22.04.2026, 14:57 ✶
Brenna raczej nie korzystała z usług Błędnego Rycerza: teleportacja była po prostu wygodniejsza, a świstokliki albo sieć Fiuu… spokojniejsze od szaleńczego stylu jazdy Vespera. Miała naprawdę dużą tolerancję, sposób, w jaki on prowadził wystawiał jednak na próbę nawet jej nerwy. Ale w tej chwili nie mieli większego wyboru. Pewnie ona dałaby radę te kilka razy się teleportować, ale na pewno nie ryzykowałaby teleportacji łącznej, gdy głowa pulsowała bólem, a Atreus prawdopodobnie tę poranioną nogę by po prostu zgubił.
Wsunęła się na miejsce obok niego i najpierw zerknęła na niego, podejrzliwie, jakby oczekiwała, że zaraz straci przytomność, a potem rozejrzała po autobusie, odruchowo starając się odnotować, kto gdzie siedzi i jakie mają towarzystwo. Wyglądało jednak na to, że o tej porze, o wiele za późnej, aby wracać z pracy, i trochę za wczesnej, aby wychodzić z imprez, było tu niemal pusto.
– Ciekawe, czy te krzesła nagle zamienią się w łóżka. Nigdy nie jechałam nim blisko zmierzchu – stwierdziła, zastanawiając się, o jakiej porze dochodziło do tej słynnej zmiany. Może zdążą dotrzeć do Londynu, zanim zacznie rzucać nimi po całym pojeździe… – Plebiscyt? – powtórzyła, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co mu chodzi, a potem omal się nie roześmiała, tak nie do końca wesoło. Raz, bo kto by robił takie plebiscyty, gdy Anglia leżała w popiołach, dwa, bo przy obecnym ogólnym klimacie popierania siania zniszczenia, to pewnie numerem jeden zostałby Voldemort.
– W sumie możliwe? Jest przystojny i prawie każdy go kojarzy – oceniła, spoglądając w stronę kierowcy. No cóż, był szaleńczo przystojny, nie dało mu się tego nie przyznać, nawet gdy ostatni raz jechała tym autobusem – wiele miesięcy temu, w podobnych okolicznościach do obecnych – rozmawiały z Effie o tym, że przynajmniej będzie na co popatrzeć… – A co, marzy ci się wyższe miejsce? Prosta sprawa, wystarczy znaleźć mu żonę i wykluczyć z konkurencji.
Nie żeby sądziła, że ktoś faktycznie odważyłby się teraz głosować na Vespera albo nawet Erika.
Wsunęła się na miejsce obok niego i najpierw zerknęła na niego, podejrzliwie, jakby oczekiwała, że zaraz straci przytomność, a potem rozejrzała po autobusie, odruchowo starając się odnotować, kto gdzie siedzi i jakie mają towarzystwo. Wyglądało jednak na to, że o tej porze, o wiele za późnej, aby wracać z pracy, i trochę za wczesnej, aby wychodzić z imprez, było tu niemal pusto.
– Ciekawe, czy te krzesła nagle zamienią się w łóżka. Nigdy nie jechałam nim blisko zmierzchu – stwierdziła, zastanawiając się, o jakiej porze dochodziło do tej słynnej zmiany. Może zdążą dotrzeć do Londynu, zanim zacznie rzucać nimi po całym pojeździe… – Plebiscyt? – powtórzyła, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co mu chodzi, a potem omal się nie roześmiała, tak nie do końca wesoło. Raz, bo kto by robił takie plebiscyty, gdy Anglia leżała w popiołach, dwa, bo przy obecnym ogólnym klimacie popierania siania zniszczenia, to pewnie numerem jeden zostałby Voldemort.
– W sumie możliwe? Jest przystojny i prawie każdy go kojarzy – oceniła, spoglądając w stronę kierowcy. No cóż, był szaleńczo przystojny, nie dało mu się tego nie przyznać, nawet gdy ostatni raz jechała tym autobusem – wiele miesięcy temu, w podobnych okolicznościach do obecnych – rozmawiały z Effie o tym, że przynajmniej będzie na co popatrzeć… – A co, marzy ci się wyższe miejsce? Prosta sprawa, wystarczy znaleźć mu żonę i wykluczyć z konkurencji.
Nie żeby sądziła, że ktoś faktycznie odważyłby się teraz głosować na Vespera albo nawet Erika.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.