- Szkoda, to byłoby dobrym przykładem dla kolejnych pokoleń. - Nie mogła sobie odpuścić takiego komentarza, bo jak wiadomo Prue bardzo ceniła sobie instrukcje, sama czytała je od deski do deski, i podążała za wszystkimi krokami w nich zawartymi. Ostatnio nieco się to zmieniało z racji na to, iż Benjy wprowadził do jej życia odrobinę chaosu. - Może wcale nie będą pisać o naszej śmierci, a o tym, co udało nam się osiągnąć, jest naprawdę dużo możliwości. - Wiadomo, że chętnie się czytało o spektakularnym umieraniu, ale mogli dać czytelnikom zupełnie inną rozrywkę, tak tylko jeszcze dodała, bo dlaczego musieli wybierać najbardziej drastyczną drogę.
Różnili się nieco swoim podejściem, ale o tym wiedziała już od dawna. Nieszczególnie była zachwycona tym, o czym wspomniał, ale doskonale wiedziała na co się pisze. Jeśli chciał zostać zapamiętany właśnie w ten sposób, to raczej nie mogła nic z tym zrobić. Jak Benjy sobie coś postanowi... to trudno jest mu to wybić z głowy, oby jednak zbyt często nie próbował zrealizować swojego planu, bo ona przy tym osiwieje.
- Odbiorcy to weryfikują? - Tak przynajmniej jej się wydawało. Miała świadomość, że nie wszystko, co było zawarte w książkach musiało faktycznie mieć przełożenie na życie, w ich treści nie zakładano wszystkich możliwych czynników, ale jednak często były dobrym początkiem do weryfikacji możliwości. Nie zamierzała zmieniać swojego zdania bo od lat w ten sposób postępowała. Teoria była dla niej dość istotna.
- Połowa to trochę mało. - Odparła jeszcze, mimo wszystko, zawsze to było coś, może nie tyle ile by chciała, ale jednak jeśli widział w tym chociaż tyle, to nie było tak zupełnie najgorzej.
- Co racja to racja. - Mogły znaleźć się wyjątki, coś, czego nikt wcześniej nie widział. Życie weryfikowało, o czym mieli już szansę się przekonać na własnej skórze.
Mieli sporo szczęścia, że w ich przypadku te dwa podejścia do życia się mieszały, dzięki czemu byli gotowi na praktycznie wszystko. Jak dzisiaj, znaleźli kompromis, odczekali nieco zanim zaczęli działać, Prue pewnie sama zwlekałaby dłużej, Benjy już dawno rozłupał jajka, a tak mieli czas, aby chociaż odrobinę się przygotować na to, co miało nadejść. Właściwie to nadal nie do końca wiedzieli, co to właściwie będzie, już niedługo powinni się tego dowiedzieć, skoro postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, tak właściwie to Benjy postanowił, ale ona jakoś specjalnie go nie hamowała.
- Widzę, że się starasz. Później może Ci pokażę, jak bardzo to doceniam. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego, bo naprawdę dostrzegała tę drobną różnicę, i wiedziała, że nie pojawiła się sama z siebie. Musiał nieco nad sobą panować, bo wiedział w jaki sposób ona postępowała. Próbowali znaleźć złoty środek na swoje przyzwyczajenia, które diametralnie się od siebie różniły. Cieszyło ją to, że tak łatwo dochodzili do kompromisów, co wcale nie było takie oczywiste jeszcze jakiś czas temu. Na tym chyba to polegało, aby brać pod uwagę swoje podejścia i znaleźć jakąś wspólną, optymalną drogę.
Co racja to racja, nie należeli do osób, które pozytywnie nastawiały się do sytuacji. Prue nie kryła się z tym, że raczej należała do czarnowidzów, Benjy zresztą też raczej zakładał najgorsze, ale może zmiana podejścia spowoduje to, że świat będzie dla nich łaskawszy? Nic nie szkodziło im spróbować ten jeden raz. - Mam nadzieję, że tym razem życie nas nie zweryfikuje zbyt szybko. - Naprawdę liczyła na to, że w jajkach siedzi coś, co nie zrobi im krzywdy i jeśli podejdą do tego odpowiednio, to stworzenia które się w nich kryły będą dla nich całkiem miłe, docenią ich zaangażowanie, czy coś.
- Nawet jeśli tak uznają, to przecież my im się nie damy. - To były tylko pozory, doskonale zdawali sobie sprawę, że wspólnymi siłami jakoś poradzą sobie ze wszystkim, nawet z niemowlęcymi potworami. Nie, żeby chciała to sprawdzać, zdecydowanie wolała mniej drastyczną wersję wydarzeń.
Parsknęła śmiechem, gdy jej mąż odezwał się do jajek. No jasne, ona się starała, wolałaby jednak, żeby i jego raczej ominęło zeżarcie przez to, co siedziało w środku. - Nie słuchajcie go, najlepiej by było, abyście nie zjedli, ani nie gryźli żadnego z nas, on też próbuje jak może. - Obchodził się z tymi jajkami wyjątkowo delikatnie, powinni to docenić.
- Tak, to bardzo wyjątkowy dzień. Na pewno przejdzie do historii. - Oczywiście, że doceniała to co robił. Bardzo ostrożnie umieszczał jajka w ogniu, pilnował, aby nic im się nie stało, dbał o nie. Oby i to, co w nich siedziało to doceniło tak samo jak ona.
- Skąd wiesz, że są wkurzone? Być może w ten sposób pokazują, że chcą się z nami spotkać i nie mogą się tego doczekać. - Powiedziała jeszcze, bo starała się być pozytywna ten jeden jedyny raz.
Jaja zaczęły pękać, pojawiło się mlecznobiałe światło. Pęknięcia były coraz większe, więc wyciągnęli je z gara, stworki w końcu mogły wyjść ze swojego dotychczasowego domu.
Gdy wyciągnęli je na zewnątrz przez zwęgloną skorupkę przebiły się dzioby ptaków - były to dwie, wyjątkowe sowy pocztowe, nie żadne potwory.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control