Nie był pewien czy faktycznie tę obecność siostry czuł, czy może tylko bardzo, ale to bardzo chciał czuć. Może była to tylko żałoba i smutek. Na początku czuł zwyczajny szok i łapał się możliwości, że wszystko były tylko jednym kłamstwem. Ktoś coś źle zobaczył, ktoś pomylił ją z kimś innym. Ale potem przyszedł pogrzeb. Pogrzeb, którym musiał się po części zająć, wciąż pokiereszowany po Spalonej Nocy. Pogrzeb, który nosił ze sobą złość, palącą i czerwoną w swoim kolorze, z którą ciężko było mu sobie poradzić. W pewnym momencie zaczął się trochę targować z siłą wyższą, jakby mógł w ten sposób uprosić cofnięcie ostatecznego wyroku. Wszystko po tym zjechało gdzieś w dół. W lepki marazm, z którego ciężko było się otrząsnąć, tylko po to żeby powoli zacząć wracać do normalności (a wszystko to robił w ekspresowym tempie, przez wzgląd na realia forkowe).
- Nie dziwi mnie to - ale z drugiej strony nie wyglądał, jakby miał zamiar coś z tym zrobić. Nie pierwszy, nie ostatni raz Lestrange była na niego obrażona. Wiedział, że bywał obcesowy, szczególnie kiedy się denerwował i niecierpliwił, ale rzadko kiedy w ogóle przepraszał. Szedł co najwyżej na ugody, wyczekiwał samoistnego rozwiązania napięcia, lub przeskakiwał nad wszystkim do normalności, udając że niewiele się stało. Wiedział, że Victoria znała te schematy, pytanie jednak na ile tym razem wzięła wszystko do siebie. - Przejdzie jej - podsumował wreszcie, wykrzywiając lekko usta w jakimś grymasie, a potem zmarszczył brwi, zerkając na Brennę. - Co mówiłaś? - szepty wydawały niekoherentne i ciężkie do wyłuskania z nich informacji, nawet po chwili zastanowienia. Wciąż jednak rozsądek podpowiadał mu, że to ona coś mówiła, a nie wiatr szeptał słowa zmarłych.