25.04.2026, 01:53 ✶
Przedarcie się przez tłum nie było łatwym zadaniem. Niektórzy parli do przodu, inni byli spychani przez silniejszych, jeszcze inni próbowali uciekać w popłochu. Otaczające ją chaos i strach były paraliżujące, gdyby nie to, że znalazła towarzyszkę niedoli, z którą próbowała wydostać się z bezwlędnej masy osób.
Nie była w stanie określić, ile to trwało, ale zatrzymała się dopiero wtedy, gdy była pewna, że grunt pod nogami przestał się poruszać. Gdy znalazły się w alejce, dźwięki choć nadal obecne, nie miały już tej ostrości; rozpraszały się, jakby traciły znaczenie wraz z dystansem od źródła paniki. Dopiero po kilku sekundach napięcie ustąpiło, palce rozluźniły się powoli, niechętnie oddając tę jedyną rzecz, która jeszcze chwilę temu była gwarancją stabilności. Odsunęła się nieznacznie, prostując sylwetkę z charakterystyczną dla siebie kontrolą, choć oddech wciąż zdradzał ślady niedawnego wysiłku. Poprawiła materiał sukienki płynnym ruchem, jakby ten gest miał przywrócić porządek. Wygładziła niewidoczne zagniecenia, strzepnęła kurz z kolan - drobne, precyzyjne czynności, które pozwalały jej odzyskać siebie. Dopiero wtedy spojrzała na kobietę. Ślady zdarzeń odcisnęły się na niej bez subtelności: opuchlizna formująca się pod skórą, napięcie w ramionach, drobne, niekontrolowane ruchy, które zdradzały, że ciało wciąż pozostaje w stanie gotowości. Astoria zarejestrowała to wszystko z charakterystyczną dla siebie dokładnością.
- T-tak - wykrzytusiła w końcu. W klatce piersiowej wciąż czuła echo wcześniejszego napięcia, a serce biło szybciej, niż powinno, przypominając o swojej zawodności, o granicach, których nie mogła ignorować. Nie potrafiła wskazać, kiedy dokładnie została uderzona, kto na nią wpadł, czyje łokcie czy ramiona odbiły się od jej ciała, bo wspomnienia zlewały się w jeden, bezkształtny ciąg szarpnięć, nacisku i utraty kontroli. Wiedziała tylko, że było tego wiele. Żebra dawały o sobie znać przy każdym głębszym oddechu, stopy pulsowały bólem, przeciążone, zdeptane. Przesunęła ciężar ciała nieznacznie, ostrożnie, testując granice własnej stabilności, a mięśnie odpowiedziały jej cichym protestem, zdradzając zmęczenie, które wcześniej było skutecznie tłumione przez adrenalinę. Teraz, gdy jej działanie zaczynało słabnąć, ból powoli przebijał się na powierzchnię, choć wciąż jakby przytłumiony, odsunięty na bok przez resztki napięcia. Uniosła podbródek nieznacznie. - Dziękuję - dodała ze szczerą wdzięcznością. Gdyby nie ta kobieta, nie jej refleks, nie jej decyzja podjęta w ułamku sekundy, Astoria mogłaby nie zdążyć się podnieść.
- Cała jesteś? - zapytała jeszcze, by opracować plan działania, bo chociaż nie musiały nadal trzymać się razem, to jednak instynktownie nie chciała zostać sama po traumatycznym przeżyciu. Może obie potrzebowały wizyty w św. Mungu, ale Astoria była zbyt roztrzęsiona, żeby się teleportować, a zbyt dumna, żeby to przyznać.
rzut na percepcję czy skojarzę Kate
Nie była w stanie określić, ile to trwało, ale zatrzymała się dopiero wtedy, gdy była pewna, że grunt pod nogami przestał się poruszać. Gdy znalazły się w alejce, dźwięki choć nadal obecne, nie miały już tej ostrości; rozpraszały się, jakby traciły znaczenie wraz z dystansem od źródła paniki. Dopiero po kilku sekundach napięcie ustąpiło, palce rozluźniły się powoli, niechętnie oddając tę jedyną rzecz, która jeszcze chwilę temu była gwarancją stabilności. Odsunęła się nieznacznie, prostując sylwetkę z charakterystyczną dla siebie kontrolą, choć oddech wciąż zdradzał ślady niedawnego wysiłku. Poprawiła materiał sukienki płynnym ruchem, jakby ten gest miał przywrócić porządek. Wygładziła niewidoczne zagniecenia, strzepnęła kurz z kolan - drobne, precyzyjne czynności, które pozwalały jej odzyskać siebie. Dopiero wtedy spojrzała na kobietę. Ślady zdarzeń odcisnęły się na niej bez subtelności: opuchlizna formująca się pod skórą, napięcie w ramionach, drobne, niekontrolowane ruchy, które zdradzały, że ciało wciąż pozostaje w stanie gotowości. Astoria zarejestrowała to wszystko z charakterystyczną dla siebie dokładnością.
- T-tak - wykrzytusiła w końcu. W klatce piersiowej wciąż czuła echo wcześniejszego napięcia, a serce biło szybciej, niż powinno, przypominając o swojej zawodności, o granicach, których nie mogła ignorować. Nie potrafiła wskazać, kiedy dokładnie została uderzona, kto na nią wpadł, czyje łokcie czy ramiona odbiły się od jej ciała, bo wspomnienia zlewały się w jeden, bezkształtny ciąg szarpnięć, nacisku i utraty kontroli. Wiedziała tylko, że było tego wiele. Żebra dawały o sobie znać przy każdym głębszym oddechu, stopy pulsowały bólem, przeciążone, zdeptane. Przesunęła ciężar ciała nieznacznie, ostrożnie, testując granice własnej stabilności, a mięśnie odpowiedziały jej cichym protestem, zdradzając zmęczenie, które wcześniej było skutecznie tłumione przez adrenalinę. Teraz, gdy jej działanie zaczynało słabnąć, ból powoli przebijał się na powierzchnię, choć wciąż jakby przytłumiony, odsunięty na bok przez resztki napięcia. Uniosła podbródek nieznacznie. - Dziękuję - dodała ze szczerą wdzięcznością. Gdyby nie ta kobieta, nie jej refleks, nie jej decyzja podjęta w ułamku sekundy, Astoria mogłaby nie zdążyć się podnieść.
- Cała jesteś? - zapytała jeszcze, by opracować plan działania, bo chociaż nie musiały nadal trzymać się razem, to jednak instynktownie nie chciała zostać sama po traumatycznym przeżyciu. Może obie potrzebowały wizyty w św. Mungu, ale Astoria była zbyt roztrzęsiona, żeby się teleportować, a zbyt dumna, żeby to przyznać.
Rzut N 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
rzut na percepcję czy skojarzę Kate
learn the rules
then break some
then break some