Niemal jęknęła z rozpaczą, kiedy usłyszała jak nieznajoma nawołuje do niej. Do niej i po imieniu, co było ważniejsze. Znajome tony nagle nabrały sensu i ubrały się w odpowiednie imię, a świadomość przywołała w głowie imię Astorii i Zabini poczuła, jak łapią ją dławiące wręcz mdłości. Nie chciała, by ktokolwiek ją taką oglądał; smutną i zapłakaną. Rozdartą wewnętrznie przez osobę, która miała być dla niej tak w życiu ważna i nieść ze sobą spełnienie. A tym bardziej już nie chciała, by widownią dla jej porażki była akurat panna Avery.
Przyjaciółka, a może dawna przyjaciółka? Czy mogła ją tak nazywać, biorąc pod uwagę wszystko, co razem przeszły? Wszystkie wzloty i upadki, zazdrosne spojrzenia, wyrywanie sobie skrawków radości, jakby nie można było się nimi dzielić. Im dłużej panowała między cisza, ale nie ta w ogrodzie, a ta niosąca się przez prawdziwe życie, tym Desideria dochodziła do większej pewności, że większość krzywd i niesprawiedliwości zadziało się z jej ręki.
Była zazdrosna, ale jaka dziewczyna by nie była? Szczególnie w momencie kiedy wielu uznałoby Avery za przysłowiową pannę jak z obrazka (co pasowało do niej tym bardziej, biorąc pod uwagę z czego słynęła jej rodzina). Piękna, utalentowana, ambitna, wyedukowana... miała wszystko i prawdę powiedziawszy, Desideria miała dokładnie to samo, ale może chodziło o tę angielską ziemię. Może czuła się na niej zbyt obco i chłodno, by zrozumieć wcześniej że nie było sensu walczyć.
Tęskniła za wszystkimi taktami które rozgrywały się pomiędzy nieprzyjemnościami. Tęskniła za jej bliskością, za wartkimi rozmowami i łatwością, z jaką czasem odnajdywały się w swoim towarzystwie. Można by nawet powiedzieć, że porozumiewały się bez słów, kiedy okazja była ku temu odpowiednia.
Gdyby miała wskazać największy powód, który doprowadził do ich rozłamu, chyba byłby to Louvain. Kiedyś go zazdrościła, potem z zadowoleniem mogła się nim chwalić, a teraz czuła posmak goryczy na języku, kiedy o tym wszystkim myślała. Teraz, gdy stała w cieniu rozmowy jaka rozegrała się z nim chwilę temu, czuła się zwyczajnie śmiesznie. Jakby wszystkie jej przewiny upomniały się o nią w tym jednym momencie.
- Przepraszam - wyszeptała drżąco, kiedy Astoria zbliżyła się do niej. Przyjęła chusteczkę bez protestów, ocierając policzki. - Przepraszam za wszystko. Gdybym mogła cofnąć czas... tyle rzeczy zrobiłabym inaczej... - mówiła cicho, ledwie słyszalnym szeptem, zwyczajnie wstydząc się tych słów. Ale teraz czuła się taka delikatna i mała. I nie miała nikogo innego, z kim mogłaby się podzielić swoim żalem. - Chciałabym, żeby to był tylko złamany paznokieć. Zamiast tego jest człowiek, który mnie nienawidzi.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.