30.04.2026, 11:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2026, 17:58 przez Lukas Nott.)
Powoli przesunął językiem po spierzchniętych wargach, czując smak popiołu. Wiele by dał choćby za łyk wody. Za jedną butelkę. Za cokolwiek, co zmyłoby z gardła pył, dym i metaliczny posmak strachu. Zamiast tego zostały mu tylko resztki śliny, sporadycznie pojawiające się w wysuszonych ustach. Biegł przed siebie, mijając kolejne uliczki. Jeszcze chwilę temu widział ludzi pożeranych przez płomienie. Słyszał ich krzyki, czuł żar bijący od ulicy, widział cienie rzucające się na ściany — pozostałości po ludziach, których pożoga zdążyła już zabrać. Myślał, że po czymś takim człowiek przestaje reagować. Że w końcu coś w nim pęka i robi się cicho. Ale cisza nie nadchodziła. Skręcił w lewo, trafiając na kolejny budynek zajęty ogniem. Stara kamienica na rogu, z popękaną fasadą i balkonami, które wyglądały, jakby miały runąć pod własnym ciężarem. Ogień wpełzał po parterze, lizał framugi okien, wgryzał się w zasłony i wyrzucał na zewnątrz zdezorientowanych mieszkańców.
Lukas zatrzymał się przy niej na ułamek sekundy. Tyle wystarczyło, żeby myśl spróbowała się wcisnąć.
Idź dalej. Nie możesz uratować wszystkich. Nie masz siły. Nie masz nawet czym oddychać.
Zacisnął pięść.
Obok niego stała dziewczyna. Wychudzona, o brązowych włosach, wpatrywała się w płonącą kamienicę tak nieruchomo, jakby wszystko wokół przestało istnieć. Dopiero po chwili ją rozpoznał. Znajoma twarz. Ta sama, którą widywał za ladą, z którą zamieniał kilka słów podczas nocnych posiedzeń, gdy świat jeszcze miał jakiś porządek.
— Hej! — rzucił ostro, podchodząc bliżej. — Hej, obudź się!
Lukas zatrzymał się przy niej na ułamek sekundy. Tyle wystarczyło, żeby myśl spróbowała się wcisnąć.
Idź dalej. Nie możesz uratować wszystkich. Nie masz siły. Nie masz nawet czym oddychać.
Zacisnął pięść.
Obok niego stała dziewczyna. Wychudzona, o brązowych włosach, wpatrywała się w płonącą kamienicę tak nieruchomo, jakby wszystko wokół przestało istnieć. Dopiero po chwili ją rozpoznał. Znajoma twarz. Ta sama, którą widywał za ladą, z którą zamieniał kilka słów podczas nocnych posiedzeń, gdy świat jeszcze miał jakiś porządek.
— Hej! — rzucił ostro, podchodząc bliżej. — Hej, obudź się!