Brenna chyba trochę nie doceniała tego, co potrafiło dziać się dookoła niej - w końcu chyba Basilius twierdził przez jakiś czas (a może i dalej twierdził) że ciążyła na niej jakaś straszliwa klątwa, która atakowała nawet nie nią samą, a ludzi dookoła. Dora w to nie wierzyła, oczywiście, bo jej nic nigdy strasznego z Brenną nie spotykało. Znaczy może czasem były to rzeczy o podwyższonym ryzyku, ale nic z czym nie byłyby sobie w stanie do tej pory poradzić. Pan Anders powinien się więc mieć na baczności, chociażby tak na wszelki wypadek.
Dora uśmiechnęła się do szanownego pana szeroko i niezwykle ciepło, że uległ im namowom, a potem odprowadziła go spojrzeniem, kiedy wstał od stolika by pójść się teleportować. Cóż, poszło łatwiej niż myślała, bo trochę chyba spodziewała się prawdziwej batalii o te lusterka. Ale może faktycznie wszyscy tutaj chcieli mieć dopasowane komplety i nie zaprzątać sobie tym głowy.
- Napiłabym się herbaty - powiedziała po chwili, kiedy sama odsunęła sobie krzesło i teraz obie siedziały przy stole, grzecznie czekając na pana Andersa. Przez moment się chyba nad tą herbatą wahała, zastanawiając czy faktyzcnie w tym lokalu ją serwowano, ale jeśli było to coś podobnego do Dziurawego Kotła, to raczej powinno oferować napoje bezalkoholowe. Mogła się chyba zastanawiać trochę szybciej, bo mężczyzna obrócił w trybie natychmiastowym. Skończyło się więc tylko na machaniu nogami pod stołem i z patrzeniem w namyśle na znajdujący się w zasięgu wzroku bar.
Kiedy lusterka znalazły się na blacie stołu, Dora spojrzała na nie z zaciekawieniem, pochylając się do przodu i opierając się na łokciach. Nie to, że nigdy lusterek dwukierunkowych na oczy nie widziała, no bo przecież sama śmigała z jednym z kieszeni, tym samym które wręczyła jej jeszcze w lecie Brenna, ale bardziej interesowało ją czy faktycznie Anders był właściwym człowiekiem. Bo co by to było, gdyby okazało się że sprzedawca, który pomylił zamówienia, pomyliłby więcej jak ich dwa i to byłaby cała wielka afera lusterkowa na połowę Anglii? Całe szczęście, nie musiały teraz gonić na innymi ewentualnymi posiadaczami ich lusterek, bo kiedy Brenna aktywowała jedno z nich, zamajaczyła w nim twarz Andersa, który spoglądał na drugie. Wszystko było na swoim miejscu i Dora odetchnęła z wyraźną ulgą.
Anders natomiast przez chwilę jeszcze patrzył kontrolnie, ale nawet jeśli by chciał, to nie miał się do czego przyczepić. Wyciągnął więc rękę po podawane mu lusterko, spasował je z już posiadanym i schował. Lekki, łatwy do przeoczenia uśmiech sugerował, że nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale nie zamierzał narzekac kiedy rozwiązanie problemu praktycznie samo do niego przyszło.
- Dziękujemy, że zgodził się pan tak szybko to z nami załatwić - zaćwierkała Dora, posyłając kolejny uśmiech w kierunku mężczyzny. Pan Anders chyba też na to trochę wreszcie zmiękł, bo zamiast dalej udawać gbura to wyprostował się nieco, odchrząknął i nawet uśmiechnął. Trochę krzywo, ale według młodej Crawleyówny całkiem szczerze. Przynajmniej próbował.
- Tak. W każdym razie, skoro problem rozwiązał się sam to nic tu po mnie - zakomunikował, trochę chyba niezdecydowany, a może nie był aż tak nawykły do bycia miłym człowiekiem. Albo że inni byli dla niego mili, kto wie. Tymi też słowami pożegnał się z nimi, bo zaraz odwrócił się i ruszył do baru, chyba chcąc dokończyć... cokolwiek robił tutaj zanim pojawiła się Menodora i Brenna.
- Miłego dnia! - pożegnała go jeszcze Dora. - Wiesz co, może napijemy się tej herbaty w domu? W sensie skoro już mamy tutaj te lusterka, całe i dopasowane, to możemy wracać do domu - dziewczyna przeniosła błękitne spojrzenie na przyjaciółkę, gotowa w sumie wstać i wyjść. Nie rozdziewała się nawet jakoś specjalnie i wciąż miała na sobie tak samo płaszcz jak i szalik. A po prawdzie to wolała już pić herbatę w domu, bo tam była dokładnie taka jak sobie wymarzyła. Znaczy tutaj też pewnie był bardzo dobra, ale nie musiały tego sprawdzać.