25.04.2026, 21:21 ✶
Brenna nie sądziła, aby Atreus mógł być zazdrosny o kogoś takiego jak Owen, a już na pewno nie, ze poczułby się przez niego zagrożony. Miewała wrażenie, że przy definicji „pewności siebie” w słowniku można by zamieścić jego zdjęcie, więc pewnie prychał na to, że Vesper zajął pierwsze miejsce, ale i prawdopodobnie uznawał, że było to absolutnie niezasłużone…
Mimo to oczywiście na jego pytanie była tylko jedna słuszna odpowiedź, i nie brzmiała ona na pewno, że w sumie to ich miejsca podbiło bycie bohaterami Beltane i teraz jakiś popularny gracz quidditcha mógłby ich obu wygryźć.
– W starciu z tobą i moim bratem? Oczywiście, że nie – zapewniła, a potem Błędny Rycerz ruszył i złapała się podłokietnika, bo oczywiście, że natychmiast nimi szarpnęło. Może właściwie te całe głosy na mężczyznę to był syndrom sztokholmski pasażerów… nie żeby Brenna (albo ktokolwiek inny) znał to pojęcie w roku 1972. – Nie sądzę, żebyś jego konkurencją musiał się teraz naprawdę przejmować. – Ze złotego chłopca Erik stał się trochę personą non grata i Brennę bolało to znacznie mocniej niż cokolwiek wymierzonego w nią, bo na większość wzruszała ramionami, zbyt zajęta sprawami bieżącymi. Nie chciało się jej nawet czytać tego artykułu do końca, ale och, za brata chętnie rozszarpałaby Ariście gardło. – Ciebie też mieli za zaręczonego, więc wyłączali chyba tylko żonatych – stwierdziła, może mało delikatnie, ale chociaż nigdy nie wypytywała o Elaine – no dobrze, poza tym wspomnieniem mu o niej, jak napił się amortencji i że chyba oczywiste, że go unikała, bo sądziła, że oszalała, a on jest zaręczony – to nie miała zamiaru przyjmować, że to temat absolutnego tabu, skoro nigdy go jako taki nie podał. Może nawet przejmowała się tym jego nie tak dawnym związkiem zbyt mało. – Chyba nie spodziewałabym się żadnych plebiscytów w najbliższych miesiącach, w każdym razie, ale może będziesz miał okazję zostać królową jakiegoś zimowego balu czy coś.
O ile oczywiście podczas Samhain Voldemort znowu nie wytnie im numeru i grudzień nie stanie się drugim październikiem, ktoś na pewno zrobi jakieś przyjęcia z okazji Yule.
– Nie krwawi bardziej? – spytała, tu oczywiście mając na myśli nie jakiegoś królowe, a nogę, bo jednak musiał przetoczyć się przez Błędnego Rycerza. Jeśli szło o nią, siniaki dawały się we znaki, a głowa ciągle bolała, ale przynajmniej nie miała żadnych ran, wymagających lekarskiej interwencji.
Mimo to oczywiście na jego pytanie była tylko jedna słuszna odpowiedź, i nie brzmiała ona na pewno, że w sumie to ich miejsca podbiło bycie bohaterami Beltane i teraz jakiś popularny gracz quidditcha mógłby ich obu wygryźć.
– W starciu z tobą i moim bratem? Oczywiście, że nie – zapewniła, a potem Błędny Rycerz ruszył i złapała się podłokietnika, bo oczywiście, że natychmiast nimi szarpnęło. Może właściwie te całe głosy na mężczyznę to był syndrom sztokholmski pasażerów… nie żeby Brenna (albo ktokolwiek inny) znał to pojęcie w roku 1972. – Nie sądzę, żebyś jego konkurencją musiał się teraz naprawdę przejmować. – Ze złotego chłopca Erik stał się trochę personą non grata i Brennę bolało to znacznie mocniej niż cokolwiek wymierzonego w nią, bo na większość wzruszała ramionami, zbyt zajęta sprawami bieżącymi. Nie chciało się jej nawet czytać tego artykułu do końca, ale och, za brata chętnie rozszarpałaby Ariście gardło. – Ciebie też mieli za zaręczonego, więc wyłączali chyba tylko żonatych – stwierdziła, może mało delikatnie, ale chociaż nigdy nie wypytywała o Elaine – no dobrze, poza tym wspomnieniem mu o niej, jak napił się amortencji i że chyba oczywiste, że go unikała, bo sądziła, że oszalała, a on jest zaręczony – to nie miała zamiaru przyjmować, że to temat absolutnego tabu, skoro nigdy go jako taki nie podał. Może nawet przejmowała się tym jego nie tak dawnym związkiem zbyt mało. – Chyba nie spodziewałabym się żadnych plebiscytów w najbliższych miesiącach, w każdym razie, ale może będziesz miał okazję zostać królową jakiegoś zimowego balu czy coś.
O ile oczywiście podczas Samhain Voldemort znowu nie wytnie im numeru i grudzień nie stanie się drugim październikiem, ktoś na pewno zrobi jakieś przyjęcia z okazji Yule.
– Nie krwawi bardziej? – spytała, tu oczywiście mając na myśli nie jakiegoś królowe, a nogę, bo jednak musiał przetoczyć się przez Błędnego Rycerza. Jeśli szło o nią, siniaki dawały się we znaki, a głowa ciągle bolała, ale przynajmniej nie miała żadnych ran, wymagających lekarskiej interwencji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.