14.04.2026, 20:49 ✶
- Gdybyś z jakiegoś powodu nie chciała, żebym o czymś mu powiedział, wystarczyłoby, gdybyś uprzedziła - powiedział starannie neutralnym, płaskim tonem, jaki przyjmował zawsze, kiedy nie chciał, żeby jego głos zdradzał emocje. Słowom, które brzmiałyby protekcjonalnie w ustach kogokolwiek innego, Ceolsige nadawała raczej ten opiekuńczy ton, który niekiedy cechował to, jak się odnosiła do Lazarusa i czarodziej nie mógł nie poczuć wdzięczności za jasny komunikat, ale też odrobiny niezręczności wobec czyjejś troski. Odłożył niedojedzony rogalik na talerzyk, który z kolei odsunął od siebie, jakby te kilka centymetrów miało mu pomóc zdystansować się od sytuacji.
- Nie wątpię, że Shafiq będzie zainteresowany przede wszystkim owocami naszej współpracy, choć nie uważam, żeby w wyprawie na zakupy było wiele do opowiadania - prześlizgnął się po niej badawczym wzrokiem - Jeżeli chciałabyś, bym w zamian poruszył z nim jakiś temat, to mogę... spróbować - Lovegood nie był co prawda urodzonym dyplomatą, ale nie był też całkiem nieporadny, a ze swoim szefem, jak miał wrażenie, dogadywał się całkiem nieźle.
Żart (zapewne żart, to musiał być żart… prawda?) o następnym razie skwitował krótkim uśmiechem.
- Obawiam się, że taka wycieczka byłaby nudna i frustrująca - nie musiał rozwijać tematu, jego strój mówił sam za siebie. Jak zwykle, monochromatyczny, miękki i nastawiony raczej na funkcjonalność i wygodę, niż na jakikolwiek zamysł estetyczny - Miałaś okazję poznać Jonathana Selwyna? On byłby zdecydowanie lepszym doradcą.
I zapewne wdzięczniejszym towarzystwem. Wydawał się poświęcać znacząco więcej uwagi własnemu wyglądowi, niż Lazarus, którego relacja z własnym organizmem była… trudna. Gdyby Jonathan był na miejscu, zapewne z pocałowaniem ręki przyjąłby taką delegację. Albo Robert. Zapewne wiedziałby, co powiedzieć i obsypałby kobietę odpowiednimi komplementami.
Klątwołamacz wyciągnął z kieszeni zegarek i zerknął na niego - pora zrobiła się taka, że nie opłacało się już właściwie wracać do Ministerstwa. Rozejrzał się za kelnerką.
- Udało nam się zużyć cały dzień roboczy - uśmiechnął się z lekkim zdumieniem - Chyba powinienem podziękować za uratowanie mnie z biurowej rutyny, ale myślę, że pora wracać. Rozumiem, że jesteśmy umówieni na przekazanie świec, a potem na sesję klątwołamania.
Zapłacił za lunch z funduszu reprezentacyjnego OMSHM i wraz z Ceolsige opuścił lokal, pozostawiając za sobą niedopitą kawę i talerzyk z różkiem criossanta.
- Nie wątpię, że Shafiq będzie zainteresowany przede wszystkim owocami naszej współpracy, choć nie uważam, żeby w wyprawie na zakupy było wiele do opowiadania - prześlizgnął się po niej badawczym wzrokiem - Jeżeli chciałabyś, bym w zamian poruszył z nim jakiś temat, to mogę... spróbować - Lovegood nie był co prawda urodzonym dyplomatą, ale nie był też całkiem nieporadny, a ze swoim szefem, jak miał wrażenie, dogadywał się całkiem nieźle.
Żart (zapewne żart, to musiał być żart… prawda?) o następnym razie skwitował krótkim uśmiechem.
- Obawiam się, że taka wycieczka byłaby nudna i frustrująca - nie musiał rozwijać tematu, jego strój mówił sam za siebie. Jak zwykle, monochromatyczny, miękki i nastawiony raczej na funkcjonalność i wygodę, niż na jakikolwiek zamysł estetyczny - Miałaś okazję poznać Jonathana Selwyna? On byłby zdecydowanie lepszym doradcą.
I zapewne wdzięczniejszym towarzystwem. Wydawał się poświęcać znacząco więcej uwagi własnemu wyglądowi, niż Lazarus, którego relacja z własnym organizmem była… trudna. Gdyby Jonathan był na miejscu, zapewne z pocałowaniem ręki przyjąłby taką delegację. Albo Robert. Zapewne wiedziałby, co powiedzieć i obsypałby kobietę odpowiednimi komplementami.
Klątwołamacz wyciągnął z kieszeni zegarek i zerknął na niego - pora zrobiła się taka, że nie opłacało się już właściwie wracać do Ministerstwa. Rozejrzał się za kelnerką.
- Udało nam się zużyć cały dzień roboczy - uśmiechnął się z lekkim zdumieniem - Chyba powinienem podziękować za uratowanie mnie z biurowej rutyny, ale myślę, że pora wracać. Rozumiem, że jesteśmy umówieni na przekazanie świec, a potem na sesję klątwołamania.
Zapłacił za lunch z funduszu reprezentacyjnego OMSHM i wraz z Ceolsige opuścił lokal, pozostawiając za sobą niedopitą kawę i talerzyk z różkiem criossanta.
Koniec sesji