28.04.2026, 21:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2026, 21:26 przez Millie Moody.)
O to chodziło w tej grze prawda? O to chodziło w tych wszystkich grach. O głupie śmianie, o przywoływanie najbardziej żenujących zwierzeń, o czerwień na policzkach, o przyspieszone bicie serca, kiedy wiedziałeś, że nie padnie pytanie o ulubioną kawę.
Nie pamiętała czemu akurat ten krem przyszedł jej do głowy, ale kiedy Basilius wycedził kolejne słowa, nagle w jej przeżartym eliksirami psychotropowymi mózgu połączyły się kropki. Jej twarz zapiekła wstydem, a usta zasklepiły się w wąską linię pozbawioną warg. Zwiesiła głowę.
Thomas rzucił. Rzuciła i ona. W ciszy.
…i znowu wygrała. A Liszek znowu przegrał. Czy powinna zadawać pytanie, skoro już udzielił odpowiedź, nawet jeśli absolutnie NIE CHCIAŁA pytać o przecież powierzone w tajemnicy i zaufaniu wyznanie, w którym jakiś mężczyzna i tort mieli swój udział. Jakiś mężczyzna. Że wszystkich ludzi musiał to być akurat papcio Morfina! Myśli obracały się coraz szybciej i szybciej eskalując z każdą chwilą. Przecież zrozumiała swój błąd, przecież nie zrobiłaby tego nigdy celowo. Jak doskonałym przyjacielem był Basilius, który trzymał w sekrecie jej najwstydliwsze tajemnice. Jakim chujowym przyjacielem była ona.
Wzięła wszystkie kości i rzuciła nimi jeszcze raz, nie dbając o to co na ten temat mógłļy powiedzieć Figg.
Nie pomogło. Nawet nie zauważyła kiedy zaczęły jej drżeć ramiona, nawet nie ogarnęła wyniku, gdy zalała ją fala emocji, a głowa opadła wprost w bark siedzącego obok Figga, gdy pyskata brygadzistka na urlopie psychiatrycznym próbowała się schować przed całym światem w jego objęciu.
- Jestem najgorszą osobą na świecie… - łkała mu w koszulę, zapominając, że siedzą w Dziurawym Kotle, a nie na poddaszu Księżycowego Stawu, zbyt łatwo przyzwyczajając się do prywatności stojącej na uboczu posiadłości - Przecież on mnie znienawidził już tak na zawsze i na wieczność… nic dziwnego, że nie mógł z nami wytrzymać i się wyprowadził…
Nie pamiętała czemu akurat ten krem przyszedł jej do głowy, ale kiedy Basilius wycedził kolejne słowa, nagle w jej przeżartym eliksirami psychotropowymi mózgu połączyły się kropki. Jej twarz zapiekła wstydem, a usta zasklepiły się w wąską linię pozbawioną warg. Zwiesiła głowę.
Thomas rzucił. Rzuciła i ona. W ciszy.
Rzut 1d6 - 4
Rzut 1d6 - 6
Rzut 1d6 - 4
Rzut 1d6 - 6
Rzut 1d6 - 4
…i znowu wygrała. A Liszek znowu przegrał. Czy powinna zadawać pytanie, skoro już udzielił odpowiedź, nawet jeśli absolutnie NIE CHCIAŁA pytać o przecież powierzone w tajemnicy i zaufaniu wyznanie, w którym jakiś mężczyzna i tort mieli swój udział. Jakiś mężczyzna. Że wszystkich ludzi musiał to być akurat papcio Morfina! Myśli obracały się coraz szybciej i szybciej eskalując z każdą chwilą. Przecież zrozumiała swój błąd, przecież nie zrobiłaby tego nigdy celowo. Jak doskonałym przyjacielem był Basilius, który trzymał w sekrecie jej najwstydliwsze tajemnice. Jakim chujowym przyjacielem była ona.
Wzięła wszystkie kości i rzuciła nimi jeszcze raz, nie dbając o to co na ten temat mógłļy powiedzieć Figg.
Rzut 1d6 - 3
Rzut 1d6 - 5
Rzut 1d6 - 1
Rzut 1d6 - 5
Rzut 1d6 - 1
Nie pomogło. Nawet nie zauważyła kiedy zaczęły jej drżeć ramiona, nawet nie ogarnęła wyniku, gdy zalała ją fala emocji, a głowa opadła wprost w bark siedzącego obok Figga, gdy pyskata brygadzistka na urlopie psychiatrycznym próbowała się schować przed całym światem w jego objęciu.
- Jestem najgorszą osobą na świecie… - łkała mu w koszulę, zapominając, że siedzą w Dziurawym Kotle, a nie na poddaszu Księżycowego Stawu, zbyt łatwo przyzwyczajając się do prywatności stojącej na uboczu posiadłości - Przecież on mnie znienawidził już tak na zawsze i na wieczność… nic dziwnego, że nie mógł z nami wytrzymać i się wyprowadził…