05.05.2026, 11:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2026, 19:13 przez Electra Prewett.)
Electra nigdy nie rozumiała religijności swojej mamy; dla niej samej uczęszczanie do kowenu było bardziej doświadczeniem estetycznym niż duchowym. Żyjąc w świecie pełnym magii oczywiście nie można było kompletnie negować istnienia bytów wyższych (jak to robili mugolscy ateiści), więc Prewettówna nie odrzucała konceptu Bogini Matki (podobał jej się też fakt, że religia czarodziejów skupiała się wokół kobiecego bóstwa). Nie była po prostu fanką niektórych aspektów tej organizacji religijnej i nie czuła aż takiego przywiązania do tradycyjnych obrządków, co jej rodzicielka.
Im jednak starsza się stawała, tym więcej miała zrozumienia dla mamy. Nawet jeśli nigdy nie będą się zgadzać w pewnych kwestiach, wciąż mogła jej współczuć. Elise nie miała bowiem łatwego życia; najpierw cierpiała przez wrodzoną chorobę a potem przez lata tkwiła w toksycznym małżeństwie. Na samą myśl o tym, że matka w jej wieku była już w pierwszej ciąży, Electrze robiło się niedobrze. Nic zatem dziwnego, że Elise Rosier szukała opoki w kulcie Matki, szczerze wierząc, że wszystkie tragiczne wydarzenia w jej życiu są elementem boskiego planu.
Prewettówna chciała wspierać mamę jak tylko potrafiła, więc gdy rodzicielka poprosiła ją o złożenie daru w Londyńskim kowenie, nie mogła odmówić. Sama Elise nie mogła się tam pojawić ze względu na stan zdrowia, choć córka podejrzewała, że być może widok stolicy w zgliszczach byłby dla niej zbyt bolesny. Szczerze mówiąc, nie dziwiła jej się.
Electra przybyła do kowenu już po nabożeństwie; zwyczajnie nie była nim zainteresowana i musiała ogarnąć sporo rzeczy przed rodzinną kolacją z okazji Mabon.
W rękach trzymała wieniec, który uprzednio sama przygotowała według instrukcji rodzicielki. Prewettówna kompletnie nie znała się na przyrodzie, więc zamiast własnoręcznie zdobytych sezonowych ozdób, musiała wykorzystać dekoracje znalezione w ogródku mamy. W gałązki wplotła jarzębinę, owoce dzikiej róży i kwiaty hortensji, które szczęśliwie jeszcze kwitły. Więcej wysiłku za to poświęciła przyozdabiając wieniec w kolorowe wstążki, gdyż tego typu modowe dodatki stanowiły jej konik. Pokusiła się nawet o wplecenie pośród gałązek paru guziczków, mając nadzieję, że Bogini nie obrazi się za taki niestandardowy dar.
rzut na wieniec
+15 za trzy kropki w rzemiośle
+20 za krawiectwo
-30 za miastowego
jeszcze raz bo xd
...najwyraźniej Bogini nie doceniła
Kiedy już położyła swój wieniec obok innych, odeszła na bok, by przyjrzeć się całej wystawce. Dary ewidentnie różniły się jakością; od wykonanych profesjonalnie po zupełnie prowizoryczne. Każda ofiara, niezależnie od wielkości, stanowiła jednak wyraz próśb kierowanych do Matki. A o co chciała poprosić sama Electra?
Zamknęła oczy i złożyła ręce, kierując myśli ku Bogini. Proszę, spraw by moja rodzina i przyjaciele byli bezpieczni. Gdyby jej matka tu była, zapewne modliłaby się o to samo. Była to oczywista prośba, ale jakże potrzebna w tak niebezpiecznych czasach. Prewettówna dodała jednak kolejne zdanie, które niekoniecznie pojawiłoby się w modlitwie rodzicielki: Proszę, zadbaj zwłaszcza o tych, których krew nie jest czysta.
Przed opuszceniem kowenu, spędziła jeszcze parę minut kontemplując otoczenie oraz dekoracje. Lecz nie za długo, gdyż wciąż czekały ją przygotowania do kolacji.
Im jednak starsza się stawała, tym więcej miała zrozumienia dla mamy. Nawet jeśli nigdy nie będą się zgadzać w pewnych kwestiach, wciąż mogła jej współczuć. Elise nie miała bowiem łatwego życia; najpierw cierpiała przez wrodzoną chorobę a potem przez lata tkwiła w toksycznym małżeństwie. Na samą myśl o tym, że matka w jej wieku była już w pierwszej ciąży, Electrze robiło się niedobrze. Nic zatem dziwnego, że Elise Rosier szukała opoki w kulcie Matki, szczerze wierząc, że wszystkie tragiczne wydarzenia w jej życiu są elementem boskiego planu.
Prewettówna chciała wspierać mamę jak tylko potrafiła, więc gdy rodzicielka poprosiła ją o złożenie daru w Londyńskim kowenie, nie mogła odmówić. Sama Elise nie mogła się tam pojawić ze względu na stan zdrowia, choć córka podejrzewała, że być może widok stolicy w zgliszczach byłby dla niej zbyt bolesny. Szczerze mówiąc, nie dziwiła jej się.
Electra przybyła do kowenu już po nabożeństwie; zwyczajnie nie była nim zainteresowana i musiała ogarnąć sporo rzeczy przed rodzinną kolacją z okazji Mabon.
W rękach trzymała wieniec, który uprzednio sama przygotowała według instrukcji rodzicielki. Prewettówna kompletnie nie znała się na przyrodzie, więc zamiast własnoręcznie zdobytych sezonowych ozdób, musiała wykorzystać dekoracje znalezione w ogródku mamy. W gałązki wplotła jarzębinę, owoce dzikiej róży i kwiaty hortensji, które szczęśliwie jeszcze kwitły. Więcej wysiłku za to poświęciła przyozdabiając wieniec w kolorowe wstążki, gdyż tego typu modowe dodatki stanowiły jej konik. Pokusiła się nawet o wplecenie pośród gałązek paru guziczków, mając nadzieję, że Bogini nie obrazi się za taki niestandardowy dar.
rzut na wieniec
+15 za trzy kropki w rzemiośle
+20 za krawiectwo
-30 za miastowego
Rzut 1d100+5 - 36 +5 = 41
jeszcze raz bo xd
Rzut 1d100+5 - 29 +5 = 34
...najwyraźniej Bogini nie doceniła
Kiedy już położyła swój wieniec obok innych, odeszła na bok, by przyjrzeć się całej wystawce. Dary ewidentnie różniły się jakością; od wykonanych profesjonalnie po zupełnie prowizoryczne. Każda ofiara, niezależnie od wielkości, stanowiła jednak wyraz próśb kierowanych do Matki. A o co chciała poprosić sama Electra?
Zamknęła oczy i złożyła ręce, kierując myśli ku Bogini. Proszę, spraw by moja rodzina i przyjaciele byli bezpieczni. Gdyby jej matka tu była, zapewne modliłaby się o to samo. Była to oczywista prośba, ale jakże potrzebna w tak niebezpiecznych czasach. Prewettówna dodała jednak kolejne zdanie, które niekoniecznie pojawiłoby się w modlitwie rodzicielki: Proszę, zadbaj zwłaszcza o tych, których krew nie jest czysta.
Przed opuszceniem kowenu, spędziła jeszcze parę minut kontemplując otoczenie oraz dekoracje. Lecz nie za długo, gdyż wciąż czekały ją przygotowania do kolacji.
Postać opuszcza sesję
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N