Moje silne ramię dało radę przytrzymać podejrzanego czarodzieja. Chciałam mu wymierzyć kolejną wiązankę, ale pojawili się klienci. Na zakręcony ogonek! Nie najlepszy moment sobie na to wybrali.
— Hah, panowie, bardzo chętnie zabiorę się do roboty, jak tylko tego tu pana zgarnie policja — odpowiedziałam potencjalnemu klientowi [Castielowi]. Niemrawo roześmiałam się też na żart tego drugiego [Fergus]. O ile to miał być żart? Wyglądało jakby mieli przy sobie grosza zdatnego na wydatki. Muszę ich zagadać, żeby tu chwilę postali dopóki policja się nie zjawi. — Mają panowie na myśli jakąś konkretną pozę może?
Uścisk podejrzanego nie zwalniał, chociaż robiło mi się już bardzo niewygodnie, przechylając się tak przez stół. Dostrzegłam jednak dwóch poważnie wyglądających czarodziejów zmierzających w moją stronę [Erik i Patrick]. Jednego z nich widziałam wcześniej, jak biegał za atramentowym czarodziejem. Czyli to policja, nareszcie. Tylko mam nadzieję, że uwierzą w moją wersję wydarzeń i nie obarczą mnie konsekwencjami za ten wypadek.
Ale myśli szybko się rozpłynęły, gdy tuż obok mojej głowy śmignęła noga.
Noga.
Bezceremonialnie napatoczyła się na moje starannie przygotowane stoisko. Kilka rysunków zostało chyba zdmuchniętych na trawę, chociaż nie miałam okazji się temu przyjrzeć, a sprawca zamieszania wgramolił się jeszcze wyżej, rozpoczynając koncert. Ale to nie piosenka przykuła moją uwagę, a spadający kapelusz z karteczką.
"Datki dla głodujących artystów."
No pięknie.
Niech no tylko skończy śpiewać, to mu powiem co myślę o chodzeniu po cudzych stołach! Cóż za paskudny dzień! Czułam, że moje oczy zaczynały się szklić od nadchodzącego płaczu, a ciało wzbierało bólem spowodowanym pozycją.