29.04.2026, 12:37 ✶
Na obliczu Delyry zagościła wielka lwia zmarszczka na czole, której nawet nie próbowała ukryć. Nie rozluźniła mięśni twarzy, jej brwi nadal stykały się w grymasie zdziwienia i lekkiego obrzydzenia. Czym dokładnie był Rowle? I dlaczego miał oczy jaszczurki. Autentycznie spojrzała gdzieś indziej oraz pomasowała skronie. Zdecydowanie ta noc pozostanie w jej pamięci jako bliskie spotkanie z człowiekiem, który za bardzo zmiksował się ze smokami.
Szczególnie, że chwilę później coś tam jej odszczeknął, a raczej normalnie powiedział, nawet trochę niepewnie. Podniosła brew i skrzyżowała ramiona na piersi, które trochę się uwypukliły — Jak widzisz, szykuję się do snu i tobie radzę to samo — odparła z pewnością siebie kogoś normalnego, a nie takiego, kto przed chwilą wgapiał się na łuski na szyi kolegi. Dodatkowo pokazała ręką na swoje kosmetyki leżące wokół umywalki.
Może z tym zdaniem brzmiała jak jakaś wyuzdana mamuśka, której bardzo zależy na swoich dzieciach, ale tak szczerze nic a nic nie zależało jej na Seisyllu, ale jako starsza koleżanka musiała trzymać poziom. A nawet nie była prefektem! Instynkty macierzyńskie też raczej nie grały w jej zachowaniu roli. To dlaczego w taki zapyziały sposób poradziła koledze, żeby szedł spać? Może chciała go nakłonić do zachowywania się jak normalny człowiek, choć oczywiście normalnym człowiekiem nie był? A może po prostu powiedziała mu to, bo tak bardzo została zindoktrynowana zasadami panującymi w Hogwarcie, że każdy uczeń po ciszy nocnej musi pójść do łóżka?
Tak czy siak, z myśli wyrwał ją krzyk Marty. Nawet nie drgnęła. Wiedziała, że powinna, ale czy chciała pokazywać przed takim perfidnym duchem słabość? Przewróciła oczami, kompletnie nie przejęta — Marta, uspokój się — rzuciła w stronę ducha — Przecież jestem dziewczyną, a — zlustrowała chłopaka, próbując przypomnieć sobie imię, którego jej na pewno nie powiedział, więc wybrała inną taktykę — Rowle to mój kolega — skłamała gładko, bez ani jednego drgnięcia kącika ust, które w jakikolwiek sposób pokazywałoby, że kłamie.
— Więc idź już sobie, proszę — uśmiechnęła się lekko do Marty, miała nadzieję, że przez jej głos nie przemawia jad niechęci do ducha.
Szczególnie, że chwilę później coś tam jej odszczeknął, a raczej normalnie powiedział, nawet trochę niepewnie. Podniosła brew i skrzyżowała ramiona na piersi, które trochę się uwypukliły — Jak widzisz, szykuję się do snu i tobie radzę to samo — odparła z pewnością siebie kogoś normalnego, a nie takiego, kto przed chwilą wgapiał się na łuski na szyi kolegi. Dodatkowo pokazała ręką na swoje kosmetyki leżące wokół umywalki.
Może z tym zdaniem brzmiała jak jakaś wyuzdana mamuśka, której bardzo zależy na swoich dzieciach, ale tak szczerze nic a nic nie zależało jej na Seisyllu, ale jako starsza koleżanka musiała trzymać poziom. A nawet nie była prefektem! Instynkty macierzyńskie też raczej nie grały w jej zachowaniu roli. To dlaczego w taki zapyziały sposób poradziła koledze, żeby szedł spać? Może chciała go nakłonić do zachowywania się jak normalny człowiek, choć oczywiście normalnym człowiekiem nie był? A może po prostu powiedziała mu to, bo tak bardzo została zindoktrynowana zasadami panującymi w Hogwarcie, że każdy uczeń po ciszy nocnej musi pójść do łóżka?
Tak czy siak, z myśli wyrwał ją krzyk Marty. Nawet nie drgnęła. Wiedziała, że powinna, ale czy chciała pokazywać przed takim perfidnym duchem słabość? Przewróciła oczami, kompletnie nie przejęta — Marta, uspokój się — rzuciła w stronę ducha — Przecież jestem dziewczyną, a — zlustrowała chłopaka, próbując przypomnieć sobie imię, którego jej na pewno nie powiedział, więc wybrała inną taktykę — Rowle to mój kolega — skłamała gładko, bez ani jednego drgnięcia kącika ust, które w jakikolwiek sposób pokazywałoby, że kłamie.
— Więc idź już sobie, proszę — uśmiechnęła się lekko do Marty, miała nadzieję, że przez jej głos nie przemawia jad niechęci do ducha.