Gdyby tylko wiedziała, co robiła mu jej obecność... Gdyby tylko wycisnął z siebie więcej niż niespokojne syki i znaczące spojrzenie, może zabrałaby się do tematu na poważnie. Zajrzałaby mu do głowy na swój sposób, rozpracowała go kawałeczek po kawałku i znalazła jakieś rozwiązanie na problem, który dzielił ich od dłuższego już czasu. Zamiast tego zadawała sobie tylko pytania, bo kiedy celowała nimi w niego, tylko się niecierpliwił. Może gdyby była klątwołamaczem, dostrzeżenie nieprawidłowości przyszłoby jej łatwiej, a tak? Jej własne ambicje wyłupały jej oczy i przez długi czas nie mogła powiązać jego niechęci z tym, jak Loretta traktowała wszelkie dziewczyny, które znalazły się w jego okolicy. Traktowała jego zachowanie jako pewien przejaw szczerości, jakby wreszcie znudził się udawaniem i niczego przed nią nie ukrywał.
A dzisiejszego dnia, leżał na leżance w swoim dziennym pokoiku i wyglądał, jakby chciał umrzeć. Jakby wszystko już było mu jedno i ciężko było jej nie uważać, że wydarzyło się coś strasznego, co podjudzało jego złą, nieprzystępną stronę. Dlatego była cierpliwa. Och, jakże ona starała się, by zagryzając zęby nie poranić własnych policzków i nie zachłysnąć się czarną krwią, która niespokojnie płynęła w jej żyłach. Zdążyła przy nim przykucnąć, a może przy tym prześcieradle, dogaszając żar, kiedy on postanowił poderwać się ku górze. Wzdrygnęła się, ale nie nie było w tym lęku. Prędzej odruch ciała, które chciało się odsunąć, a przez to opadło na ziemię. Bokiem podparła się o leżankę i podciągnęła do siebie nogi.
Drobne zmarszczenie brwi mogło zwiastować, że kwestia ciepłoty nie przeszła w jej głowie bez echa. Obróciła ją w głowie parę razy, z największą starannością, ale wnioski nie prowadziły ją w stronę która kazałaby go potępić czy wzdrygnąć się na wszelkie możliwości. Był zimny. Lodowato zimny. Zimniejszy niż sposób w jaki chłodniały trupy, bo te zazwyczaj były temperatury pokojowej, gdy zostawiło się je na świeżym powietrzu. Stawały się jednością z naturą, ziemią i powietrzem. A on? Dlatego tak ciągnęło go do piekła?
Na to słowo na czole pojawiła się drobna zmarszczka. Mugolski zabobon, który zdawał się przeniknąć do języka mówionego czarodziejów niemalże niepostrzeżenie. Ciekawe, kiedy to się stało. Za czasów palenia czarownic, kiedy wysyłano je na stosy za konszachty z diabłem? Za to drobne potknięcie, chciała go zrugać. Odwarknąć coś, pokazać na nowo zęby, ale tylko jej oczy zmieniły się wzburzone morze.
- Nie istnieje coś takiego jak piekło - odparła, lustrując go uważnie spojrzeniem. - Kiedy czarodziej umiera - z zaznaczeniem na to, kim faktycznie byli. - Jego dusza wraca do cyklu. Odradza się, wraca do obiegu, ostatecznie zradza z siebie nowe życie. Jeśli chcesz potępienia, to śmierć ci tego nie da.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.