13.04.2026, 15:49 ✶
Kiwnęła głową, niemo zgadzając się z Millie, że pewnie najlepsza będzie jakaś czarownica, która nie zwraca uwagi: opcjonalnie pewnie jakaś dawna bohaterka.
– Millie, nie mam na myśli, że nie weszłaś w ten sen, tylko że nie ufam miksturom Blacków – powiedziała Brenna, spoglądając na Millie. Domyślała się przyczyn obruszenia: Moody przez całe życie pragnęła posiadać Trzecie Oko. Być jasnowidzem jak jej kuzyni, może aurowidzeniem, jak kiedyś brat, nim wilkołactwo odebrało mu ten talent. Teraz, kiedy wiele wskazywało na to, że ten mógł się budzić, mogła odebrać słowa Brenny jako próbę podważenia spełnienia jej marzenia.
Tyle że Brenna sama zastanawiała się, czy nie uaktywnił się u niej talent Trelawneyów i na pewno nie zamierzała niczego kwestionować.
– Uważam po prostu, że zanim spróbujesz czegoś takiego, powinnaś porozmawiać z kimś, kto… kto wie więcej? – Wiedziała wiele o widmowidzeniu: to była część jej, najważniejsza umiejętność, jaką posiadała, coś z czego korzystała na porządku dziennym i co nieustannie próbowała poznać lepiej. Znała jasnowidzów i wiedziała, czego spodziewać się po aurowidzu. Ale snowidzenie… Nie wiedziała nawet, co zasugerować. - Może Morpheus? Wuj pracuje w Departamencie Tajemnic, nie wierzę, że nie badają tam też snowidzenia. Albo poczekać do wizyty u Szeptuchy. I jeśli próbować, to na początek bym chyba sugerowała kogoś… chętnego? Nie wiem, jak to działa, ale potem będzie pewnie nawet łatwiej sprawdzić, ile się udało zobaczyć, jak to poszło?
Problem polegał na tym, że Peregrinus nawet nie musiał ufać osobie złej i zepsutej. Mógł zaufać człowiekowi, który był bratem, synem albo mężem śmierciożercy i chciałby ukochaną osobę chronić. Mógłby sam chcieć ochraniać kogoś, kto na przykład współpracował ze śmierciożercami, a z kim łączyły go więzy od dawna. Mógł nie wiedzieć.
I to by wystarczyło.
– Aby pomagać w sprawach logistycznych, musiałby wiedzieć i to dużo. A jeśli ktoś w Prawach Czasu się o tym dowie, ktoś, o kim nawet on nie wie, że jest po drugiej stronie albo... powiedzmy nie jest, ale sam ma tam żonę, matko albo kochankę i będzie chciał tę chronić, to leżymy. Żeby szpiegować, musiałby być bezwzględnie po naszej stronie, aby nie powiedzieć słowa szpiegowanym. Co tak naprawdę może dla nas robić? Co dokładnie nam da, jeżeli on dowie się, że istniejemy i działamy? – spytała. Co może robić, czy ryzyko jest tego warte, pytania, które jej zdaniem musieli sobie zadawać, i z powodu których wciąż wahała się, ile powiedzieć komuś, kogo kochała i kto w sumie pracowo zajmował się zwalczaniem śmierciożerców… bo wiedziała, że nawet jeśli sama mu ufa, nie może wymagać, by ot tak ufała mu reszta. Nie zamierzała walczyć i wywoływać jakiejś walki w szeregach o rekrutacje, odpuściła to, ale uważała, że powinni przynajmniej zawsze się zastanowić.
– Daj proszę znać, kiedy dasz radę z tym portretem, gdybyś potrzebowała pomocy z czymś, co planujesz, też mnie ruszaj… ja na razie skupiam się na komunikacji i tych zabezpieczeniach, rozmawiałam już o tym z Pandorą i Thomasem i pchnę dalej.
– Millie, nie mam na myśli, że nie weszłaś w ten sen, tylko że nie ufam miksturom Blacków – powiedziała Brenna, spoglądając na Millie. Domyślała się przyczyn obruszenia: Moody przez całe życie pragnęła posiadać Trzecie Oko. Być jasnowidzem jak jej kuzyni, może aurowidzeniem, jak kiedyś brat, nim wilkołactwo odebrało mu ten talent. Teraz, kiedy wiele wskazywało na to, że ten mógł się budzić, mogła odebrać słowa Brenny jako próbę podważenia spełnienia jej marzenia.
Tyle że Brenna sama zastanawiała się, czy nie uaktywnił się u niej talent Trelawneyów i na pewno nie zamierzała niczego kwestionować.
– Uważam po prostu, że zanim spróbujesz czegoś takiego, powinnaś porozmawiać z kimś, kto… kto wie więcej? – Wiedziała wiele o widmowidzeniu: to była część jej, najważniejsza umiejętność, jaką posiadała, coś z czego korzystała na porządku dziennym i co nieustannie próbowała poznać lepiej. Znała jasnowidzów i wiedziała, czego spodziewać się po aurowidzu. Ale snowidzenie… Nie wiedziała nawet, co zasugerować. - Może Morpheus? Wuj pracuje w Departamencie Tajemnic, nie wierzę, że nie badają tam też snowidzenia. Albo poczekać do wizyty u Szeptuchy. I jeśli próbować, to na początek bym chyba sugerowała kogoś… chętnego? Nie wiem, jak to działa, ale potem będzie pewnie nawet łatwiej sprawdzić, ile się udało zobaczyć, jak to poszło?
Problem polegał na tym, że Peregrinus nawet nie musiał ufać osobie złej i zepsutej. Mógł zaufać człowiekowi, który był bratem, synem albo mężem śmierciożercy i chciałby ukochaną osobę chronić. Mógłby sam chcieć ochraniać kogoś, kto na przykład współpracował ze śmierciożercami, a z kim łączyły go więzy od dawna. Mógł nie wiedzieć.
I to by wystarczyło.
– Aby pomagać w sprawach logistycznych, musiałby wiedzieć i to dużo. A jeśli ktoś w Prawach Czasu się o tym dowie, ktoś, o kim nawet on nie wie, że jest po drugiej stronie albo... powiedzmy nie jest, ale sam ma tam żonę, matko albo kochankę i będzie chciał tę chronić, to leżymy. Żeby szpiegować, musiałby być bezwzględnie po naszej stronie, aby nie powiedzieć słowa szpiegowanym. Co tak naprawdę może dla nas robić? Co dokładnie nam da, jeżeli on dowie się, że istniejemy i działamy? – spytała. Co może robić, czy ryzyko jest tego warte, pytania, które jej zdaniem musieli sobie zadawać, i z powodu których wciąż wahała się, ile powiedzieć komuś, kogo kochała i kto w sumie pracowo zajmował się zwalczaniem śmierciożerców… bo wiedziała, że nawet jeśli sama mu ufa, nie może wymagać, by ot tak ufała mu reszta. Nie zamierzała walczyć i wywoływać jakiejś walki w szeregach o rekrutacje, odpuściła to, ale uważała, że powinni przynajmniej zawsze się zastanowić.
– Daj proszę znać, kiedy dasz radę z tym portretem, gdybyś potrzebowała pomocy z czymś, co planujesz, też mnie ruszaj… ja na razie skupiam się na komunikacji i tych zabezpieczeniach, rozmawiałam już o tym z Pandorą i Thomasem i pchnę dalej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.