14.04.2026, 19:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 19:10 przez Brenna Longbottom.)
Było z nim źle.
Brenna oceniła to nawet nie po bladości (chociaż był blady), nie po chłodzie skóry (nawet nie sprawdzała, wiedziała, że równie dobrze mógłby dopiero chodzić po mrozie), nie po kaszlu (czy coś zepsuło się w środku, zakasłał, bo zabolało od upadku czy dalej nie przeszedł mu ten kaszel po spalonej?), czy wreszcie nie po krwi na ubraniu (a to było trochę rozerwane i pokrwawione), ale po tym, że nie usiłował wstawać i zapewniać, że nic mu nie jest i o co w ogóle chodzi. To bywało gorzej jakoś nie brzmiało przekonująco.
Miała ochotę mu powtórzyć, żeby nie wstawał, kiedy uniósł się nieco na łokciach, ale prawda była taka, że nie mogli tu po prostu leżeć, wpatrywać się w niebo i czekać czy nie dojdzie do jakiegoś cudownego zaleczenia ran. I jeśli wiatr niósł jakiekolwiek szepty, to Brenna nie zwracała już na nie uwagi.
– Trzeba cię zabrać do uzdrowiciela – oceniła kategorycznie, bo zdecydowanie potrzebował leczenia tej nogi w ogóle kompleksowej diagnozy lekarskiej, a butelka whiskey nie było tutaj dostatecznym lekarstwem. – Trzeciej nogi niech ci może nie hodują, bo będzie więcej do łamania, ale tę mogliby naprawić. Sprawdzę, czy to co jest, nam nie wybuchnie, a potem chyba powinnam dać radę nas teleportować na górę i wezwiemy Błędnego… – oświadczyła, zadzierając głowę, aby spojrzeć wyżej na klify. On zdecydowanie nie powinien próbować teleportacji, skoro był w stanie jakim był. Ona… na taką odległość powinna dać radę, ale nie mogła ryzykować teleportowania ich stąd dalej a z Walii przecież nie dostaną się do Londynu w jednym skoku. Ze trzy najmniej, każdy bardzo długi, biorąc pod uwagę, że żebra miała obolałe, oberwała w głowę, i ogólnie posiniaczyła się może nie aż tak jak on, to wciąż całkiem mocno, przy którymś popełniłaby błąd. A zgubienie części ciała ze względu na rozszczepienie było teraz ostatnim, czego potrzebowali.
Brenna oceniła to nawet nie po bladości (chociaż był blady), nie po chłodzie skóry (nawet nie sprawdzała, wiedziała, że równie dobrze mógłby dopiero chodzić po mrozie), nie po kaszlu (czy coś zepsuło się w środku, zakasłał, bo zabolało od upadku czy dalej nie przeszedł mu ten kaszel po spalonej?), czy wreszcie nie po krwi na ubraniu (a to było trochę rozerwane i pokrwawione), ale po tym, że nie usiłował wstawać i zapewniać, że nic mu nie jest i o co w ogóle chodzi. To bywało gorzej jakoś nie brzmiało przekonująco.
Miała ochotę mu powtórzyć, żeby nie wstawał, kiedy uniósł się nieco na łokciach, ale prawda była taka, że nie mogli tu po prostu leżeć, wpatrywać się w niebo i czekać czy nie dojdzie do jakiegoś cudownego zaleczenia ran. I jeśli wiatr niósł jakiekolwiek szepty, to Brenna nie zwracała już na nie uwagi.
– Trzeba cię zabrać do uzdrowiciela – oceniła kategorycznie, bo zdecydowanie potrzebował leczenia tej nogi w ogóle kompleksowej diagnozy lekarskiej, a butelka whiskey nie było tutaj dostatecznym lekarstwem. – Trzeciej nogi niech ci może nie hodują, bo będzie więcej do łamania, ale tę mogliby naprawić. Sprawdzę, czy to co jest, nam nie wybuchnie, a potem chyba powinnam dać radę nas teleportować na górę i wezwiemy Błędnego… – oświadczyła, zadzierając głowę, aby spojrzeć wyżej na klify. On zdecydowanie nie powinien próbować teleportacji, skoro był w stanie jakim był. Ona… na taką odległość powinna dać radę, ale nie mogła ryzykować teleportowania ich stąd dalej a z Walii przecież nie dostaną się do Londynu w jednym skoku. Ze trzy najmniej, każdy bardzo długi, biorąc pod uwagę, że żebra miała obolałe, oberwała w głowę, i ogólnie posiniaczyła się może nie aż tak jak on, to wciąż całkiem mocno, przy którymś popełniłaby błąd. A zgubienie części ciała ze względu na rozszczepienie było teraz ostatnim, czego potrzebowali.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.