Victoria uspokoiła kuzyna, że nie będzie szła sama na Polanę Ognisk, jeżeli dostanie pozwolenie i jakiś nadzór "bezpieczeństwa" będzie miała. Zrozumiałe, że tam pracują Niewymowni, to byłoby dobrze, gdyby ktoś towarzyszył Victorii podczas jej badań. Oby to okazało się warte i znajdzie potwierdzenie lub zaprzeczenie ich wspólnych domysłów. A tym bardziej własnych, sugerujących o możliwym pojawianiu się czarnych róż właśnie tam.
- Jak dawno do nich pisałaś w tej sprawie?Dopytał informacyjnie, aby wiedzieć ile czasu minęło, jak Victoria poruszyła prośbę o wejście do Kniei Godryka. Kiedy i komu wysłała list, zakładając że jej szefowa na to wyraziła zgodę. Z drugiej strony, gdyby to szefowa jej biura wystąpiła z prośbą o wejście dla swojej pracownicy, prośba zostałaby szybciej przeanalizowana? Nie chciał mieszać się do prac innych departamentów, mając wystarczający burdel we własnym, ale jeżeli to mogło faktycznie mieć wpływ na przyszłe wydarzenia związane z kowenami w ich kraju, warto wystosować również list od siebie.
Słuchał dalej Victorię, która twierdziła, że jej babka mogła mieć coś wspólnego z anomaliami. Jej energia może tutaj wędrować. Czy może nawet i dusza? Ukazując się wybranym osobom, członkom rodziny? Z Victorią miała bliższą styczność przez Limbo. To mogło mieć też sens, jeżeli Elizabeth zajmowała się ogrodami za ich życia. Czy posiadała o nich odpowiednio dużą wiedzę?
Dało to także do myślenia Laurencowi.
Zapytał, zastanawiając się, czy Victoria będzie to pamiętała. On sam mógł znać wielu przodków z ich rodziny, ale nie koniecznie pamiętać dosłownie wszystko, kto czym zajmował się za życia.
Statek, herb, skrzynia. Gdy to usłyszał, uniósł brew w zdziwieniu. Tego co prawda nie spodziewał się usłyszeć. Brzmiało tak absurdalnie i nie pasujące do tego, co omawiali.
- Napisz. Chętnie spojrzę.Zgodził się przeczytać jej notatki, albo sporządzone ich streszczenie, lub wypunktowanie tego, co do tej pory zebrała i opisała Victoria.
Ten statek nie dał mu chwili spokoju, szukając sensu jego obecności w czyjejś wizji.
- Z tego co wiemy, nasza rodzina i przodkowie, często podróżowali i podróżują do Francji. Niekiedy w inne strony Europy. Teoria może być też taka, że coś zostało tutaj sprowadzone. Może nawet nieświadomie.
Analizował i myślał na głos. Po czym westchnął i przetarł twarz dłońmi. Jakby chciał zdjąć nadmiar wszystkich myśli z siebie i orzeźwić umysł. Można było iść również tym tokiem myślenia, że jeżeli gdzieś powstały czarne róże, ktoś mógł je sprowadzić do Londynu i zasiać wieki temu na terenie ich rezydencji. Czy to miało sens?