05.05.2026, 00:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2026, 00:46 przez Astoria Avery.)
Miała ochotę wywrócić oczami, ale powstrzymała się przez wzgląd na nienaganne maniery; nie chciała dawać mu tej satysfakcji, choć ewidentnie prowokował ją takimi stwierdzeniami.
- Mogę ci zagwarantować, że nie przekupisz mnie ani kwiatami ani krzakiem poziomek - mruknęła, choć przez krótką chwilę coś w jej spojrzeniu zadrżało, jakby balansowała na granicy rozbawienia. - A jeśli kiedykolwiek przyszłoby ci do głowy, żeby naprawdę podarować mi krzak... jakikolwiek, w zasadzie, to ostrzegam, że wepchnę ci go do gardła i będę patrzeć, jak się nim dusisz. - sama nie wiedziała, na ile realna była to groźba, ale poczuła dziwną satysfakcję, wypowiadając ją na głos. Czy chciała go odstraszyć, czy może sprawdzić reakcję na jej nieco sadystyczne zapędy?
Zatrzymała się na ułamek chwili - nie na tyle wyraźnie, by można było nazwać to zatrzymaniem, raczej jakby jej krok na moment zawahał się w pół ruchu, kiedy jego słowa, wypowiedziane tym twardym, nieznoszącym sprzeciwu tonem, dotarły do niej w pełni i rozlały się gdzieś głębiej, w miejscu, które zwykle pozostawało zamknięte i niedostępne dla podobnych deklaracji. Dlaczego miałaby mu wierzyć? Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Zamiast tego odwróciła wzrok. Jakby nie miało to większego znaczenia. Choć miało.
Weszła do środka już bez zawahania, pozwalając, by starsza kobieta niemal natychmiast przejęła nad nią kontrolę - jej dłonie, drobne, ale zaskakująco silne, zacisnęły się na jej ramieniu, przyciągając ją bliżej, jakby bała się, że jeśli puści, to Astoria zniknie równie nagle, jak się pojawiła. Zapach wnętrza był ciężki, przytłumiony kurzem i spalenizną, ale gdzieś pod tym wszystkim kryło się coś znajomego, coś, co przywoływało obrazy z dzieciństwa - wizyty, podczas których wszystko wydawało się większe, cieplejsze, bardziej uporządkowane. Jej spojrzenie przesunęło się powoli po wnętrzu, zatrzymując się na detalach, które inni mogliby pominąć. Potrafiła przeprowadzać renowację obrazów, ale czy tutaj poradzi sobie ze znacznie wymagającymi naprawami? Tyle, że nie miała wyjścia, nie, kiedy staruszka patrzyła na nią błagalnym wzrokiem.
I właśnie wtedy usłyszała jego głos. Krótki. Jednoznaczny. Niepasujący do tej ciszy, a jednocześnie idealnie ją przecinający.
"Pomożemy"? Powoli, bardzo powoli odwróciła głowę. Spojrzała na niego. Nie było w tym spojrzeniu ani wcześniejszej ironii, ani tej kontrolowanej zadziorności, którą tak chętnie się posługiwała. Było pytanie. Dlaczego. Jej brwi zmarszczyły się lekko, ledwie zauważalnie, jakby sama nie była pewna, czy chce znać odpowiedź. Jednak pod tą warstwą zaskoczenia, pod odruchem obrony i próbą zdystansowania się, pojawiło się coś jeszcze - ulga. Nie musiała tego dźwigać sama. I choć irytowało ją to - to, jak naturalnie przyjął rolę towarzysza, jakby była mu przypisana - to jednocześnie nie potrafiła już temu zaprzeczyć. Cieszyła się, że będzie miała pomoc.
Staruszka zaprowadziła ich do pokoju, który wyglądał najgorzej. Zniszczenia objęły nawet sufit i prawdopodobnie dach. Westchnęła, gdy tylko zostali sami.
- Nie musiałeś tego robić, poradziłabym sobie - mruknęła jeszcze, choć wcale nie była tego taka pewna. - Wolisz czyścić czy naprawiać?
- Mogę ci zagwarantować, że nie przekupisz mnie ani kwiatami ani krzakiem poziomek - mruknęła, choć przez krótką chwilę coś w jej spojrzeniu zadrżało, jakby balansowała na granicy rozbawienia. - A jeśli kiedykolwiek przyszłoby ci do głowy, żeby naprawdę podarować mi krzak... jakikolwiek, w zasadzie, to ostrzegam, że wepchnę ci go do gardła i będę patrzeć, jak się nim dusisz. - sama nie wiedziała, na ile realna była to groźba, ale poczuła dziwną satysfakcję, wypowiadając ją na głos. Czy chciała go odstraszyć, czy może sprawdzić reakcję na jej nieco sadystyczne zapędy?
Zatrzymała się na ułamek chwili - nie na tyle wyraźnie, by można było nazwać to zatrzymaniem, raczej jakby jej krok na moment zawahał się w pół ruchu, kiedy jego słowa, wypowiedziane tym twardym, nieznoszącym sprzeciwu tonem, dotarły do niej w pełni i rozlały się gdzieś głębiej, w miejscu, które zwykle pozostawało zamknięte i niedostępne dla podobnych deklaracji. Dlaczego miałaby mu wierzyć? Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Zamiast tego odwróciła wzrok. Jakby nie miało to większego znaczenia. Choć miało.
Weszła do środka już bez zawahania, pozwalając, by starsza kobieta niemal natychmiast przejęła nad nią kontrolę - jej dłonie, drobne, ale zaskakująco silne, zacisnęły się na jej ramieniu, przyciągając ją bliżej, jakby bała się, że jeśli puści, to Astoria zniknie równie nagle, jak się pojawiła. Zapach wnętrza był ciężki, przytłumiony kurzem i spalenizną, ale gdzieś pod tym wszystkim kryło się coś znajomego, coś, co przywoływało obrazy z dzieciństwa - wizyty, podczas których wszystko wydawało się większe, cieplejsze, bardziej uporządkowane. Jej spojrzenie przesunęło się powoli po wnętrzu, zatrzymując się na detalach, które inni mogliby pominąć. Potrafiła przeprowadzać renowację obrazów, ale czy tutaj poradzi sobie ze znacznie wymagającymi naprawami? Tyle, że nie miała wyjścia, nie, kiedy staruszka patrzyła na nią błagalnym wzrokiem.
I właśnie wtedy usłyszała jego głos. Krótki. Jednoznaczny. Niepasujący do tej ciszy, a jednocześnie idealnie ją przecinający.
"Pomożemy"? Powoli, bardzo powoli odwróciła głowę. Spojrzała na niego. Nie było w tym spojrzeniu ani wcześniejszej ironii, ani tej kontrolowanej zadziorności, którą tak chętnie się posługiwała. Było pytanie. Dlaczego. Jej brwi zmarszczyły się lekko, ledwie zauważalnie, jakby sama nie była pewna, czy chce znać odpowiedź. Jednak pod tą warstwą zaskoczenia, pod odruchem obrony i próbą zdystansowania się, pojawiło się coś jeszcze - ulga. Nie musiała tego dźwigać sama. I choć irytowało ją to - to, jak naturalnie przyjął rolę towarzysza, jakby była mu przypisana - to jednocześnie nie potrafiła już temu zaprzeczyć. Cieszyła się, że będzie miała pomoc.
Staruszka zaprowadziła ich do pokoju, który wyglądał najgorzej. Zniszczenia objęły nawet sufit i prawdopodobnie dach. Westchnęła, gdy tylko zostali sami.
- Nie musiałeś tego robić, poradziłabym sobie - mruknęła jeszcze, choć wcale nie była tego taka pewna. - Wolisz czyścić czy naprawiać?
learn the rules
then break some
then break some