30.04.2026, 00:46 ✶
– Niecały tydzień – doprecyzował, aby Charlotte mogła zrozumieć jak bardzo wspaniałym, i przystojniejszym od niej, przyjacielem był. Trochę tylko żałował, że nie przyszli tu razem z Anthonym, w ten sposób może udałoby mu się przekonać przyjaciółkę do uczynienia z Shafiqa niezależnego sędziego w ich sporze. Oczywiście musiałoby mieć to miejsce zanim powiedzieliby jej o ich związku, bo Jonathan miał wrażenie, że w innym przypadku Kelly mogłaby zarzucić Tony'emu pewną stronniczość, co byłoby oczywiście pomówieniem, bo Anthony po prostu miał doskonały gust wobec mężczyzn i wybrałby Jonathana bez względu na ich relację. – Dziękuję, uwierz że ja sobie też gratuluję. – Zmarszczył brwi. – Oh no i widzisz. Miałem zaplanowaną dla ciebie zupełnie inna przemowę na ten temat. Chciałem ją zacząć słowami, że nie musisz się już martwić o tamtą kłótnię pomiędzy mną i Anthonym, a potem dodać że... Eh, już nie ważne. Naprawdę trzeba wreszcie coś zrobić z tymi poltergeistami, bo nie tylko psują ludziom dzień, ale i moje przemowy na temat związki z Anthonym.
Skandal. Straszny skandal.
Natomiast jak się szybko okazało nie był to znowu aż tak wielki skandal w porównaniu do tego co usłyszał chwilę później.
– Charlotte! – Oburzony zeskoczył z kuchennego blatu. – Nawet nie próbuj tak żartować! Rok? Dwa lata? Przecież ja muszę sprawdzić jego aurę? Absolutnie nie! I co masz na myśli mówiąc wszelki wypadek? Nie planuję go wystraszyć, ani nic takiego. Przecież życzę ci jak najlepiej! Nie wspominając już o tym, że jestem naprawdę silną wartością dodatnią w twoim życiu i jestem wręcz przekonany, że ten kto by się chciał z tobą zostać byłby również i mną zachwycony. O nie, nie. Dwa tygodnie obowiązują również ciebie moja droga. No dobrze, trzy tygodnie jeśli byłby to ktoś kogo nie znam, chociaż obraziłbym się gdybyś nie powiedziała mi że wybierasz się na jakąś randkę.
Skandal. Straszny skandal.
Natomiast jak się szybko okazało nie był to znowu aż tak wielki skandal w porównaniu do tego co usłyszał chwilę później.
– Charlotte! – Oburzony zeskoczył z kuchennego blatu. – Nawet nie próbuj tak żartować! Rok? Dwa lata? Przecież ja muszę sprawdzić jego aurę? Absolutnie nie! I co masz na myśli mówiąc wszelki wypadek? Nie planuję go wystraszyć, ani nic takiego. Przecież życzę ci jak najlepiej! Nie wspominając już o tym, że jestem naprawdę silną wartością dodatnią w twoim życiu i jestem wręcz przekonany, że ten kto by się chciał z tobą zostać byłby również i mną zachwycony. O nie, nie. Dwa tygodnie obowiązują również ciebie moja droga. No dobrze, trzy tygodnie jeśli byłby to ktoś kogo nie znam, chociaż obraziłbym się gdybyś nie powiedziała mi że wybierasz się na jakąś randkę.