Laurent... był. Siedział obok nich, spędzał z nimi czas, ale było widać że nie odzywał się tak jak zwykle mu się zdarzało. Jego głos tonął w rozmowie, ale chyba potrzeba było kogoś bardziej zdolnego do pocieszenia niż Atreus. Ten widział stan kuzyna, ale niezbyt wiedział co mógł zrobić, żeby było lepiej. Nie, kiedy sam trochę ściskał wewnętrzny smutek, by ten nie wypłynął na wierzch.
- Spaliście w jednym łóżku? - powtórzył niczym echo w ślad za Basiliusem, Icarusem i tylko szkoda, że Electra nie dołączyła się do tego chórku. - Jak możesz? Przecież to taka dobra dziewczyna, dzień dobry na klatce zawsze mówi... - westchnął, teatralnie unosząc dłonie ku górze i załamując ręce. W sumie jakby nie patrzeć, to też zdążył z Brenną spać w jednym łóżku, ale nie zamierzał tutaj iść w konkury o to, komu się to częściej zdarzyło, bo jakimś dziwnym sposobem podejrzewał, że jeszcze by przegrał. - Spokojnie, Ella, następnym razem pogramy sobie w coś takiego. Wedle twojego życzenia - uśmiechnął się do niej, mrugając porozumiewawczo znad kieliszka, z którego pociągnął parę łyków. - Nie wiem kto to Octavian, ale jasne, niech będzie że on - odpowiedział Basiliusowi, uśmiechając się grzecznie. Żeby on jeszcze pytał o imiona osób, które z nim rozmawiały... - Nie ten etap? Mieszkacie razem, nie wiem co ci powiedzieć, ale no w którąś stronę ruszyć się trzeba - zwykle ludzie najpierw poznawali swoje rodziny, a potem podejmowali wspólne mieszkanie - Ja zawsze zachowuję się jak dżentelmen - uśmiechnął się do kuzynki wesoło. Odprowadził jeszcze Laurenta spojrzeniem, ale pozwolił mu być samemu ze sobą. Obawiał się bowiem, że nie miał w sobie nic, co mógłby powiedzieć, a jakkolwiek załagodziłoby jego ból. Z tym niestety, Laurent musiał poradzić sobie sam, tak samo jak radził sobie z tym sam Atreus.