04.05.2026, 21:13 ✶
Byłoby cudownie odbeknąć mu, że nie był jej ojcem, żeby jej rozkazywać.
Ale niestety był jej ojcem, więc ten doskonały one liner, którym zwykle by się odgryzała w podobnych okolicznościach, tu był całkowicie bezużyteczny.
Mogłaby też... - jak rozumowała sobie pogrążona w bezruchu watoliny, tym charyakterystycznym stanie kiedy jeszcze się jest pijanym i chyba być może jeszcze nie do końca trzeźwym, ale trzeba uważać, bo jak sięruszy głową to można tego gorzko, oj gorzko pożałować - w każdym razem mogłaby na ten przykład rzucić, że nie jest jej bratem, co też zwykle działało, ale ale pewnie nie na wielkiego Aarona i zbawcę narodów Moody'ego.
- Nie jesteś moim... - urwała, dość łapczywie łapiąc powietrze, rękę ze złamanym nadgarstkiem dramatycznie umieszczając na czole (najpierw trawiła gdzieś w okolice policzka, ale NIE WAŻNE!) i drugą ręką drapiąc się po brzuchu, czy może raczej skórze naciągniętej na bebech, który żył głównie na fajkach, bimbrze i kosmicznej energii, oraz pizzy okazjonalnie wyżartej o trzeciej w nocy z lodówki. - Nie jesteś Bonesem żeby mi rozkazywać! - ha! Udało się, co za kwiat intelektu londyńskiego, wybornie. Po tej jakże celnej ripoście, Miles przewróciła się na bok w stronę oparcia kanapy, by jeszcze bardziej wcisnąć nos w zakurzony mebel, gdzie było ciemno, zimno i może przecież te całe krzyki to byłtylko wytwór jej jakże niezbyt zdrowego porannego zwida, przed klinem i... klinem, bo jajka chyba wyszły tydzień temu, więc z jajecznicy nici. Kto by w ogóle myślał o jajecznicy, gdy z zebranych butelek można uczynić wyborny koktajl prozdrowotny zwany przewrotnie porannym jeżem? Ale to za godzinę. Albo dwie godziny. Na razie zamykała oczy i intensywnie myślała sobie o tym, że wcale nikt i nic jej nie obudziło. A może, że ona nigdy nie zasnęła? Jaskrawość wspomnień minionej nocy poklatkowo rzucała jej się na świadomość, darła mordę nie gorzej niż tłusty truteń jej stary. Skrzywiła się trochę, nie mogąc połączyć kropek, między jedną sceną a drugą i na prawdę nie chcąc się nad tym wszystkim zastanawiać. Czy na prawdę chciała tak wiele? Odrobiny spokoju. Dolewki drinka i...
pokoju na świecie. Oczywiście, pokój na świecie najważniejszy.
Ale niestety był jej ojcem, więc ten doskonały one liner, którym zwykle by się odgryzała w podobnych okolicznościach, tu był całkowicie bezużyteczny.
Mogłaby też... - jak rozumowała sobie pogrążona w bezruchu watoliny, tym charyakterystycznym stanie kiedy jeszcze się jest pijanym i chyba być może jeszcze nie do końca trzeźwym, ale trzeba uważać, bo jak sięruszy głową to można tego gorzko, oj gorzko pożałować - w każdym razem mogłaby na ten przykład rzucić, że nie jest jej bratem, co też zwykle działało, ale ale pewnie nie na wielkiego Aarona i zbawcę narodów Moody'ego.
- Nie jesteś moim... - urwała, dość łapczywie łapiąc powietrze, rękę ze złamanym nadgarstkiem dramatycznie umieszczając na czole (najpierw trawiła gdzieś w okolice policzka, ale NIE WAŻNE!) i drugą ręką drapiąc się po brzuchu, czy może raczej skórze naciągniętej na bebech, który żył głównie na fajkach, bimbrze i kosmicznej energii, oraz pizzy okazjonalnie wyżartej o trzeciej w nocy z lodówki. - Nie jesteś Bonesem żeby mi rozkazywać! - ha! Udało się, co za kwiat intelektu londyńskiego, wybornie. Po tej jakże celnej ripoście, Miles przewróciła się na bok w stronę oparcia kanapy, by jeszcze bardziej wcisnąć nos w zakurzony mebel, gdzie było ciemno, zimno i może przecież te całe krzyki to byłtylko wytwór jej jakże niezbyt zdrowego porannego zwida, przed klinem i... klinem, bo jajka chyba wyszły tydzień temu, więc z jajecznicy nici. Kto by w ogóle myślał o jajecznicy, gdy z zebranych butelek można uczynić wyborny koktajl prozdrowotny zwany przewrotnie porannym jeżem? Ale to za godzinę. Albo dwie godziny. Na razie zamykała oczy i intensywnie myślała sobie o tym, że wcale nikt i nic jej nie obudziło. A może, że ona nigdy nie zasnęła? Jaskrawość wspomnień minionej nocy poklatkowo rzucała jej się na świadomość, darła mordę nie gorzej niż tłusty truteń jej stary. Skrzywiła się trochę, nie mogąc połączyć kropek, między jedną sceną a drugą i na prawdę nie chcąc się nad tym wszystkim zastanawiać. Czy na prawdę chciała tak wiele? Odrobiny spokoju. Dolewki drinka i...
pokoju na świecie. Oczywiście, pokój na świecie najważniejszy.