22.04.2026, 10:39 ✶
– Może mają coś źle zanotowane? Jestem prawie pewien, że podawałem nazwisko, jak wchodziłem na pokład…
Nie pomyślał, że bilety sprawdzane przy wejściu miały po prostu numerki, i że pewnie potem, jak przejmowała ich obsługa już na samym statku, to te numerki mogli mieć przypisane do konkretnej oferty. I konkretnego nazwiska. Trochę nie miał skłonności do przejmowania się na zapas, trochę po prostu w tej chwili całkiem skupiał się na przyjemnych aspektach życia. Niesamowity widok za oknami, miło pachnące kwiaty na szyi, cudownie smakujące drinki, wizja małż i trzech dni beztroskie rejsu, no i ładna dziewczyna przy stoliku. Na co tu narzekać?
Jej odpowiedź go nie zaskoczyła, bo i zakładał, że większość ludzi, których tutaj napotka, będzie raczej obrzydliwie bogata. Normalnie czułby się z tym źle i złościł, ale w ostatnich miesiącach do jego skrytki w Gringotta wpłynęło dużo pieniędzy: za książki, za artykuły i jeszcze spadek po pradziadku. Chwilowo więc nie poczuł się ani gorszy, ani rozgoryczony.
– W takim razie proponuję, że pójdę dla nas po małże i tego trzeciego dodatkowego drinka. Skoro zostałem panem Bowerem, powinienem zadbać o swoją żonę – oświadczył żartobliwie, a potem wstał: czy żeby przynieść po drinku i małżach im obojgu, czy tylko sobie, jeżeli ona nie miała na to ochoty.
Kolejna godzina upłynęła im bardzo miło: gotowane małże z masełkiem, czosnkiem, cytryną i pieczywem okazały się boskie, przygrywała muzyka, a drinki… no Darcy po tych trzech zdecydował, że pozwoli sobie na jeszcze jeden i nawet zaoferował Ricie, że jej go postawi, chociaż nie nalegał, jeśli odmówiła. I po tym czwartym nie był wprawdzie pijany, ale trochę mu już szumiało w głowie, statek płynął pod wodą, i tak pomyślał, że może to pora iść i odpocząć, żeby nie zrobić z siebie idioty. Tego dnia spał mało, zjadł tylko te małże i zaczęło go dopadać zmęczenie. Poza tym chciał się rozpakować…
– To był bardzo miły wieczór i mam nadzieję, że jeszcze na siebie wpadniemy, ale chyba pora się rozpakować – stwierdził grzecznie, podniósł się i z pewną ulgą odnotował, że nawet może iść prosto. Humor miał iście szampański, mimo zmęczenia, i ze względu na okoliczności, i rozweselające drinki. Udał się więc ku schodom, tam gdzie pokazywała obsługa i u jego szczytu wyjął z kieszeni klucze. – Zaraz… pokój numer trzynaście… – wymamrotał, rozglądając się za nim.
Nie pomyślał, że bilety sprawdzane przy wejściu miały po prostu numerki, i że pewnie potem, jak przejmowała ich obsługa już na samym statku, to te numerki mogli mieć przypisane do konkretnej oferty. I konkretnego nazwiska. Trochę nie miał skłonności do przejmowania się na zapas, trochę po prostu w tej chwili całkiem skupiał się na przyjemnych aspektach życia. Niesamowity widok za oknami, miło pachnące kwiaty na szyi, cudownie smakujące drinki, wizja małż i trzech dni beztroskie rejsu, no i ładna dziewczyna przy stoliku. Na co tu narzekać?
Jej odpowiedź go nie zaskoczyła, bo i zakładał, że większość ludzi, których tutaj napotka, będzie raczej obrzydliwie bogata. Normalnie czułby się z tym źle i złościł, ale w ostatnich miesiącach do jego skrytki w Gringotta wpłynęło dużo pieniędzy: za książki, za artykuły i jeszcze spadek po pradziadku. Chwilowo więc nie poczuł się ani gorszy, ani rozgoryczony.
– W takim razie proponuję, że pójdę dla nas po małże i tego trzeciego dodatkowego drinka. Skoro zostałem panem Bowerem, powinienem zadbać o swoją żonę – oświadczył żartobliwie, a potem wstał: czy żeby przynieść po drinku i małżach im obojgu, czy tylko sobie, jeżeli ona nie miała na to ochoty.
Kolejna godzina upłynęła im bardzo miło: gotowane małże z masełkiem, czosnkiem, cytryną i pieczywem okazały się boskie, przygrywała muzyka, a drinki… no Darcy po tych trzech zdecydował, że pozwoli sobie na jeszcze jeden i nawet zaoferował Ricie, że jej go postawi, chociaż nie nalegał, jeśli odmówiła. I po tym czwartym nie był wprawdzie pijany, ale trochę mu już szumiało w głowie, statek płynął pod wodą, i tak pomyślał, że może to pora iść i odpocząć, żeby nie zrobić z siebie idioty. Tego dnia spał mało, zjadł tylko te małże i zaczęło go dopadać zmęczenie. Poza tym chciał się rozpakować…
– To był bardzo miły wieczór i mam nadzieję, że jeszcze na siebie wpadniemy, ale chyba pora się rozpakować – stwierdził grzecznie, podniósł się i z pewną ulgą odnotował, że nawet może iść prosto. Humor miał iście szampański, mimo zmęczenia, i ze względu na okoliczności, i rozweselające drinki. Udał się więc ku schodom, tam gdzie pokazywała obsługa i u jego szczytu wyjął z kieszeni klucze. – Zaraz… pokój numer trzynaście… – wymamrotał, rozglądając się za nim.