Geraldine wpatrywała się w Sarę niezbyt przyjemnym spojrzeniem. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy zaczęła instruować ich, gdzie powinni pójść, aby znaleźć się w ustronnym miejscu. Jaka miła dziewczyna! - Za twój stragan, ścieżka, ukryta polanka na uboczu i co? - Była ciekawa, bo Macmillan przerwała swoją instrukcję, kiedy zobaczyła kogoś znajomego. - i co? - Czy się dowie, a może będą musieli sprawdzić. Nie było to wcale takie złe rozwiązanie, szczególnie, że bardzo chciała teraz znaleźć się z Gio bez gapiów, a tutaj było wiele ludzi, musiała jakoś się stąd ewakuować.
Yaxley nie zauważyła, że Gio zniknął, a władzę nad ciałem przejął jej drugi przyjaciel. Właściwie to znała ich obu i każdego lubiła, choć bardzo się różnili. Zamurowało ją jednak, kiedy zobaczyła, w jaki sposób zwraca się do Macmillan. To z nią miał pójść do lasu, a nie jeszcze z jakąś dziewczyną.
t-tak pszy żonie?. Te słowa ją tknęły. Ta Sara to jednak była mądra dziewczyna. Uśmiechnęła się do niej promiennie. - Ależ Ty jesteś niesamowita, G-E-N-I-A-L-N-A. - Powiedziała przyjemnym tonem.
Zacisnęła mocno rękę pod ramieniem swojego towarzysza. - Weźmy ślub, to idealny moment, przecież to najlepszy dzień w roku, żeby zrobić coś takiego! - Pomysł wydawał jej się być wspaniały, nic lepszego nie mogło ją dzisiaj spotkać. - Później pójdziemy obejrzeć tę polanę, chyba, że wolisz zmienić kolejność najdroższy. - Zapytała Jo o to, jak on to widzi.