26.04.2026, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.05.2026, 22:09 przez Brenna Longbottom.)
Grymas to Brenna mogła jeszcze zrozumieć: nie zdziwiła się jakoś bardzo, że niekoniecznie był zadowolony z tematu. Za to jego zdumienie ją odrobinę skonsternowało, bo nie żeby nie zdążyła zauważyć, że Atreus był człowiekiem żyjącym tu i teraz, i łatwo o pewnych sprawach zapominał, ale chyba nie sądziła, że mógł zapomnieć i o tym, że pół roku temu zamierzał żenić się z Elaine. Może powinna się tym przejąć: ale w świecie było tak dużo spraw bardziej zaprzątających jej głowę, i cóż, na dodatek rzeczona głowa wciąż ją bolała po upadku, że postanowiła po prostu nie poświęcać temu żadnych myśli.
– No tak. Może mógłbyś wtedy zostać jej królem. Chociaż podobno jest nowy chętny na to stanowisko – mruknęła, dość cicho, i nie pociągnęła dalej tematu, bo cóż, nie plotkowało się o ministrze nawet w żartach, w publicznych środkach transportu. Jakby byli sami, to może by dodała coś o tym, że zmieniła ponoć front i już nie interesują ją młodsi, a ci sporo dojrzalsi, przynajmniej wedle ploteczek biurowych, ale Brenna raczej nie pozwalała sobie na powtarzanie takich rzeczy inaczej niż pojedynczym osobom i przede wszystkim, kiedy istniało ryzyko, że jakiś Skeeter podsłucha.
W dodatku jej myśli znów pomknęły ku wizji Morpheusa.
Krucze pióra.
Lustro.
Jasnowidze nie otrzymywali proroctw bez powodu.
Kim tak naprawdę była Eugenia Jenkins?
– Sądzisz, że tej podłodze coś zaszkodzi? – zdziwiła się, zerkając w dół, kiedy akurat pojazdem zarzuciło. Tuż obok ich siedzeń ktoś rozlał gorącą czekoladę: jakiś pasażer musiał jechać pierwszy raz, skoro skusił się na jej zakup. – Jasne, bo rany leczą się od chwili siedzenia, dokładnie tak to działa… – stwierdziła, zerkając na niego z powątpiewaniem. – U mnie to tylko siniaki i rozcięcia, nic wielkiego – oświadczyła z pewnością kogoś, kto gdyby te siniaki i rozcięcia wystąpiły o kogoś innego, zapewniałby, że wizyta u uzdrowiciela jest konieczna, bo obrażeń głowy nie wolno lekceważyć.
Tymczasem za oknem z drogi Błędnego Rycerza uskoczyła wielka ciężarówka i parę latarni, a Brenna wzdrygnęła się mimowolnie. Trochę to było nienaturalne.
Czy siedzenia nagle się zamienią w łóżka?
– No tak. Może mógłbyś wtedy zostać jej królem. Chociaż podobno jest nowy chętny na to stanowisko – mruknęła, dość cicho, i nie pociągnęła dalej tematu, bo cóż, nie plotkowało się o ministrze nawet w żartach, w publicznych środkach transportu. Jakby byli sami, to może by dodała coś o tym, że zmieniła ponoć front i już nie interesują ją młodsi, a ci sporo dojrzalsi, przynajmniej wedle ploteczek biurowych, ale Brenna raczej nie pozwalała sobie na powtarzanie takich rzeczy inaczej niż pojedynczym osobom i przede wszystkim, kiedy istniało ryzyko, że jakiś Skeeter podsłucha.
W dodatku jej myśli znów pomknęły ku wizji Morpheusa.
Krucze pióra.
Lustro.
Jasnowidze nie otrzymywali proroctw bez powodu.
Kim tak naprawdę była Eugenia Jenkins?
– Sądzisz, że tej podłodze coś zaszkodzi? – zdziwiła się, zerkając w dół, kiedy akurat pojazdem zarzuciło. Tuż obok ich siedzeń ktoś rozlał gorącą czekoladę: jakiś pasażer musiał jechać pierwszy raz, skoro skusił się na jej zakup. – Jasne, bo rany leczą się od chwili siedzenia, dokładnie tak to działa… – stwierdziła, zerkając na niego z powątpiewaniem. – U mnie to tylko siniaki i rozcięcia, nic wielkiego – oświadczyła z pewnością kogoś, kto gdyby te siniaki i rozcięcia wystąpiły o kogoś innego, zapewniałby, że wizyta u uzdrowiciela jest konieczna, bo obrażeń głowy nie wolno lekceważyć.
Tymczasem za oknem z drogi Błędnego Rycerza uskoczyła wielka ciężarówka i parę latarni, a Brenna wzdrygnęła się mimowolnie. Trochę to było nienaturalne.
Czy siedzenia nagle się zamienią w łóżka?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.