23.04.2026, 12:37 ✶
Każdy z nas może wpaść w kłopoty... Ah, jaki eufemizm. Kłopoty to było najmniejsze, czym mieli się teraz martwić. W kłopoty wpadła wtedy, gdy napadła na nią dwójka czarodziejów i musiała się bronić. Teraz to była wojna, której nie sposób było wygrać, nawet jeżeli uprawiali partyzantkę. Dlatego tak bardzo chciała, żeby się kształcić w tym, gdzie miała braki. Myslała o tym już dawno, dawno temu, lecz tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciała przed Tristanem wyjść na niedojdę. A teraz miało od tego zależeć nie tylko jej życie, ale i jego oraz jej rodziny. Teraz to nie był kaprys, to był mus.
- Muszę się zacząć uczyć. Może Tristan mi pomoże, ale wiesz jak to jest - uśmiechnęła się lekko, nieco smutno. - gdy stajesz naprzeciwko kogoś, kogo kochasz, ta osoba nie chce cię skrzywdzić i trening nie zawsze jest tak efektywny, jak powinien być.
Nie wszystkiego nauczy się od ukochanego, który był kiedyś aurorem. Poza tym obawiała się, że może nie chcieć jej pomóc nawet przy odpowiedniej argumentacji. Za bardzo się o nią martwił, a ona o niego. Olivia przymknęła oczy i wzięła jeden głęboki oddech.
- Translokacja. Może uda mi się też pokonać strach przed teleportacją - powiedziała w końcu, kiwając głową. Otworzyła oczy i po prostu Brennę przytuliła. Nagle, znienacka, wiedziała że to był odruch ryzykowny, gwałtowny, ale nie mogła się powstrzymać. - Dziękuję ci. Za to, że jesteś, że mi - nam - pomagasz. To wiele dla mnie znaczy, naprawdę.
I ona chciałaby jej pomóc kiedyś, gdy będzie taka potrzeba. Olivia nienawidziła stać bezczynnie z boku, a trochę tak teraz postrzegała swoją rolę. Była na tyłach i robiła eliksiry. To, co mówiła Brenna, miało w sobie dużo mądrości, lecz nie zmieniało to faktu, że czuła się bezużyteczna. I naprawdę chciała to zmienić.
- Będę ćwiczyć też sama, dotąd rodzice mówili mi, że powinniśmy bardziej otworzyć się na zwykłe życie, bez magii. Teraz wiem, że to mógł być błąd. Gdy będziemy z Tristanem przygotowywać nowe lokum, będę starała się używać więcej magii - powiedziała z mocą, odsuwając się na odległość ramienia od Brenny. W jej oczach ponownie pojawił się ten blask, który wydawało się, że utraciła. Uśmiechnęła się nawet lekko, z nadzieją. - Napiszesz mi, gdy kogoś znajdziesz? Bo translokacja to jedno, ale... Rozpraszanie, te odruchy, o których mówiłaś - to drugie. Chcę być pewna, że w razie ponownego ataku nie będę kulą u nogi i będę w stanie obronić tych, na których mi zależy.
- Muszę się zacząć uczyć. Może Tristan mi pomoże, ale wiesz jak to jest - uśmiechnęła się lekko, nieco smutno. - gdy stajesz naprzeciwko kogoś, kogo kochasz, ta osoba nie chce cię skrzywdzić i trening nie zawsze jest tak efektywny, jak powinien być.
Nie wszystkiego nauczy się od ukochanego, który był kiedyś aurorem. Poza tym obawiała się, że może nie chcieć jej pomóc nawet przy odpowiedniej argumentacji. Za bardzo się o nią martwił, a ona o niego. Olivia przymknęła oczy i wzięła jeden głęboki oddech.
- Translokacja. Może uda mi się też pokonać strach przed teleportacją - powiedziała w końcu, kiwając głową. Otworzyła oczy i po prostu Brennę przytuliła. Nagle, znienacka, wiedziała że to był odruch ryzykowny, gwałtowny, ale nie mogła się powstrzymać. - Dziękuję ci. Za to, że jesteś, że mi - nam - pomagasz. To wiele dla mnie znaczy, naprawdę.
I ona chciałaby jej pomóc kiedyś, gdy będzie taka potrzeba. Olivia nienawidziła stać bezczynnie z boku, a trochę tak teraz postrzegała swoją rolę. Była na tyłach i robiła eliksiry. To, co mówiła Brenna, miało w sobie dużo mądrości, lecz nie zmieniało to faktu, że czuła się bezużyteczna. I naprawdę chciała to zmienić.
- Będę ćwiczyć też sama, dotąd rodzice mówili mi, że powinniśmy bardziej otworzyć się na zwykłe życie, bez magii. Teraz wiem, że to mógł być błąd. Gdy będziemy z Tristanem przygotowywać nowe lokum, będę starała się używać więcej magii - powiedziała z mocą, odsuwając się na odległość ramienia od Brenny. W jej oczach ponownie pojawił się ten blask, który wydawało się, że utraciła. Uśmiechnęła się nawet lekko, z nadzieją. - Napiszesz mi, gdy kogoś znajdziesz? Bo translokacja to jedno, ale... Rozpraszanie, te odruchy, o których mówiłaś - to drugie. Chcę być pewna, że w razie ponownego ataku nie będę kulą u nogi i będę w stanie obronić tych, na których mi zależy.