Samuel & Dora
![[Obrazek: 0c40caeb1dc2b13a7f56b3370801e5ba.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/0c/40/ca/0c40caeb1dc2b13a7f56b3370801e5ba.jpg)
Spalona Noc rozbłysła blaskiem tysiąca płomieni i wraz z nastaniem nowego poranka, przygasła pod górami popiołów. Pojawiła się i zniknęła, ale chyba już nigdy nie mogła zostać zapomniana. Było wiele sposób na to, by zapisać się na kartach historii, ale Voldemort zdecydowanie wybrał ten najbardziej bolesny. Wybrał terror. Wybrał strach i ból, które miały zostać interpretowane jako przejaw czyjej siły. Ale jak silny mógł być ktoś, kto nie widział innego wyjścia jak ucieknięcie się do przemocy? Dora zdążyła się nad tym zastanowić chyba o jeden raz za dużo, na przestrzeni ostatnich tygodni. Z jednej strony czuła rozpacz, ale z drugiej coś w niej budziło się ze zniecierpliwieniem i nie pozwalało o sobie zapomnieć. Nie mogła myśleć o Czarnym Panu jak o każdej innej osobie i w pewien sposób to sprawiało, że czuła się tym bardziej zagubiona. W końcu była do pewnego momentu przekonana, że w każdym kryła się chociaż odrobina dobra. Nikt nie rodził się zły, ale mimo tego... mimo tego w nim nie było za grosz miłości.
Ale na całe szczęście, wszyscy inni ludzie wciąż nie wyzbyli się jej w całości. Była w pomaganiu sąsiadom, wyciąganiu do siebie rąk i dbaniu o drobne szczegóły, aby innym było chociaż odrobinkę lżej. Była też w sprawdzeniu, jak czuli się inni, nawet jeśli od felernej nocy minęło już dwadzieścia jeden dni. Dlatego Dora postanowiła sprawdzić, co z Samem - ona już od sierpnia większość czasu spędzała w Księżycowym Stawie. Wcześniej z wyboru, bo chciała pomóc szybciej doprowadzić go do stanu używalności, a potem z konieczności. Dora była trochę martwa dla Doliny Godryka, bo tak zarządziła Brenna. Miała się tu nie pokazywać tak jak wcześniej, nawet ze zmienioną buzią, ale wieczór i kaptur jesiennego płaszcza robił swoje i z resztą... kto by zwracał na nią uwagę, skoro teleportowała się zaraz pod chatkę Samuela? Nikt.
- Sam? - pukanie rozległo się do drzwi, bo nie wypadało wchodzić bez zaproszenia. - To ja, Dora. Chciałam sprawdzić co u ciebie no i przyniosłam parę rzeczy... - koszyk na przykład. Taki z drobiazgami jak słoiczki z przetworami, ciasteczka, albo fiolki z prostymi eliksirami na zmęczenie. Koszyczek pełen troski.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.