13.04.2026, 20:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2026, 20:02 przez Brenna Longbottom.)
Mówiła półżartem, bo wątpiła, aby faktycznie pana Andersa miało coś spotkać za przebywanie w jej obecności, a gdyby to ona nagle postanowiła podążać za jakąś tam szansą, niesioną przez los, raczej bez żalu kazano by jej spadać niż pobiegnięto kogoś bić. Półserio, bo gdyby on naprawdę miał wczuwać się w rolę bohatera z książek i pojawiać się w dziwnych miejscach o dziwnej porze, to wtedy zaiste mógłby jednak w ten nos dostać.
Na szczęście nie żyli w żadnej powieści.
Anders najpierw popatrzył na trzymane przez Brennę pudełko, a potem zatrzymał spojrzenie na Dorze. Może nie chciał napadać na dziewczynę wyraźnie młodszą i drobniejszą, ale westchnął po prostu na jej sugestię.
– Właściwie nic mi to nie zaszkodzi, jak sprawdzę – stwierdził po chwili wahania, a potem machnął ręką w stronę stolika, od którego wstał. – Możecie usiąść i poczekać. Teleportuję się do mieszkania – oświadczył.
Obserwował je przez moment, trochę podejrzliwie, i Brenna po prostu odsunęła sobie krzesło i usiadła. Nie bardzo miały tutaj co knuć, bo i byli w barze, i to nie sami, więc nie bardzo wyobrażała sobie, w jaki sposób mogłyby wywieść Andersa w pole. Mężczyzna chyba też doszedł do tego wniosku w końcu cofnął się o krok i znikł z cichym trzaskiem.
– Chcesz coś zamówić? – spytała Brenna Dory, rozglądając się po wnętrzu w czasie, kiedy czekały na jego powrót. Ten zresztą nastąpił dość szybko: pojawił się jakieś trzy minuty później, z lusterkami w ręku. Ułożył je oba na blacie, a Brenna wyciągnęła te ich i aktywowała jedno: to przyniesione przez poszukiwanego przez nie człowieka zalśniło i pojawiła się w nim jej własna twarz, podczas gdy ona patrzyła w swoim zwierciadle na twarz Andersa.
- Wygląda na to, że wszystko się zgadza. A te dwa to druga para... - powiedziała, uśmiechając się do mężczyzny i wyciągając ku niemu lusterko jedną ręką, a drugą dłoń unosząc, aby mógł wręczyć jej to swoje "niepotrzebne".
Na szczęście nie żyli w żadnej powieści.
Anders najpierw popatrzył na trzymane przez Brennę pudełko, a potem zatrzymał spojrzenie na Dorze. Może nie chciał napadać na dziewczynę wyraźnie młodszą i drobniejszą, ale westchnął po prostu na jej sugestię.
– Właściwie nic mi to nie zaszkodzi, jak sprawdzę – stwierdził po chwili wahania, a potem machnął ręką w stronę stolika, od którego wstał. – Możecie usiąść i poczekać. Teleportuję się do mieszkania – oświadczył.
Obserwował je przez moment, trochę podejrzliwie, i Brenna po prostu odsunęła sobie krzesło i usiadła. Nie bardzo miały tutaj co knuć, bo i byli w barze, i to nie sami, więc nie bardzo wyobrażała sobie, w jaki sposób mogłyby wywieść Andersa w pole. Mężczyzna chyba też doszedł do tego wniosku w końcu cofnął się o krok i znikł z cichym trzaskiem.
– Chcesz coś zamówić? – spytała Brenna Dory, rozglądając się po wnętrzu w czasie, kiedy czekały na jego powrót. Ten zresztą nastąpił dość szybko: pojawił się jakieś trzy minuty później, z lusterkami w ręku. Ułożył je oba na blacie, a Brenna wyciągnęła te ich i aktywowała jedno: to przyniesione przez poszukiwanego przez nie człowieka zalśniło i pojawiła się w nim jej własna twarz, podczas gdy ona patrzyła w swoim zwierciadle na twarz Andersa.
- Wygląda na to, że wszystko się zgadza. A te dwa to druga para... - powiedziała, uśmiechając się do mężczyzny i wyciągając ku niemu lusterko jedną ręką, a drugą dłoń unosząc, aby mógł wręczyć jej to swoje "niepotrzebne".
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.