13.04.2026, 09:59 ✶
Chłopak zakręcił kran, zmierzył koleżankę niepewnym spojrzeniem i otrzepawszy dłonie z kropli wody, przesunął palcami po krótkich włosach, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc mu w ujarzmieniu niezbyt ładnej fryzury. Niepewność w źrenicach niknęła jednak, kiedy się wpatrzyło w tę paskudną, jaszczurzą twarz odrobinę dłużej i do człowieka docierało, czym Rowle (przynajmniej według plotek) przypłacili tak bliskie trzymanie się ze smokami. Wyglądał jak… oh, to jemu przydałby się ten krem – ale nawet najgrubsza jego ilość nie poradziłaby sobie z pokrywającymi lewą część jego szyi łuskami i tym, że Delyry nie mierzyły teraz wzrokiem oczy człowieka, lecz oczy jaszczurki.
– To samo pytanie mógłbym zadać tobie – zauważył, poprawiając przy tym krawat ślizgońskiego mundurka w nieco nerwowym, szczeniackim ruchu. Zachowywał się dziwnie, ale zachowywał się dziwnie w taki sposób, w jaki zachowywałby się losowy gówniarz w jego wieku chcący zaimponować koleżance, uniknąć losowej kary, albo po prostu kogoś pozaczepiać. Przybrał już nawet tę pozę – jakby miał zaraz rzucić jakimś żartem, zbyć ją jakoś mimo tego, że to on był tutaj niepasującym elementem – bo wychował go Slytherin. I chodziło tu zarówno o przodka opowiadającego mu przedziwne legendy, jak i dom pozostawiony przez niego w Hogwarcie. W Slytherinie musiałeś przecież radzić sobie z nieustanną rywalizacją o dominację, a on był na swoim roczniku twarzą znaną – bo Rowle byli znani, a on musiał dopieścić swoim zachowaniem to, co zbudowali jego bracia. – Nie masz czasem…
JEBUT!
Nie zdążył dokończyć zaczętego zdania, kiedy z odpływu wydostała się nagle smuga czegoś, co w pierwszym momencie wziął za parę, a milisekundy później książka, którą Marta wyciągnęła zapewne z ubikacji, wylądowała na samym środku jego głowy. Jak nie będzie miał po tym guza, to sam się zdziwi.
– ILE RAZY MAM CI TO POWTARZAĆ?! – Wrzasnęła Warren, wypadając z jednej z kabin, omal nie wyrywając z zawiasów i tak zniszczonych już drzwi. – To. Jest. Łazienka. Dla. DZIEWCZYN!!
– To samo pytanie mógłbym zadać tobie – zauważył, poprawiając przy tym krawat ślizgońskiego mundurka w nieco nerwowym, szczeniackim ruchu. Zachowywał się dziwnie, ale zachowywał się dziwnie w taki sposób, w jaki zachowywałby się losowy gówniarz w jego wieku chcący zaimponować koleżance, uniknąć losowej kary, albo po prostu kogoś pozaczepiać. Przybrał już nawet tę pozę – jakby miał zaraz rzucić jakimś żartem, zbyć ją jakoś mimo tego, że to on był tutaj niepasującym elementem – bo wychował go Slytherin. I chodziło tu zarówno o przodka opowiadającego mu przedziwne legendy, jak i dom pozostawiony przez niego w Hogwarcie. W Slytherinie musiałeś przecież radzić sobie z nieustanną rywalizacją o dominację, a on był na swoim roczniku twarzą znaną – bo Rowle byli znani, a on musiał dopieścić swoim zachowaniem to, co zbudowali jego bracia. – Nie masz czasem…
JEBUT!
Nie zdążył dokończyć zaczętego zdania, kiedy z odpływu wydostała się nagle smuga czegoś, co w pierwszym momencie wziął za parę, a milisekundy później książka, którą Marta wyciągnęła zapewne z ubikacji, wylądowała na samym środku jego głowy. Jak nie będzie miał po tym guza, to sam się zdziwi.
– ILE RAZY MAM CI TO POWTARZAĆ?! – Wrzasnęła Warren, wypadając z jednej z kabin, omal nie wyrywając z zawiasów i tak zniszczonych już drzwi. – To. Jest. Łazienka. Dla. DZIEWCZYN!!
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242