21.04.2026, 12:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.04.2026, 12:55 przez Millie Moody.)
Rosnąca paranoja Brenki była przygnębiająca, ale i też zaraźliwa. Moody już na poprzednim spotkaniu Zakonowym, z którego z resztą wyszła w aurze skandalu, złapała się na nadmiernej ufności i pewnej zbytniej lekkomyślności w doborze... znajomych. Już tam, już wtedy, obawiała się, że Peregrinus mógłby być śmierciożercą. Trudno też opisać jej ulgę, kiedy zawitała do Praw Czasu z Laną pod pachą i drzwi otworzył jej właśnie on, równie przerażony i skołowany całą tą sytuacją.
Normalny
Bezpieczny.
Czy mógłby grać tak dobrze żeby ją oszukać? Z drugiej strony... co z Dolohovem? Jej idol należał do czyściuszkowej rodziny, bogatej, wpływowej i... no cóż, Albus mówił, że podejrzanej.
- Od czegoś trzeba zacząć. To zaufanie. Jakoś je zbudować. Ja... wierzę, że gdyby Dolohov okazał się śmierciożercą, to Peregrinus wybrałby słusznie, ale wiesz jak jest... znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Poza tym jak tak mówisz o Morfinie... jemu przydałby się ktoś pod ręką, kto bardziej ogarnia teorię em... wszystkiego. Ktoś z wiedzą, poukładany i logiczny. Papcio jest... on strasznie się odkleił po spalonej, szczerze mówiąc o niego też się martwię, ale przynajmniej mam go w ostatnich dniach pod ręką. W każdym razie, Morfina będzie i tak tam filtrował Prawa Czasu, mają tam jakieś deale, ja mogę zadbać o tę nitkę z Peregrinusem i powymyślać jak mógłby pomóc zakonowi, niekoniecznie wiedząc o zakonie. Obiecuję tym razem być bardziej dyskretna... nawet jak oficjalnie się tym już nie zajmujesz Brenka. Rozumiem Twoje wątpliwości, ale też myślę sobie, że nie ma co dupą się odwracać i nie korzystać z tego że jest wola w narodzie i chęć robienia dobrego. O tym, że trzeba zaciągać ludzi nowych to już i nawet Nora mówiła ostatnio. - Wszystko to powiedziała na jednym wdechu próbując przekonać ją, możę próbując przekonać samą siebie, może cały wszechświat. Jakoś te Prawa Czasu były podejrzane, jakoś powinni to sprawdzić, a było łatwiej odwiedzać kuzyna i trochę uważniej słuchać jego utyskiwań na Lysę czy tam te całą Salaterkę, niż cokolwiek innego.
- Dzisiaj już zacznę szkicować. Najbardziej nudny pejzaż świata, z jakąś edukowaną, wyemancypowaną duperką, na wypadek gdyby portrety miały przyjmować jakąś osobowość. Z Grubą Damą tak było co nie? I te bliźniaczki... ta moja laska będzie mieć łeb na karku obiecuje. - rzuciła słowa na wiatr, który zawiał jakoś gwałtowniej, podrzucając zebranymi wokół posiadłości śmieciami, które zebrali w jednym miejscu do zanihiliowania, ale niestety, nie było czasu ich zbyt dobrze zabezpieczyć. Moody westchnęła po czym podłożyła ręce pod boki.
- A wiesz co. Zawsze nienawidziłam porządków, ale tutaj... tutaj chyba zacznę je lubić, daj mnie moment, a potem co? Kawa i pączek? Mam jeszczek kilka ze wczoraj w kuchni.
Normalny
Bezpieczny.
Czy mógłby grać tak dobrze żeby ją oszukać? Z drugiej strony... co z Dolohovem? Jej idol należał do czyściuszkowej rodziny, bogatej, wpływowej i... no cóż, Albus mówił, że podejrzanej.
- Od czegoś trzeba zacząć. To zaufanie. Jakoś je zbudować. Ja... wierzę, że gdyby Dolohov okazał się śmierciożercą, to Peregrinus wybrałby słusznie, ale wiesz jak jest... znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Poza tym jak tak mówisz o Morfinie... jemu przydałby się ktoś pod ręką, kto bardziej ogarnia teorię em... wszystkiego. Ktoś z wiedzą, poukładany i logiczny. Papcio jest... on strasznie się odkleił po spalonej, szczerze mówiąc o niego też się martwię, ale przynajmniej mam go w ostatnich dniach pod ręką. W każdym razie, Morfina będzie i tak tam filtrował Prawa Czasu, mają tam jakieś deale, ja mogę zadbać o tę nitkę z Peregrinusem i powymyślać jak mógłby pomóc zakonowi, niekoniecznie wiedząc o zakonie. Obiecuję tym razem być bardziej dyskretna... nawet jak oficjalnie się tym już nie zajmujesz Brenka. Rozumiem Twoje wątpliwości, ale też myślę sobie, że nie ma co dupą się odwracać i nie korzystać z tego że jest wola w narodzie i chęć robienia dobrego. O tym, że trzeba zaciągać ludzi nowych to już i nawet Nora mówiła ostatnio. - Wszystko to powiedziała na jednym wdechu próbując przekonać ją, możę próbując przekonać samą siebie, może cały wszechświat. Jakoś te Prawa Czasu były podejrzane, jakoś powinni to sprawdzić, a było łatwiej odwiedzać kuzyna i trochę uważniej słuchać jego utyskiwań na Lysę czy tam te całą Salaterkę, niż cokolwiek innego.
- Dzisiaj już zacznę szkicować. Najbardziej nudny pejzaż świata, z jakąś edukowaną, wyemancypowaną duperką, na wypadek gdyby portrety miały przyjmować jakąś osobowość. Z Grubą Damą tak było co nie? I te bliźniaczki... ta moja laska będzie mieć łeb na karku obiecuje. - rzuciła słowa na wiatr, który zawiał jakoś gwałtowniej, podrzucając zebranymi wokół posiadłości śmieciami, które zebrali w jednym miejscu do zanihiliowania, ale niestety, nie było czasu ich zbyt dobrze zabezpieczyć. Moody westchnęła po czym podłożyła ręce pod boki.
- A wiesz co. Zawsze nienawidziłam porządków, ale tutaj... tutaj chyba zacznę je lubić, daj mnie moment, a potem co? Kawa i pączek? Mam jeszczek kilka ze wczoraj w kuchni.
Koniec sesji