13.04.2026, 22:08 ✶
Dotyk śpiącej rzeczywistszy był od dźwięków i twardości siedzeń w niezbyt drogiej loży. Ciężar głowy, niosącej tak wiele myśli i planów, palce zaciśnięte na aksamitnej sukni, ostateczny gest, ostateczna prośba o to, by pozostała obok. A więc trwała, w zasłuchaniu oddechem, otoczona szelestem ich własnych gestów bardziej niż cokolwiek działo się na scenie, zupełnie jakby znalazły się w prywatnej, wysycająco intymnej sferze, mówiącej o ich relacji, o ich tęsknocie więcej niż mogłyby sobie szeptać pośród miękkich pościeli.
Plumkania pianinka ogłaszające przerwę wdarły się w tą przestrzeń spodziewanie, choć nie oszczędziło to irytacji. Uczucie to jednak rozpłynęło się momentalnie, gdy słodka kuzyneczka rozpoczęła swój niespieszny ale jakże dobitnie wycyzelowany taniec, dedykowany - na co Urd bardzo liczyła - li tylko ich spotkaniu.
Dotyk obudzonej istniał więc na pograniczu jawy i snu, co wprawiało serce urodziwej potomkini selki w przyjemne drżenie. Rzadko kiedy odmawiała sobie przyjemności, ale w przypadku Ceolsige niewątpliwie tę przyjemność należało sobie dozować, aby późniejsza rozkosz mogła trwać tym dłużej, tym bardziej.
Tak jak teraz, te fale, nieistotne, nieuchwytne, pozostawiające trwały ślad jak obmywające brzeg wody północnego morza. Mimowolnie przymknęła powieki, pozwalając powietrzu wpłynąć do ust przez rozchylone wargi, nie zamierzając nawet ukrywać dla świata, ukrywać przed nią, jakie wrażenie robią te zakusy, te krążenia, te ciche szepty pozbawione słów.
– Powagi?– delikatnie uniosła brwi, kpiąco, choć mało w niej było kpiny, a więcej próby zachowania jakiegokolwiek fasonu. Niebieskie oczy ześlizgnęły się na usztywniany fantazyjny kołnierz, przez myśl przemknęło, że powinna być sztywna jak ta część sukni, tak blisko długiej szyi, tak blisko coraz szybciej bijącego serduszka, tego była pewna, że jej przebudzona sówka, z każdą chwilą może stać się coraz bardziej rozbudzona – Widać że nie uważałaś dobrze moja miła, trochę trupów padło, ale w tej grotesce mało jest miejsca na jakąkolwiek ciężkość gatunkową właściwą skandynawskim sagom. – Opuszki mimowolnie przebiegły po bladym policzku, bardziej łaskocząc niż oddając przyjemność obcowania z rozespaną ptaszyną. – Twój odpoczynek teraz, gwarantuje mi ciekawszą noc później. Może lampka wina w Zorzy? Straciłam ochotę na finał... tutaj. – A gdzież on mógłby on nastąpić? Urd rzadko kiedy wybiegała myślą aż tak w przód, nie starając się przewidzieć losu, a łapać jego falę, tak jak teraz czuła ponad wszystko, że drugi akt, spędzą już w zupełnie innym miejscu.
Ze wszech miar jednak cieszyła się z jednego. Nawet gdy wymieniły tak mało słów między sobą, wszystko w pannie Burke krzyczało wręcz, że ta znajomość, ta relacja, jest odnawiana z obopólną przyjemnością, a czas który spędziły teraz, dziś, który jeszcze będzie im za moment ofiarowany, raczej nie jest jednorazową sytuacją... Cóż można byłoby zrobić, aby te przypadkowe spotkania, były mniej przypadkowe? Nad tym zastanowi się rano.
!BINGO C2
Plumkania pianinka ogłaszające przerwę wdarły się w tą przestrzeń spodziewanie, choć nie oszczędziło to irytacji. Uczucie to jednak rozpłynęło się momentalnie, gdy słodka kuzyneczka rozpoczęła swój niespieszny ale jakże dobitnie wycyzelowany taniec, dedykowany - na co Urd bardzo liczyła - li tylko ich spotkaniu.
Dotyk obudzonej istniał więc na pograniczu jawy i snu, co wprawiało serce urodziwej potomkini selki w przyjemne drżenie. Rzadko kiedy odmawiała sobie przyjemności, ale w przypadku Ceolsige niewątpliwie tę przyjemność należało sobie dozować, aby późniejsza rozkosz mogła trwać tym dłużej, tym bardziej.
Tak jak teraz, te fale, nieistotne, nieuchwytne, pozostawiające trwały ślad jak obmywające brzeg wody północnego morza. Mimowolnie przymknęła powieki, pozwalając powietrzu wpłynąć do ust przez rozchylone wargi, nie zamierzając nawet ukrywać dla świata, ukrywać przed nią, jakie wrażenie robią te zakusy, te krążenia, te ciche szepty pozbawione słów.
– Powagi?– delikatnie uniosła brwi, kpiąco, choć mało w niej było kpiny, a więcej próby zachowania jakiegokolwiek fasonu. Niebieskie oczy ześlizgnęły się na usztywniany fantazyjny kołnierz, przez myśl przemknęło, że powinna być sztywna jak ta część sukni, tak blisko długiej szyi, tak blisko coraz szybciej bijącego serduszka, tego była pewna, że jej przebudzona sówka, z każdą chwilą może stać się coraz bardziej rozbudzona – Widać że nie uważałaś dobrze moja miła, trochę trupów padło, ale w tej grotesce mało jest miejsca na jakąkolwiek ciężkość gatunkową właściwą skandynawskim sagom. – Opuszki mimowolnie przebiegły po bladym policzku, bardziej łaskocząc niż oddając przyjemność obcowania z rozespaną ptaszyną. – Twój odpoczynek teraz, gwarantuje mi ciekawszą noc później. Może lampka wina w Zorzy? Straciłam ochotę na finał... tutaj. – A gdzież on mógłby on nastąpić? Urd rzadko kiedy wybiegała myślą aż tak w przód, nie starając się przewidzieć losu, a łapać jego falę, tak jak teraz czuła ponad wszystko, że drugi akt, spędzą już w zupełnie innym miejscu.
Ze wszech miar jednak cieszyła się z jednego. Nawet gdy wymieniły tak mało słów między sobą, wszystko w pannie Burke krzyczało wręcz, że ta znajomość, ta relacja, jest odnawiana z obopólną przyjemnością, a czas który spędziły teraz, dziś, który jeszcze będzie im za moment ofiarowany, raczej nie jest jednorazową sytuacją... Cóż można byłoby zrobić, aby te przypadkowe spotkania, były mniej przypadkowe? Nad tym zastanowi się rano.
Koniec sesji
!BINGO C2