26.04.2026, 16:37 ✶
Poczuła lekkie ukłucie, widząc Desiderię w tym stanie. Nie cofnęła dłoni od razu, pozwalając, by chustka została przyjęta, jakby ten drobny gest był jedyną rzeczą, którą mogła zaoferować bez ryzyka, że przekroczy granicę, której żadna z nich nie nazwała na głos. Przyglądała jej się uważnie - nie nachalnie, nie z ciekawością podszytą oceną, lecz z cichą, skupioną uwagą, która była jej właściwa, gdy próbowała coś zrozumieć. Widziała więcej, niż Des chciała pokazać. Zawsze widziała. Drżenie dłoni, sposób, w jaki zaciskała palce na materiale chustki, to nieudolne zbieranie siebie z kawałków, które rozsypały się zbyt nagle.
Zamarła w zawahaniu czy powinna skrócić dzielący ich dystans. Z jednej strony instnyktownie chciała ją pocieszyć, ale z drugiej umysł podsuwał bolesne wspomnienia ostatniej rozmowy. A jednak... słowa Desiderii, wypowiedziane cicho, niemal rozpadające się w powietrzu zanim zdążyły wybrzmieć do końca, osiadły na niej ciężarem, którego się nie spodziewała - nie dlatego, że były zaskakujące, lecz dlatego, że były zbyt szczere, zbyt odsłonięte. Stała w bezruchu, z dłonią opuszczoną już wzdłuż ciała, jakby ten drobny gest z chustką wyczerpał na moment wszystkie jej możliwości działania, pozostawiając ją samą z czymś znacznie trudniejszym - z koniecznością odpowiedzi, której nie chciała udzielać ani pochopnie, ani powierzchownie. Patrzyła na przyjaciółkę(?) uważnie, chłonąc każdy szczegół, jakby próbowała odtworzyć z fragmentów obraz, który kiedyś znała na pamięć, a który teraz wydawał się jednocześnie znajomy i obcy. W tej sylwetce było wszystko to, co pamiętała i jednocześnie coś, co wymykało się dawnym kategoriom, jakby czas i milczenie zmieniły proporcje, przesunęły akcenty, sprawiły, że nic nie było już tak oczywiste jak kiedyś. I może właśnie dlatego nie potrafiła od razu odpowiedzieć.
Wspomnienia ich kłótni nie wracały w formie jednego konkretnego obrazu, lecz raczej jako ciąg napięć, niedopowiedzeń, drobnych zadr, które narastały, aż w końcu pękły zbyt gwałtownie, by dało się to cofnąć jednym gestem. Pamiętała zazdrość - nie zawsze nazwaną, nie zawsze przyznaną, ale obecną, jak cienka nić ciągnąca się przez ich rozmowy, spojrzenia, milczenia.
- Dlaczego teraz...? - nie potrafiła zrozumieć jej motywów, dopóki nie dowiedziała się, co się właściwie stało. Czy jej wyrzuty były szczere, czy podyktowane gwałtownymi emocjami i kłótnią z narzeczonym? Astoria przezornie nauczyła się podchodzić z dystansem do słów przyjaciółki wypowiadanych pod wpływem silnego wzburzenia. Czy mogła ufać tym przeprosinom? Czy będzie jak zawsze i po miesiącu znów ich coś poróżni?
Nie chciała podejmować tego tematu tutaj, wśród krzaków. Chciała to na spokojnie przemyśleć, chciała długiej rozmowy, w której mogłyby wyjaśnić sobie wszystkie nieporozumienia i zacząć z czystą kartą.
- To dawne dzieje - naprawdę chciała zamknąć rozdział przeszłości, odciąć się grubą kreską i więcej tego nie rozpamiętywać. Przestać wracać do tych samych punktów, przestać analizować każde słowo, każdy gest, każdą drobną ranę. Ale jednocześnie wiedziała, że to nie jest tak proste. Z pewnością wymagało czegoś więcej niż jednego wieczoru, jednego spotkania w ogrodzie, jednego "przepraszam".
- Nienawidzi? - powtórzyła zaskoczona tymi mocnymi słowami. Ostrzegała ją, żeby była ostrożna, żeby nie wierzyła ślepo w każde zapewnienie i nie dała się zranić. Ale najwyraźniej serce głuche, gdy się uprze. - Co zrobił?
learn the rules
then break some
then break some