Nie chciała być natarczywa, dlatego nic nie mówiła, wiedziała, że to mogło irytować. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuwała i obserwowała, tego nie potrafiła sobie odmówić. Zwłaszcza, że był to jego pierwszy spacer po tym jak niemal wyzionął ducha. Uważała więc, że ma prawo do tego, aby co jakiś czas sprawdzać, czy wszystko było w miarę w porządku. Wiedziała, że nie jest jeszcze w stuprocentowej formie, taka rekonwalescencja potrzebowała czasu, jednak było lepiej niż zakładała, albo całkiem nieźle się maskował - obie opcje były prawdopodobne. Miała świadomość, że Benjy nie należał do tych, którzy okazywali słabość, raczej zaciskał zęby i parł przed siebie. Nie w jego zwyczaju było narzekanie.
Oczywiście, że zgodziła się na wejście do tego niewielkiego biura podróży. Odmowa nie wchodziła w grę, dyskutowali o tym wcześniej, a to pojawiło się zupełnie znienacka w momencie, w którym wracali do domu, jakby ktoś specjalnie postawił je na tej trasie. Skoro okoliczności same to sugerowały, to musiała wejść do środka i spełnić swoją obietnicę. Nie widziała innej opcji, nie była też w tym przypadku szczególnie asertywna - ba, pewnie by się do tego nie przyznała, ale spodobał jej się ten pomysł. Zaczęła doceniać te drobne elementy spontaniczności w swoim do tej pory nudnym życiu.
Znaleźli się w środku, Prue zaczęła rozglądać się po wnętrzu. Gdyby ona planowała jakiś wyjazd, najpewniej wcześniej przeanalizowałaby miejsca, które oferowały swoje usługi, sprawdziła, które z nich są najlepiej oceniane. Nieszczególnie ufała tej znudzonej kobiecie, która siedziała za biurkiem, jednak dzisiaj to wszystko miało działać inaczej, czuła drobny dyskomfort, ale wcale nie było tak źle, jak mogło jej się wydawać. Przy Benjy'm całkiem nieźle przychodziła jej walka ze starymi nawykami, które wiązały się z kontrolowaniem tego, co miało się wydarzyć.
Kobieta póki co nie wydawała się być zainteresowana ich obecnością, może to i lepiej, mieli przecież swój własny plan na to, co za chwilę miało się wydarzyć. Prudence rozglądała się, szukając jakichś wskazówek, chociaż jednak i tak one nie miały niczego zmienić. Mieli zdać się na los, tak ustalili. Jej mąż dość szybko dostrzegł, że próbuje zrobić coś, szybciej niż sama wiedziała, co miałoby to być.
- Staram się, ale to silniejsze ode mnie. - Powiedziała cicho, walka z naleciałościami wcale nie była taka prosta, jakby się mogło wydawać, ale starała się być dzielna, bo przecież obiecała mu, że to zrobi, a skoro słowo się rzekło, to nie było już odwrotu.
Obserwowała go uważnie, gdy puścił jej dłoń, zaczął układać broszury na blacie, nie miała pojęcia, co się w nich znajdowało, ale przecież tak był plan. Odetchnęła głęboko, powtarzała sobie w głowie, że przecież to nic wielkiego, mieli tylko wybrać miejsce destynacji, wszędzie będą się wyśmienicie bawić, prawda? Najważniejsze, że spędzą ten czas razem, daleko stąd, nikt nie będzie im przeszkadzał, odpoczną. To było całkiem przyjemną myślą.
Zbliżyła się ostrożnie do blatu, jakby to, co się na nim znajdowało mogło ją ugryźć, czy zrobić krzywdę w jakiś inny sposób. Nie patrzyła jednak an broszury, nie zamierzała oszukiwać, nie kiedy obiecała, że będzie to spontaniczne. - Czy będzie szczęśliwy to się dopiero okaże. - Tak właściwie nie miała jakiegoś wymarzonego miejsca do którego mogliby się udać, więc w sumie raczej nie powinna się rozczarować.
Przymknęła oczy, kiedy znalazła się tuż przy blacie, zależało jej na tym, aby faktycznie wszystko przebiegło losowo. Ostrożnie dotykała broszury, które miały różne faktury, robiła to pewnie nieco dłużej niż powinna, ale przecież była to dość ważna dla nich decyzja, w końcu jej dłoń zatrzymała się na jednej z nich. Uniosła ją do góry i pokazała swojemu mężowi. Sama jeszcze nie otworzyła oczu.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control