6 godzin(y) temu ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 6 godzin(y) temu przez Hestia Bletchley.)
Najpierw usłyszała ciche syknięcie. Następnie Ceolsige niemal nie zabiła się o własną miotłę. Z piersi Hestii wydał się stłumiony okrzyk, gdy zobaczyła że coś się dzieje z drugą czarownicą i że zdecydowanie za bardzo ciągnie ją w stronę ziemi. Hestia szybko zatrzymała się z nieco zbyt dużym szarpnięciem, ale na całe szczeście nie było ono aż tak niekontrolowane.
W pierwszej chwili Bletchley rzeczywiście obejrzała się wokół siebie, jakby naprawdę szukała testrala, bo co jak co, ale jednak gdyby miała wskazać najprawdopodobniejszą osobę z ich ekipy, do przyprowadzenia tutaj testrala, to byłaby to Ceolsige. Kolejny byłby Hannibal, nawet jeśli raczej, oby, by go nie widział. A potem... Potem chyba byłby to Peregrinus, bo Hestia nie umiała do końca tego wyjaśnić, ale Trelawney roztaczał wokół siebie aurę, która była... Taka... No... Trelawneyowa.
Tutaj oczywiście żadnego testrala nie było, a gdy Hestia skończyła się już za nim oglądać, postanowiła sama zażartować, spojrzała prosto na Ceolsige i z poważną miną wskazała na jakiś punkt niedaleko ich dwójki.
– Przecież Ceolsige tutaj stoi i je trawę – powiedziała i niemal od razu zorientowała się jakie głupstwo właśnie palnęła. – To znaczy testral. Nie Ceolsige. Testral. Myślałam o tobie i powiedziałam twoje imię zamiast testrala. – Hestia cała poczerwieniała. I to dosłownie bo wszystkie włoski na jej ciele, o dziwo poza tymi na głowie, nan krótką chwile przybrały kolor dorodnego pomidora. Pomidora, który był dobitnie przekonany, że już nigdy, ale to przenigdy, nie opowie żadnego żartu, a przynajmniej nie Ceolsige. – To miał być żart o testralu. Nie ważne. Mogę zobaczyć twoją rękę?
Hestia może i nie wiedziała szczególnie dużo o oparzeniach, ale jednak jej trening, praca i własne doświadczenia kogoś, kto nie bał się urazów, sprawiły, że była mniej więcej w stanie rozróżnić absolutnie paskudne oparzenie, od takiego które tylko bolało. To Ceolsige raczej kwalifikowało się do tej drugiej kategorii, nawet jeśli niewątpliwie bolało i zapewne będzie boleć.
– Nie jest źle – rzuciła nawet wesoło jak na tę sytuację. – Do w... – Wesela. Czy Ceolsige wyglądała na kogoś kto chciałby mieć wesele? – Do pogrzebu się zagoi. – Na Merlina, czy ona mogła w końcu przestać żartować, skoro najwyraźniej nie potrafiła tego robić poprawnie? Szybko wyciągnęła z kieszeni chusteczkę do okularów przeciwsłonecznych i za sprawą zaklęcia ochłodziła ją tak, aby Burke mogła przyłożyć prowizoryczny opatrunek do miejsca oparzenia.
A potem zdecydowanie ważniejsze rzeczy zwróciły ich uwagę.
W pierwszej chwili Bletchley rzeczywiście obejrzała się wokół siebie, jakby naprawdę szukała testrala, bo co jak co, ale jednak gdyby miała wskazać najprawdopodobniejszą osobę z ich ekipy, do przyprowadzenia tutaj testrala, to byłaby to Ceolsige. Kolejny byłby Hannibal, nawet jeśli raczej, oby, by go nie widział. A potem... Potem chyba byłby to Peregrinus, bo Hestia nie umiała do końca tego wyjaśnić, ale Trelawney roztaczał wokół siebie aurę, która była... Taka... No... Trelawneyowa.
Tutaj oczywiście żadnego testrala nie było, a gdy Hestia skończyła się już za nim oglądać, postanowiła sama zażartować, spojrzała prosto na Ceolsige i z poważną miną wskazała na jakiś punkt niedaleko ich dwójki.
– Przecież Ceolsige tutaj stoi i je trawę – powiedziała i niemal od razu zorientowała się jakie głupstwo właśnie palnęła. – To znaczy testral. Nie Ceolsige. Testral. Myślałam o tobie i powiedziałam twoje imię zamiast testrala. – Hestia cała poczerwieniała. I to dosłownie bo wszystkie włoski na jej ciele, o dziwo poza tymi na głowie, nan krótką chwile przybrały kolor dorodnego pomidora. Pomidora, który był dobitnie przekonany, że już nigdy, ale to przenigdy, nie opowie żadnego żartu, a przynajmniej nie Ceolsige. – To miał być żart o testralu. Nie ważne. Mogę zobaczyć twoją rękę?
Hestia może i nie wiedziała szczególnie dużo o oparzeniach, ale jednak jej trening, praca i własne doświadczenia kogoś, kto nie bał się urazów, sprawiły, że była mniej więcej w stanie rozróżnić absolutnie paskudne oparzenie, od takiego które tylko bolało. To Ceolsige raczej kwalifikowało się do tej drugiej kategorii, nawet jeśli niewątpliwie bolało i zapewne będzie boleć.
– Nie jest źle – rzuciła nawet wesoło jak na tę sytuację. – Do w... – Wesela. Czy Ceolsige wyglądała na kogoś kto chciałby mieć wesele? – Do pogrzebu się zagoi. – Na Merlina, czy ona mogła w końcu przestać żartować, skoro najwyraźniej nie potrafiła tego robić poprawnie? Szybko wyciągnęła z kieszeni chusteczkę do okularów przeciwsłonecznych i za sprawą zaklęcia ochłodziła ją tak, aby Burke mogła przyłożyć prowizoryczny opatrunek do miejsca oparzenia.
A potem zdecydowanie ważniejsze rzeczy zwróciły ich uwagę.
Koniec sesji