29.04.2026, 09:28 ✶
– Trochę głupio wyszło – wymamrotał Darcy, rozdarty pomiędzy tym, że w sumie to rejs był bardzo miły, małże pyszniutkie i drinki darmowe, i w ogóle w tej cenie to się wszystko absolutnie opłacało, i że tak naprawdę przecież dzielenie kajuty z Ritą nic go nie bolało, a tym, że jednak mając siostrę wiedział: z perspektywy kobiety wyglądało to trochę inaczej. A on nie chciał wyjść za jakiegoś wrednego zboczeńca, co chce skorzystać z okazji albo coś!
– Tak, chodźmy razem, tak będzie lepiej – zgodził się bez protestów, bo miał poważne obawy, że nawet jeśli wyzbyłby się ogromnej ilości swoich pieniędzy, to innej kajuty nie dostaną. I wolał, żeby Kelly to usłyszała, coby nie wyszło na to, że kłamie. Oczywiście, oznaczało to, że jak zaoferują mu jakąś klitkę, będzie musiał z bólem serca się zgodzić, ale już z dwojga złego lepiej w tę stronę…
*
- …bardzo mi przykro, panie Bower, ale wszystkie kajuty są zajęte. Zgodnie z regulaminem nie ma też możliwości teleportowania się z pokładu w sytuacji innej niż bezpośrednie zagrożenie życia. Czy są państwo niezadowoleni ze swojego pokoju?
– Nie, ja po prostu nie jestem… zresztą, nieważne – westchnął Darcy, gdy jakieś siedem minut później znaleźli członka obsługi i zaczęli dopytywać o możliwość znalezienia dla nich dodatkowego pokoju. Uznał, że przyznanie, że nie jest panem Bowerem może ostatecznie im tylko zaszkodzić: jeszcze wyjdzie, że oboje są na tym kursie nielegalnie, bo bilety były imienne i nie wolno ich odsprzedawać albo coś takiego!
Z nieszczęśliwą miną obserwował, jak pracownica odchodzi, a potem spojrzał na Ritę, wzrokiem szczeniaczka, którego wystawiono za drzwi podczas burzy.
– Bardzo nie chciałbym spać na korytarzu – przyznał. Był zmęczony, w głowie zaczynało mu łupać i wizja siedzenia trzech dni bez własnej kajuty ani trochę mu nie odpowiadała. – Możemy ustalić dyżury, na przykład… pójdę jeszcze do baru, a rano przyjdę spać? Albo mogę złożyć wieczystą przysięgę, że będę trzymał ręce przy sobie, jeśli ci to pomoże.
– Tak, chodźmy razem, tak będzie lepiej – zgodził się bez protestów, bo miał poważne obawy, że nawet jeśli wyzbyłby się ogromnej ilości swoich pieniędzy, to innej kajuty nie dostaną. I wolał, żeby Kelly to usłyszała, coby nie wyszło na to, że kłamie. Oczywiście, oznaczało to, że jak zaoferują mu jakąś klitkę, będzie musiał z bólem serca się zgodzić, ale już z dwojga złego lepiej w tę stronę…
*
- …bardzo mi przykro, panie Bower, ale wszystkie kajuty są zajęte. Zgodnie z regulaminem nie ma też możliwości teleportowania się z pokładu w sytuacji innej niż bezpośrednie zagrożenie życia. Czy są państwo niezadowoleni ze swojego pokoju?
– Nie, ja po prostu nie jestem… zresztą, nieważne – westchnął Darcy, gdy jakieś siedem minut później znaleźli członka obsługi i zaczęli dopytywać o możliwość znalezienia dla nich dodatkowego pokoju. Uznał, że przyznanie, że nie jest panem Bowerem może ostatecznie im tylko zaszkodzić: jeszcze wyjdzie, że oboje są na tym kursie nielegalnie, bo bilety były imienne i nie wolno ich odsprzedawać albo coś takiego!
Z nieszczęśliwą miną obserwował, jak pracownica odchodzi, a potem spojrzał na Ritę, wzrokiem szczeniaczka, którego wystawiono za drzwi podczas burzy.
– Bardzo nie chciałbym spać na korytarzu – przyznał. Był zmęczony, w głowie zaczynało mu łupać i wizja siedzenia trzech dni bez własnej kajuty ani trochę mu nie odpowiadała. – Możemy ustalić dyżury, na przykład… pójdę jeszcze do baru, a rano przyjdę spać? Albo mogę złożyć wieczystą przysięgę, że będę trzymał ręce przy sobie, jeśli ci to pomoże.