14.03.2023, 20:52 ✶
- Zdecydowanie powinien coś z nim zrobić - przyznała mu rację. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego dyrektor nie podjął żadnych środków w związku z tym problemem. Irytek nękał uczniów od nie wiadomo jak długiego czasu i wszystkie dziwne zagrania uchodziły mu płazem. Dlaczego? To wciąż pozostawało dla Alice niesamowicie dziwną zagadką, której rozwiązania po dziś dzień nie znajdowała.
Przyglądała się jego twarzy, kiedy pokazywała mu swoje przedramię. I dobrze zrobiła, bo dzięki temu wiedziała, że czym prędzej musi je zakryć. Wiedziała doskonale, jak to wygląda. Rozumiała jego wstręt bo sama nienawidziła tego w sobie.
- Paskudnie? - podpowiedziała mu, pozornie niedbale, choć w jej głosie była wyraźnie wyczuwalna nuta wstrętu względem samej siebie. Sama nie potrafiła pogodzić się z tą przypadłością, więc nic dziwnego, że dla chłopaka było to nie lada wyzwaniem, gdy widział to po raz pierwszy. Ona obcowała z tym od dłuższego czasu a dalej nie potrafiła do tego przywyknąć. - Nie, nie transmutuję. Po prostu, jeśli nic z tym nie zrobię, to pokryje... no większe obszary - dodała po chwili, znużonym głosem. Nienawidziła tego. Nie zamierzała się z tym pogodzić. Tyle że dotychczas nie znalazła żadnego, trwałego rozwiązania na swój problem. Może kiedyś, w przyszłości, kiedy będzie wiedziała więcej na ten temat...
Już miała odpowiedzieć na kolejne zadane przez niego pytanie, kiedy do łazienki powróciła Jęcząca Marta. Odpowiedź Alice ugrzęzła w jej gardle, a sama dziewczyna nie była pewna, co zrobić w tej sytuacji. Mogła razem z Theo uciec stąd, a mogła... no właśnie, co jeszcze mogła?
Wtedy przypomniała sobie o tym, jakie plotki słyszała na temat Jęczącej Marty. A może uda im się z niej coś wyciągnąć? Pokazała dłonią Theodorowi, aby ten wstrzymał się nieco ze swoją chęcią ucieczki.
- Um... Marto? - powiedziała cicho. Gdy upewniła się, że duch spojrzał w jej kierunku, kontynuowała. - Wiesz, chciałam cię przeprosić, za nasze wcześniejsze zachowanie. To nie było miłe i teraz to wiem. - Obserwowała ją uważnie. Widziała zmiany, jakie zachodziły na jej twarzy i naprawdę musiała się bardzo dobrze kontrolować, aby nie wybałuszyć ze zdziwienia oczu.
- Nie wy pierwsi jesteście dla mnie nie mili - burknęła w ich stronę, zdjęła z nosa okulary i wytarła je o skraj szaty. - Wszyscy nic, tylko sobie ze mnie kpią. "Oh, Jęcząca Marta! Mieszka w łazience, bo nigdzie jej nie chcą!" A może ja nie mogę odejść?! - Marta przedrzeźniała nieistniejących uczniów, którzy dotychczas niewątpliwie ją obrazili. Trzeba było przyznać, że szło jej to nad wyraz dobrze, co nieco niepokoiło Alice.
Przyglądała się jego twarzy, kiedy pokazywała mu swoje przedramię. I dobrze zrobiła, bo dzięki temu wiedziała, że czym prędzej musi je zakryć. Wiedziała doskonale, jak to wygląda. Rozumiała jego wstręt bo sama nienawidziła tego w sobie.
- Paskudnie? - podpowiedziała mu, pozornie niedbale, choć w jej głosie była wyraźnie wyczuwalna nuta wstrętu względem samej siebie. Sama nie potrafiła pogodzić się z tą przypadłością, więc nic dziwnego, że dla chłopaka było to nie lada wyzwaniem, gdy widział to po raz pierwszy. Ona obcowała z tym od dłuższego czasu a dalej nie potrafiła do tego przywyknąć. - Nie, nie transmutuję. Po prostu, jeśli nic z tym nie zrobię, to pokryje... no większe obszary - dodała po chwili, znużonym głosem. Nienawidziła tego. Nie zamierzała się z tym pogodzić. Tyle że dotychczas nie znalazła żadnego, trwałego rozwiązania na swój problem. Może kiedyś, w przyszłości, kiedy będzie wiedziała więcej na ten temat...
Już miała odpowiedzieć na kolejne zadane przez niego pytanie, kiedy do łazienki powróciła Jęcząca Marta. Odpowiedź Alice ugrzęzła w jej gardle, a sama dziewczyna nie była pewna, co zrobić w tej sytuacji. Mogła razem z Theo uciec stąd, a mogła... no właśnie, co jeszcze mogła?
Wtedy przypomniała sobie o tym, jakie plotki słyszała na temat Jęczącej Marty. A może uda im się z niej coś wyciągnąć? Pokazała dłonią Theodorowi, aby ten wstrzymał się nieco ze swoją chęcią ucieczki.
- Um... Marto? - powiedziała cicho. Gdy upewniła się, że duch spojrzał w jej kierunku, kontynuowała. - Wiesz, chciałam cię przeprosić, za nasze wcześniejsze zachowanie. To nie było miłe i teraz to wiem. - Obserwowała ją uważnie. Widziała zmiany, jakie zachodziły na jej twarzy i naprawdę musiała się bardzo dobrze kontrolować, aby nie wybałuszyć ze zdziwienia oczu.
- Nie wy pierwsi jesteście dla mnie nie mili - burknęła w ich stronę, zdjęła z nosa okulary i wytarła je o skraj szaty. - Wszyscy nic, tylko sobie ze mnie kpią. "Oh, Jęcząca Marta! Mieszka w łazience, bo nigdzie jej nie chcą!" A może ja nie mogę odejść?! - Marta przedrzeźniała nieistniejących uczniów, którzy dotychczas niewątpliwie ją obrazili. Trzeba było przyznać, że szło jej to nad wyraz dobrze, co nieco niepokoiło Alice.