01.05.2026, 09:24 ✶
Stojącemu naprzeciw Delyry chłopakowi ewidentnie nie przeszkadzało to, że był obserwowany. Owszem, zachowywał się dziwnie, trochę jak gówniarz ukrywający coś przed nauczycielką, ale kiedy inni spuszczali głowy i chowali się przed cudzą oceną, on zdawał się błyszczeć w świetle zewnętrznej uwagi. A może to te przedziwne łuski odbijały tak światło? Oh, okropny był z niego dziwak i paskuda, jakaś taka karykatura natury – a to wszystko opisywało jednocześnie młodego, przystojnego chłopaka, za którym pewnie oglądały się dziewczyny z jego klasy. Niezbadane były ścieżki losu, a to co dotknęło Rowla – klątwa czy choroba – podkreśliła wyraźnie to, że coś z nim było nie tak, nawet jeśli ciężko było na pierwszy rzut oka opisać co, jednocześnie nie udało jej się stłamsić uroku chłopaczka z dobrego domu.
Istniała jakaś dziwna satysfakcja, kiedy na głowie kogoś takiego jak Seisyll lądowała książka wyciągnięta prosto z ubikacji.
– I szykowałaś się do tego w łazience pierdolniętej? – Warknął, podnosząc tomiszcze z zachlapanej wodą klozetową podłogi. Następnie napiął się, zmarszczył twarz. Nie pasowała do niego ta mimika szkolnego cwaniaczka, ale tak jak wiele innych rzeczy – nie obchodziło go to. Tak samo jak nie obchodziło go to, że Jęcząca Marta pozostała duchem, więc rzucony w nią przedmiot przeleciał przez niematerialne ciało, odbił się od drzwi kabiny toaletowej i rozbryzgał wokół jeszcze więcej brudnej wody. Wcale go to nie zdemotywowało. Wyglądał bardziej jakby miał podciągnąć rękawy i wyzwać mugolaczkę do walki na pięści, niż ustąpić w tym... Nietypowym konflikcie. – Tylko mi nie mów, że jesteście koleżankami, Lestrange. – Bo to przecież była Marta Warren. Mugolaczka. Bezwartościowy pomiot, który nie zasługiwał na życie i utracił je właśnie dlatego, że nie znaczył dla tego miejsca nic. Czy Lestrange w ogóle rozumiała gdzie stała? Czyje słowa i czyny zbudowały tę szkołę, tę łazienkę i... Komnatę ukrytą wiele metrów pod ziemią. Strzeżcie się wrogowie dziedzica i...
Niech was zmrozi to, że było ich więcej.
– Paskudny ZBOCZENIEC! I oszust i krętacz. A ja tu sobie tylko latam, latam i... – Wracająca do swojej kabiny, rozzłoszczona i przytłoczona tym dziewczyna zapewne chciała zamknąć się tam i znów skowyczeć tak głośno, że będzie słyszał ją cały korytarz. – Jesteście wszyscy tacy sami. Wszyscy!
Istniała jakaś dziwna satysfakcja, kiedy na głowie kogoś takiego jak Seisyll lądowała książka wyciągnięta prosto z ubikacji.
– I szykowałaś się do tego w łazience pierdolniętej? – Warknął, podnosząc tomiszcze z zachlapanej wodą klozetową podłogi. Następnie napiął się, zmarszczył twarz. Nie pasowała do niego ta mimika szkolnego cwaniaczka, ale tak jak wiele innych rzeczy – nie obchodziło go to. Tak samo jak nie obchodziło go to, że Jęcząca Marta pozostała duchem, więc rzucony w nią przedmiot przeleciał przez niematerialne ciało, odbił się od drzwi kabiny toaletowej i rozbryzgał wokół jeszcze więcej brudnej wody. Wcale go to nie zdemotywowało. Wyglądał bardziej jakby miał podciągnąć rękawy i wyzwać mugolaczkę do walki na pięści, niż ustąpić w tym... Nietypowym konflikcie. – Tylko mi nie mów, że jesteście koleżankami, Lestrange. – Bo to przecież była Marta Warren. Mugolaczka. Bezwartościowy pomiot, który nie zasługiwał na życie i utracił je właśnie dlatego, że nie znaczył dla tego miejsca nic. Czy Lestrange w ogóle rozumiała gdzie stała? Czyje słowa i czyny zbudowały tę szkołę, tę łazienkę i... Komnatę ukrytą wiele metrów pod ziemią. Strzeżcie się wrogowie dziedzica i...
Niech was zmrozi to, że było ich więcej.
– Paskudny ZBOCZENIEC! I oszust i krętacz. A ja tu sobie tylko latam, latam i... – Wracająca do swojej kabiny, rozzłoszczona i przytłoczona tym dziewczyna zapewne chciała zamknąć się tam i znów skowyczeć tak głośno, że będzie słyszał ją cały korytarz. – Jesteście wszyscy tacy sami. Wszyscy!
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242