29.04.2026, 13:20 ✶
— Tylko obrazy, tylko obrazy... — mruczała do siebie, kiedy przebijała się przez tłum Camden Town. Mocno ściskała torebkę z bordowej skóry, w której widocznie znajdowała się waluta. Bo dlaczego inaczej miała ją tak ściskać? Bała się kradzieży, oczywiście. Niestety była na nią podatna mimo wielkich wpływów Vakela, albo przez nie. Wiele osób ją z nim łączyło.
Nie podobała jej się atmosfera Phase. Dźwięki rozlegały się za głośno, kolory były za wyraziste, a ludzi było za dużo. Może to przez spaczenie zawodowe. Spędzała dużo czasu wśród kwiatów i drzew, ogólnie ciszy, a lokal zdecydowanie należał do czegoś zupełnie odwrotnego. Ale chciała kupić ładne obrazy do kamienicy. Modliła się, by nie wydać pieniędzy na kurzołapy, chociaż te rzeźby w kącie jej się dość podobały. Szczególnie ta z płaskim jednym końcem. Gdyby postawić lub przykleić na czubku kawałek szkła, to byłby z tego fajny stół na kawę w salonie. Jak będzie wychodzić, to poprosi o szczelne zapakowanie ceramiki.
Na razie w oczy wpadł jej bardzo abstrakcyjny obraz przedstawiający kobietę otoczoną kwiatami. W jakiś sposób mugole zawsze umieli połączyć kształty w jedną całość. Otrząsnęła się. Czyżby teraz lubiła mugoli? Skrzywiła się na samą myśl. Ale obrazy to ładne mieli...
Dlatego go kupiła, zdecydowanie przepłaciła, ale było warto. Grzecznie czekała, by pani sprzedawczyni zapakowała płótno w szarą gazetę. Przyglądała się jej. Wściekle pomarańczowe paznokcie w jakiś prawie nieziemski sposób kontrasowały z jej niebieską, zwiewną suknią z czegoś co wyglądało jak firanka, ale na pewno nią nie było. Wyglądało to jak zestawienie ziemi i oceanu. Delyra podniosła wzrok, żeby spojrzeć kobiecie w twarz. Niestety zdążyła tylko porównać jej rzęsy do wachlarzy, bo dostała swój obraz ładnie zapakowany. Mruknęła nerwowe "dziękuję", kiedy ich palce o siebie lekko potarły.
Prawie nonszalancko odeszła od stoiska, choć w jej głowie odgrywały się prawdziwe sceny dantejskie. Modliła się, by nikt w tym momencie na nią nie patrzył, bo zobaczyłby jak jej źrenice szaleją.
Następny obraz skojarzył jej się z Vakelem. Mimo sześcioletniego małżeństwa pozbawionego szczerej miłości, podświadomie myślała o nim. Więc kupiła obraz przedstawiający kruka.
Wszystko przepłynęłoby gładko i pięknie, gdyby nie wy, wścibskie dzieciaki bardzo nieprzyjemny, mało przystojny, niski, śmierdzący mężczyzna. Może gdyby był ładny, to by to zaakceptowała mimo w ogólnie nie tolerowania mężczyzn. Dlatego na początku grzecznie mu odmawiała. On się bardziej narzucał ze swoimi komplementami. Zapraszał ją na obiad, do łóżka, wszędzie. Delyrze prawie żyłka na czole pękła od wysiłku, który wkładała, by na niego nie fuknąć.
— Do widzenia — w pewnym momencie powiedziała, ale mężczyzna zattrzymał ją ręką na talii i coś tam próbował jeszcze wymamrotać. Lyra była bliska odepchnięcia pijaczyny i ucieczki.
Wtedy zjawił się Flint i pierwszą reakcją Dolohov było zmarszczenie brwi. Zamiast podziękować odparła — Poradziłabym sobie — przewróciła oczami — Nie jestem jakąś panienką w opałach — poprawiła swój chwyt na obrazach.
Wzdrygnęła, czuła jeszcze na sobie alkoholowy oddech mężczyzny i jego słabe perfumy i jego dotyk na jej talii. Poprawiła swoją suknię i mruknęła do siebie — Trzeba będzie wyprać. Doprawdy nieprzyjemny człowiek.
Nie podobała jej się atmosfera Phase. Dźwięki rozlegały się za głośno, kolory były za wyraziste, a ludzi było za dużo. Może to przez spaczenie zawodowe. Spędzała dużo czasu wśród kwiatów i drzew, ogólnie ciszy, a lokal zdecydowanie należał do czegoś zupełnie odwrotnego. Ale chciała kupić ładne obrazy do kamienicy. Modliła się, by nie wydać pieniędzy na kurzołapy, chociaż te rzeźby w kącie jej się dość podobały. Szczególnie ta z płaskim jednym końcem. Gdyby postawić lub przykleić na czubku kawałek szkła, to byłby z tego fajny stół na kawę w salonie. Jak będzie wychodzić, to poprosi o szczelne zapakowanie ceramiki.
Na razie w oczy wpadł jej bardzo abstrakcyjny obraz przedstawiający kobietę otoczoną kwiatami. W jakiś sposób mugole zawsze umieli połączyć kształty w jedną całość. Otrząsnęła się. Czyżby teraz lubiła mugoli? Skrzywiła się na samą myśl. Ale obrazy to ładne mieli...
Dlatego go kupiła, zdecydowanie przepłaciła, ale było warto. Grzecznie czekała, by pani sprzedawczyni zapakowała płótno w szarą gazetę. Przyglądała się jej. Wściekle pomarańczowe paznokcie w jakiś prawie nieziemski sposób kontrasowały z jej niebieską, zwiewną suknią z czegoś co wyglądało jak firanka, ale na pewno nią nie było. Wyglądało to jak zestawienie ziemi i oceanu. Delyra podniosła wzrok, żeby spojrzeć kobiecie w twarz. Niestety zdążyła tylko porównać jej rzęsy do wachlarzy, bo dostała swój obraz ładnie zapakowany. Mruknęła nerwowe "dziękuję", kiedy ich palce o siebie lekko potarły.
Prawie nonszalancko odeszła od stoiska, choć w jej głowie odgrywały się prawdziwe sceny dantejskie. Modliła się, by nikt w tym momencie na nią nie patrzył, bo zobaczyłby jak jej źrenice szaleją.
Następny obraz skojarzył jej się z Vakelem. Mimo sześcioletniego małżeństwa pozbawionego szczerej miłości, podświadomie myślała o nim. Więc kupiła obraz przedstawiający kruka.
Wszystko przepłynęłoby gładko i pięknie, gdyby nie wy, wścibskie dzieciaki bardzo nieprzyjemny, mało przystojny, niski, śmierdzący mężczyzna. Może gdyby był ładny, to by to zaakceptowała mimo w ogólnie nie tolerowania mężczyzn. Dlatego na początku grzecznie mu odmawiała. On się bardziej narzucał ze swoimi komplementami. Zapraszał ją na obiad, do łóżka, wszędzie. Delyrze prawie żyłka na czole pękła od wysiłku, który wkładała, by na niego nie fuknąć.
— Do widzenia — w pewnym momencie powiedziała, ale mężczyzna zattrzymał ją ręką na talii i coś tam próbował jeszcze wymamrotać. Lyra była bliska odepchnięcia pijaczyny i ucieczki.
Wtedy zjawił się Flint i pierwszą reakcją Dolohov było zmarszczenie brwi. Zamiast podziękować odparła — Poradziłabym sobie — przewróciła oczami — Nie jestem jakąś panienką w opałach — poprawiła swój chwyt na obrazach.
Wzdrygnęła, czuła jeszcze na sobie alkoholowy oddech mężczyzny i jego słabe perfumy i jego dotyk na jej talii. Poprawiła swoją suknię i mruknęła do siebie — Trzeba będzie wyprać. Doprawdy nieprzyjemny człowiek.