14.03.2023, 04:31 ✶
Nieprzejmowanie się wieloma rzeczami znacząco ułatwiało już i tak wystarczająco skomplikowane życie. Trevor należał do grona ludzi, którym w gruncie rzeczy wystarczało mieć miejsce do spania i jedzenie. Co jednak nie oznaczało, że odpowiadało mu to życie, które wiódł od trzech lat. Poleciłby jednak takie podejście każdemu. Nie było też tak, że trząsł się ze strachu na samą myśl czy samo wspomnienie Ministerstwa Magii. Bardzo trudno było wzbudzić w nim strach.
Zadziałał instynktownie, chociaż nie był w stanie określić na ile jego działania okażą się skuteczne. O wiele prościej byłoby powstrzymać tego psa przed skokiem. Co się stało, to się nie odstanie. Zrobił chyba wszystko, aby z tego zwierzęcia nie została mokra plama. Niemniej uratowanie jednego psa nie poprawi ilości zakończonych na tym przeklętym moście niezliczonych psich żywotów.
— Powiedz mi chłopcze, dlaczego będąc czarodziejem sam nie wyciągnąłeś różdżki jako pierwszy? — Starszy mężczyzna spoglądał na tego szczeniaka ze zmarszczonymi brwiami. Jak się okazało to nie miał do czynienia z mugolem. Prawdopodobnie chodziło o ten żałosny zakaz ujawniania przed mugolami istnienia magii. Nie chciał tego słuchać. O wiele bardziej interesowało go to, dlaczego ten młodzieniec nie sięgnął po swoją różdżkę, dlaczego nie rzucił tych zaklęć jako pierwszy skoro bardzo zależało mu na ocaleniu tego czworonoga. A co byłoby w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia? Wymagane było zdecydowanie, odwaga i wola walki. Prawdą było, że od początku mierzył tego młodego człowieka swoją miarą.
W przypadku prób ocalenia tego zwierzaka to on naprawdę zrobił wszystko co mógł, reszta należała już do tego młodzieńca. Na szczęście on zrozumiał o co chodzi i zrobił należyty użytek z różdżki, zapobiegając prawdziwemu nieszczęściu.
— Najwyraźniej — Mruknął. Podziękowanie wydawało się oczywiste, bo zrobił coś dobrego... uratował kolejne małe istnienie. Było to jednak poniżej jego kompetencji i granic możliwości. Wolał mierzyć się znacznie groźniejszymi przeciwnikami.
— Nie ma za co. Pewnie, że powinienem — Odparł zgodnie z prawdą. Nawet się nie spocił. Mimo to w jakimś stopniu zażartował.
— Powinieneś poszukać tego psa na dole. Jakby stało się coś poważnego to wystrzel czerwone iskry — Zasugerował mu. Nie widział powodu ku temu aby iść tam z nim, ale też nie pozostawił go samemu sobie. Postanowił poczekać aż chłopak zejdzie po tych schodach i wespnie się po nic z powrotem. Najlepiej z tym psem.
Słowa: 367
Zadziałał instynktownie, chociaż nie był w stanie określić na ile jego działania okażą się skuteczne. O wiele prościej byłoby powstrzymać tego psa przed skokiem. Co się stało, to się nie odstanie. Zrobił chyba wszystko, aby z tego zwierzęcia nie została mokra plama. Niemniej uratowanie jednego psa nie poprawi ilości zakończonych na tym przeklętym moście niezliczonych psich żywotów.
— Powiedz mi chłopcze, dlaczego będąc czarodziejem sam nie wyciągnąłeś różdżki jako pierwszy? — Starszy mężczyzna spoglądał na tego szczeniaka ze zmarszczonymi brwiami. Jak się okazało to nie miał do czynienia z mugolem. Prawdopodobnie chodziło o ten żałosny zakaz ujawniania przed mugolami istnienia magii. Nie chciał tego słuchać. O wiele bardziej interesowało go to, dlaczego ten młodzieniec nie sięgnął po swoją różdżkę, dlaczego nie rzucił tych zaklęć jako pierwszy skoro bardzo zależało mu na ocaleniu tego czworonoga. A co byłoby w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia? Wymagane było zdecydowanie, odwaga i wola walki. Prawdą było, że od początku mierzył tego młodego człowieka swoją miarą.
W przypadku prób ocalenia tego zwierzaka to on naprawdę zrobił wszystko co mógł, reszta należała już do tego młodzieńca. Na szczęście on zrozumiał o co chodzi i zrobił należyty użytek z różdżki, zapobiegając prawdziwemu nieszczęściu.
— Najwyraźniej — Mruknął. Podziękowanie wydawało się oczywiste, bo zrobił coś dobrego... uratował kolejne małe istnienie. Było to jednak poniżej jego kompetencji i granic możliwości. Wolał mierzyć się znacznie groźniejszymi przeciwnikami.
— Nie ma za co. Pewnie, że powinienem — Odparł zgodnie z prawdą. Nawet się nie spocił. Mimo to w jakimś stopniu zażartował.
— Powinieneś poszukać tego psa na dole. Jakby stało się coś poważnego to wystrzel czerwone iskry — Zasugerował mu. Nie widział powodu ku temu aby iść tam z nim, ale też nie pozostawił go samemu sobie. Postanowił poczekać aż chłopak zejdzie po tych schodach i wespnie się po nic z powrotem. Najlepiej z tym psem.
Słowa: 367