Dobra partnerka z pewnością by nie zaszkodziła. Raz, że wprowadziłaby element zamieszania, gdyż mogła potencjalnie odciągnąć uwagę Czarnego Pana od jego morderczych ciągot, a dwa, gdyby pochodziła z dobrego domu, to znaczy czystej krwi, mogłaby wpaść w jego łaski, a gdyby jeszcze cóż... Nie chciała zagłady sporej części magicznej społeczności i mugoli, to może nawet naprostowałaby swojego wybranka? Ciekawa perspektywa, chociaż najpierw musiałaby się znaleźć chętna.
— Och. Ooo, już rozumiem! Wybacz. — Wbił na krótką chwilę wzrok w podłoże. Nie chciał wprawiać Patricka w zakłopotanie. — W sumie jest to całkiem zabawne... i stymulujące. Wymyślenie sposobu na opętanie drugiego człowieka i przedłużenie sobie swojego nie-życia, to dobra pożywka dla umysłu. Takie spostrzeżenia są najlepsze. Zachęcają do dyskusji.
Nie chciał sztucznie wybuchać śmiechem, czy okazywać nieprawdziwej reakcji. Ich myśli podążyły zupełnie inną drogą w tej kwestii, ale czy można było im się dziwić? Mieli sporo na głowie, a to, że próbowali dobyć jakkolwiek logiczną rozmowę, nieograniczającą się do wymiany cichych uwag na temat cywili i tak było sporym osiągnięciem. Poza tym ten patrol stanowił okazję do tego, aby lepiej się wyczuć. Na każdej drodze zdarzały się przeszkody, najwyraźniej właśnie trafili na jedną z nich.
Stewardowi dużo lepiej szło z pościgiem, chociaż dzieliła ich różnica zaledwie kilku centymetrów wzrostu, tak przemieszczanie się wśród takiego tłumu było dla Erika niemałym wyzwaniem. Koniec końców udało mu się jednak dogonić partnera, a widząc, że ten posłał już jedno nieudane zaklęcie w stronę celu, postanowił mu nieco pomóc, ponawiając czar, którego chciał użyć wcześniej.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Slaby sukces...
Erik musiał wyglądać, jak kompletny wariat, machając różdżką w stronę ludzika, ale w końcu zaklęcie zadziałało. Promień światła wystrzelił z czubka różdżki i trafił w ludzika... Chwilę po tym, jak zaklęcie Stewarda już załatwiło sprawe. Cóż, liczyły się chęci, a te były u Longbottoma spore. Zasapał się lekko, ale szybko poklepał Patricka po plecach. Odwalili dobrą robotę, nawet jeśli nie był to jeszcze koniec świata, na jaki się szykowali przez ostatnie kilka dni.
— Nie wiem — odparł automatycznie, jednak na tym się nie zatrzymał i z miejsca zaczął teoretyzować. — Magia kształcenia? Transmutacja? Że też ludzie rzucają takie żarty dla własnego widzimisię. Gdyby to było jakieś przyjęcie, a nie bazar, to pewnie dostałby jeszcze żądania, żeby zapłacić za szkody. Zniszczone meble, suknie, garnitury, czy Merlin jeden wie, co jeszcze.
Pokręcił głową.
— Ta, mandat będzie musiał wystarczyć. Ewentualnie notka, żeby stawił się w biurach brygady. Aresztować go nie aresztujemy, bo nie ma jak go przenieść — mruknął pod nosem, sprawdzając, czy ludzik, aby na pewno zniknął, po czym ruszył w stronę stoiska Uli.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞