- Fakt, robiłeś to raczej w sposób, który wzbudzał we mnie ogromną irytację. - Uśmiechnęła się, kiedy sobie to przypomniała, bo w sytuacji w której teraz się znajdowali naprawdę ją to bawiło. Od zawsze wzbudzał w niej silne emocje, nie potrafiła być wobec niego obojętna, teraz mogła spoglądać na ich wspólną przeszłość całkiem lekko, chociaż wtedy zupełnie inaczej to odbierała. Byli młodzi, buzowały w nich różne uczucia, z którymi radzili sobie tak jak potrafili, a że raczej średnio to potrafili... to przy okazji zdarzało im się nawzajem ranić, by tylko odsunąć od siebie opcję, która mogła być najprostszą. Nigdy nie wybierali najłatwiejszych rozwiązań, to nie było w ich stylu, nie mogli pogodzić się z tym wzajemnym przyciąganiem, zamiast tego starali się pokazać sobie jak bardzo się nienawidzą. Młodość rządziła się swoimi prawami, grunt, że w końcu poszli po rozum do głowy i ogarnęli to wszystko. Teraz bez żadnego oporu mogła patrzeć na przeszłość z przymrużeniem oka, naprawdę bawiły ją ich nastoletnie wersje siebie.
Nieco zmrużyła oczy, gdy poczuła jego kolano zahaczające o jej nogę. Nie dała się zwieść, wiedziała, że w jego przypadku mógł to być sposób na rozproszenie jej, a ona zdecydowanie nie miała zamiaru mu na to w tej chwili pozwolić. Wiedziała, że akurat Benjy potrafił sięgać po wszystkie możliwe metody, zbyt dobrze go znała, aby uznać to za przypadek. W tej chwili tak właściwie, czego by nie zrobił to widziałaby w tym jakiś podstęp. Musiała być bardzo czujna, nie pozwolić sobie nawet na najdrobniejsze rozproszenie, bo w ich przypadku mogło ono zadecydować o przegranej tego drobnego starcia, a jak wiadomo Prudence nie znosiła przegrywać, ani odpuszczać. Starała się więc bardzo mocno skupić na tym, co robiła.
- Raczej się nie zmieni? - Uniosła nieco prawą brew. Zamierzała sama odpowiedzieć na to krótkie pytanie, które padło z jej własnych ust. - Na pewno się nie zmieni. - Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, bo skoro już udało im się zmienić podejście, wziąć ślub to nie brała pod uwagę innej możliwości. Byli na siebie skazani, nie, żeby na to narzekała, co zresztą potwierdzał uśmiech, który pojawił się na jej twarzy. Naprawdę cieszyło ją to, jak się to wszystko między nimi potoczyło. Teraz każdy dzień był wyjątkowy, tak samo jak i wyjątkowy był jej mąż, miała niesamowite szczęście, że mogła tego doświadczyć.
- Można walczyć z niektórymi rzeczami, a i tak nic to nie daje. - Walczyli całkiem dzielnie i zaciekle, jednak nic to nie dało, nie udało im się nic zrobić z tym, co ich łączyło. Tak właściwie to może nie nic, bo przecież siedzieli tutaj razem, przy tym stole jako małżeństwo, ale podejrzewała, że żadne z nich nie zakładało w tamtych latach, że w ogóle istnieje taka opcja. Jak to dobrze, że życie było pełne niespodzianek.
- Być może jestem z tego odrobinę dumna. - Nie miała problemu z tym, aby się do tego przyznać. Naprawdę była zadowolona z tego, że teraz oficjalnie mogła uznawać go za swojego. Droga, która do tego doprowadziła była bardzo wyboista, ale udało jej się osiągnąć swój cel. Nie można było im na pewno zarzucić braku determinacji, co też w oczach Prudence było powodem do dumy. Alkohol, który wypiła spowodował, że odrobinę rozplątał jej się język i całkiem ochoczo się tym dzieliła, zresztą i bez niego, akurat jeśli chodziło o Benjy'ego niespecjalnie się krępowała. - Bez przesady, aż tak to nie... - Dodałaby coś jeszcze, gdyby nie to, że pod stołem wydarzyło się zbyt wiele.
Próbowała przejąć swoją torbę, nie skończyło się to zbyt dobrze, bo w przeciągu krótkiej chwili zniknęła pod stołem. Nie udało jej się uniknąć tego, jakże spektakularnego upadku. Na szczęście nie miała szansy zobaczyć, że spowodowało to, że przez chwilę oczy innych bywalców tego miejsca odwróciły się w ich kierunku. Trudno było zignorować to, co działo się w ich kącie. Zupełnie się tym nie przejęła, bo wiedziała, że nadal jest w grze, jeszcze jej nie przegrała, nie powiedziała ostatniego słowa.
Usłyszała to jego Kurwa Bletchley przez co tylko cicho westchnęła. Najwyraźniej udało jej się go zaskoczyć, co już mogło być drobną przewagą, bo nie było opcji, żeby spodziewał się tego, że zaatakuje go z zupełnie innej strony. Nie, żeby uważała to za powód do dumy, nie zaplanowała tego, stało się to zupełnym przypadkiem... ale jednak mogło wpłynąć pozytywnie dla niej. Oczywiście, że starała się szukać pozytywów, co innego pozostawało jej w sytuacji w której się znalazła.
Starała się nie myśleć o tym, kto siedział tutaj przed nimi, co mógł przynieść na swoich butach, co przez lata istnienia tego miejsca mogło znajdować się na deskach drewnianej podłogi. Nie sądziła, aby właściciel jakoś specjalnie skupiał się na tym, aby dbać o czystość. Poruszyła odrobinę ręką - nie przykleiła się, to był całkiem dobry znak, mogło być zdecydowanie gorzej. To całkiem miłe, że Benjy postanowił sprawdzić co u niej, naprawdę doceniała gest, ale nie zamierzała się do tego przyznać, nie teraz, oczy jej błyszczały, nadal była gotowa toczyć to starcie. Nie przejęła się zbytnio swoją bardzo słabą pozycją, nie mogła tego zrobić, bo wiedziała, że to byłby koniec, ona by przegrała, a co jak co, ale do tego nie miała zamiaru dopuścić tak łatwo.
- Nie mówiłam, że mój plan jest wielki... miał być sprytny. - To była duża różnica, przynajmniej dla Prue. Nie, żeby uważała to co robiła za jakoś zbytnio sprytne... ale nie miała już żadnej innej karty, którą mogła wyciągnąć. Los trochę zadecydował o tym, w jaki sposób to wszystko się potoczyło - zaakceptowała to, nie poddała się, grała dalej.
Postanowiła zareagować jak najszybciej, żeby nie dać mu nawet sekundy na to, żeby zrozumiał, co chciała zrobić. Właśnie dlatego rzuciła się na jego papierową torbę pod stołem, bo wydawał się być bardziej zainteresowany próbą przejęcia tej jej. Nie mógł się rozdwoić, jasne był super szybki, super zwinny, ale ona była bardzo zdeterminowana.
Chwyciła ją i przyciągnęła do siebie nim zdążył jej zagrozić. Na jej twarzy widać było triumf, wcale nie ukrywała tego, że nie cieszy się z tego, co udało jej się zrobić. - Bo co? - Odezwała się wreszcie chowając torbę w swoich ramionach - jakby miało to spowodować, że już nie będzie mógł odebrać jej tej zdobyczy.
Był to odpowiedni moment, aby w końcu wyjść spod stołu. Nie miała pojęcia ile czasu spędziła pod nim, jednak czuła, że może już wrócić na poprzednie miejsce.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control