele bardziej od niej utalentowani. W głowie już układały jej się projekty. Szkoda że było tam też wiele informacji o wielu kolejnych zadaniach, jak ona najchętniej wróciłaby i malowała malowała malowała.
Thomas, zabezpieczenia, szklarnia, Dora, pomoc w czymś, Miles (czy powiedziałam jej już kiedyś o rybach w stawie?), Olivka, obserwowanie i nauka ogłuszania.
Dużo tego.
Ach no i jeszcze snowidzowie.
– To nie jest kwestia próby. – żachnęła się trochę, może nieco nabzdyczona, jakby musiała udowadniać Brennie coś, czego ta w rozmowie wcale nie podważyła, ale Miles niestety usłyszała swoje. – To nie są eksperymenty z miskturami. To dzięki miksturze wlazłam w cudzy sen pierwszy raz! Ja tego nie ogarnęłam do końca, myślałam, że to raczej widmowidzenie przeszłości, ale nie! Ta typiara śniła o tym wspomnieniu, o swojej traumie, akurat wtedy jak ja też śniłam i och no zobacz, może wcale nie jestem aż tak pierdolnięta, bo czytałam, że snowidzowie właśnie widzą spontanicznie jakieś pojebaństwa i oto jesteśmy w tym miejscu. I wiem że powinnam iść do Szeptuchy no pójdę tam do Szeptuchy z kuzynem i no... może będzie chciała mnie uczyć jeśli też to ogarnia, może mi powie, kto może mnie uczyć, bo ja z Trelawneyami poza Peregrinusem to nie bardzo po drodze jestem. – fakt, że nie odziedziczyła daru po matce był jej wrzodem na dupie i solą w oku więc cóż... odcięła się od rodziny, gdzie co druga osoba dokańczała za nią zdanie.
A potem zrobiło się nieco poważniej i... cóż. Czy gdyby musiał wybrać, wybrałby ją czy Dolohova? Miles głęboko wierzyła, że nie musiałby wybierać, bo przecież Peregrinus nie zaufałby osobie złej i zepsutej. Moody jednak miała pełną świadomość tego, dlaczego NIE ona zajmowała się rekrutacją. Sposępniała.
– Dobrze. Wiesz, on chce robić, tylko nie chce walczyć. Pogadam z Jonathanem i spróbuję z nim wymyślić, jak mógłby pomagać, ale niekoniecznie wiedzieć o... o nas. O tym wszystkim. Poza tym, no w tego co ogarniam Morpheusowe sprawy, to za moment też on będzie infiltrował tego tam mistrza i spółkę i no... nie chcę tego popędzać jak coś. Po prostu wydało mi się to dobrym pomysłem. – śmiesznie było się tak tłumaczyć, Harper by pewnie napyskowała, ale z Brenną miały kompletnie inną relację i Miles bardzo polegała na jej osądzie. – Chcesz iść z mną do góry zobaczyć kilka szkiców? Jak ten obraz ma nam pomagać, to myślę, że no, że wiem jużjak to ogarnąć, żeby był dobrym szpiegiem – zaproponowała o wiele lżej, totalnie bezmyślnie zapraszając Brennę do pokoju, gdzie poza jej rzeczami, leżały porozwalane graty Thomasa i Basiliusa. Tak to jednak było, że Miles jedną nogą głową myślami była zupełnie, zupełnie gdzie indziej.