14.03.2023, 21:58 ✶
- Przecież mnie widzisz. Nic mi nie wyrosło ani niczego nie ubyło. - no, poza krwią. Wywrócił oczyma bo jednak ubodła go jej propozycja. Przecież nie obchodziło go wnętrze wampirów ani tym bardziej sposoby ich zabicia - o tym przeczytał w pierwszym tygodniu nowego "życia". William jednak o niego dbał.
- Nie, nie jest uzdrowicielem. Pracuje w Ministerstwie. - sprostował i to było naprawdę dużo informacji na jego temat. Musiał się pilnować, nie chciał o nim za dużo opowiadać lecz ciężko było trzymać wodę w ustach skoro stanowił od niedawna coś na kształt autorytetu. Akurat się tak złożyło, że potrzebował wzoru do naśladowania; takiego mężczyzny, mentora w życiu skoro został pozbawiony wzorca ojca w okresie nastoletnim.
- Oj tam. - machnął ręką bo jedynie odrobinę się roznegliżował i to w imię doświadczeń naukowych! Chciał pokazać od czego umarł i póki co nie wydawało mu się, że zachowuje się nietaktownie. Dzielił się swoim przeżyciem z przyjaciółką i bardzo dobrze szło mu notoryczne zapominanie, że ta mdleje na widok krwi. To się dobrali... lepiej aby nikt nie kaleczył się w ich obecności - jedno zechce za to zabić a drugie od razu zemdleje; jedno drugiego nie powstrzyma przed swym losem.
To nie kradzież, to działanie na nerwach tym złym. Ale lepiej być ostrożnym... zobacz jak skończyłem. Wykrzywił usta w grymasie bo jednak okazało się, że zbyt głośno działał na rzecz mugoli i charłaków. Nie potrafił się dostatecznie mocno ochronić i ściągnął na siebie solidne kłopoty. Wbrew pozorom słowa Brenny powracały w jego głowie raz po raz. Pamiętał każde wypowiadane przez nią słowo i trzymał je w sobie, dzięki czemu nie szarżował. Czekał aż morderca zostanie odnaleziony i będzie mógł działać, wrócić do rytmu.
- A chętnie. Słuchaj, a czy mogłabyś odebrać ze szpitala pakiet woreczków krwi dla mnie? Mam już wypisane formularze, wszystkie wnioski są zatwierdzone. Muszę je odebrać a jednak wolę nie wchodzić tam na głodzie. - a ten zbliżał się nieuchronnie i wiedział, że rozsądek nakazywał wykorzystywanie przyjaciół do tych drobnych czynności. Nie prosił przecież o własną krew a tylko o odbiór odpowiedniej ilości wydawanej przez szpital. Tyle przeszedł aby to dostać więc wypadałoby jak najszybciej odebrać krwisty datek zanim zarząd szpitala się rozmyśli.
Oczywiście, że na nią wpadł. Nie spodziewał się, że nagle się zatrzyma. Nieco przygniótł ją swoimi gabarytami do regału, z którego to panicznie pospadało parę książek.
- Oj, wybacz. - odsunął się i rozmasował jej ramię na które z impetem wszak wpadł. - Nie myśl, że próbuję cię tu nagabywać. To nieumyślnie, że się na chwilę roznegliżowałem, zaciągam cię w ciemne alejki i jeszcze na ciebie wpadam. - zaśmiał się cicho gdy tak popatrzył na to z innej perspektywy. Schylił się i zimnymi już dłońmi pozbierał tomiszcza. Jedne trzymał pod pachą, inne układał w zgięciach łokci na przedramieniu. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy ale naprawdę stracił już temperaturę ciała. Ciekawe czy jeśli posiedzi przy kominku to skóra się choć trochę ogrzeje?
- Do najbliższych mugoli jest półtorej godziny spaceru. Będę mieć psa, już nawet wybrałem go sobie w schronisku. Wielkie bydlę więc nie sądzę aby mugole chcieli zawierać ze mną bliższe znajomości. - dopowiedział to, o czym rozmawiali zanim na nią wpadł. Podał jej pierwszą z wielu książek, które to sprowokował do ucieczki z pedantycznego porządku.
- Nie, nie jest uzdrowicielem. Pracuje w Ministerstwie. - sprostował i to było naprawdę dużo informacji na jego temat. Musiał się pilnować, nie chciał o nim za dużo opowiadać lecz ciężko było trzymać wodę w ustach skoro stanowił od niedawna coś na kształt autorytetu. Akurat się tak złożyło, że potrzebował wzoru do naśladowania; takiego mężczyzny, mentora w życiu skoro został pozbawiony wzorca ojca w okresie nastoletnim.
- Oj tam. - machnął ręką bo jedynie odrobinę się roznegliżował i to w imię doświadczeń naukowych! Chciał pokazać od czego umarł i póki co nie wydawało mu się, że zachowuje się nietaktownie. Dzielił się swoim przeżyciem z przyjaciółką i bardzo dobrze szło mu notoryczne zapominanie, że ta mdleje na widok krwi. To się dobrali... lepiej aby nikt nie kaleczył się w ich obecności - jedno zechce za to zabić a drugie od razu zemdleje; jedno drugiego nie powstrzyma przed swym losem.
To nie kradzież, to działanie na nerwach tym złym. Ale lepiej być ostrożnym... zobacz jak skończyłem. Wykrzywił usta w grymasie bo jednak okazało się, że zbyt głośno działał na rzecz mugoli i charłaków. Nie potrafił się dostatecznie mocno ochronić i ściągnął na siebie solidne kłopoty. Wbrew pozorom słowa Brenny powracały w jego głowie raz po raz. Pamiętał każde wypowiadane przez nią słowo i trzymał je w sobie, dzięki czemu nie szarżował. Czekał aż morderca zostanie odnaleziony i będzie mógł działać, wrócić do rytmu.
- A chętnie. Słuchaj, a czy mogłabyś odebrać ze szpitala pakiet woreczków krwi dla mnie? Mam już wypisane formularze, wszystkie wnioski są zatwierdzone. Muszę je odebrać a jednak wolę nie wchodzić tam na głodzie. - a ten zbliżał się nieuchronnie i wiedział, że rozsądek nakazywał wykorzystywanie przyjaciół do tych drobnych czynności. Nie prosił przecież o własną krew a tylko o odbiór odpowiedniej ilości wydawanej przez szpital. Tyle przeszedł aby to dostać więc wypadałoby jak najszybciej odebrać krwisty datek zanim zarząd szpitala się rozmyśli.
Oczywiście, że na nią wpadł. Nie spodziewał się, że nagle się zatrzyma. Nieco przygniótł ją swoimi gabarytami do regału, z którego to panicznie pospadało parę książek.
- Oj, wybacz. - odsunął się i rozmasował jej ramię na które z impetem wszak wpadł. - Nie myśl, że próbuję cię tu nagabywać. To nieumyślnie, że się na chwilę roznegliżowałem, zaciągam cię w ciemne alejki i jeszcze na ciebie wpadam. - zaśmiał się cicho gdy tak popatrzył na to z innej perspektywy. Schylił się i zimnymi już dłońmi pozbierał tomiszcza. Jedne trzymał pod pachą, inne układał w zgięciach łokci na przedramieniu. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy ale naprawdę stracił już temperaturę ciała. Ciekawe czy jeśli posiedzi przy kominku to skóra się choć trochę ogrzeje?
- Do najbliższych mugoli jest półtorej godziny spaceru. Będę mieć psa, już nawet wybrałem go sobie w schronisku. Wielkie bydlę więc nie sądzę aby mugole chcieli zawierać ze mną bliższe znajomości. - dopowiedział to, o czym rozmawiali zanim na nią wpadł. Podał jej pierwszą z wielu książek, które to sprowokował do ucieczki z pedantycznego porządku.