Jego próby przejrzenia aury Anthony'ego rozprysły się od oklumencję, którą ten skrzętnie się otoczył. Nic nowego i nawet w jakiś dziwny sposób ta porażka wcale nie piekła go w tym momencie tak, jak zwykle się zdarzało. Był zbyt zmęczony, zrezygnowany i niosący w sobie jakiś stały poziom irytacji, by skoncentrować na tym swoją uwagę. A może zwyczajnie ta nicość, która Shafiqa otaczała, okazała się w tym momencie wręcz zbawienna.
Poczuł jak Basilius klepie go po ramieniu i kuzyn miał rację, jego głuchy komentarz rozbrzmiał tylko dlatego, że nie był pewien jak inaczej odnieść się do rewelacji. Cokolwiek innego nie chciał sobie ułożyć w głowie, brzmiało równie pokracznie i nieprawidłowo.
Ku pamięci Florence.
Atreus napił się, bo co innego miał zrobić. Gdyby mógł, wychyliłby nie tylko tego drinka, ale i kolejne, a może i całą najbliższą butelkę, nie ważne co się w niej znajdowało. Nie teraz, ale nawet nie okłamywał się, że nie zrobi tego później, kiedy już znajdzie sam w swoim pokoju.
- Porozmawiamy później, dobrze? - rzucił do brata, nie będąc w stanie jednak wysilić się na chociażby grzeczny uśmiech. Odwrócił się po tym i odszedł, wracając do stołu i do Laurenta, który siedział sam, niemalże do swojego krzesła przyspawany.
- Trzymasz się jakoś? - zapytał go sztywno, starając się nie spoglądać na wszystko to, co go otaczało.