08.05.2026, 17:11 ✶
kostki dały najmniej zabawną opcjęxd
– Myślę, że każdy koleś, którego bym przyciągnęła, byłby z zasady jebnięty albo trzeba by go przynajmniej bardzo mocno walnąć w głowę – roześmiała się tylko, odpychając od siebie myśl o tym całym Beltane, statku i łamaniu więzi. Nie zwróciła uwagi na to, że złapał papierosy, bo w ich wydziale praktycznie każdy palił i dym papierosowy był zapachem, do którego Brenna przywykła jako mała dziewczynka. – W sumie… to brzmi jak interesująca lekcja i nawet byłabym na tak, ale trochę się boję, jak dużo zmarnujemy, bo pewnie rozwalę szyjkę częściej niż otworzę… Ja kupuję butelki, ty pokazujesz, jak otwierać?
Brenna wprawdzie nie piła, ale zawsze mogła otwierać te butelki dla kogoś. A poza tym piwo kremowe występowało i w wersji bezalkoholowej, za to w kapslowanych butelkach, więc czemu nie uczyć się także na takim?
Ciekawe, ile butelkom ze stu rozwaliłaby szyjkę.
*
– Okay – zgodziła się bez protestów. Brenna nie była najlepszą osobą na świecie do czarowania ludzi, ale umiała się rozgadać, zdążyła wypytać trochę o Bena, poza tym była kobietą, a takie ludzie zwykle uważali z góry za potencjalnie mniej niebezpieczne, więc podział mógł mieć sens. No i skoro Alek życzył sobie zająć się rozglądaniem po terenie, to oczywiste było, że pozwoli na taki podział obowiązków, zwłaszcza że miał większe doświadczenie. - Chcesz się rozejrzeć, jak będę z nim rozmawiać czy wstrzymać się z pukaniem?
Budynek, do którego zmierzali, leżał na uboczu, otoczony wysokim płotem i żywopłotem, pewnie mającymi chronić przed spojrzeniami mugoli. Furtka nie była jednak zamknięta: może dlatego, że mechanizm, który pewnie miał ją blokować, został uszkodzony? Mogło to być jednak równie dobrze uszkodzenie powstałe w sposób naturalny, po prostu od dłuższego użytkowania, jak i że ktoś przy tym grzebał.
W pobliżu znajdował się tylko jeden dom, ale wciąż od tego tu budynku oddzielało go kilkadziesiąt metrów, a na pierwszy rzut oka, poza uszkodzeniem furtki, nie dało się zauważyć niczego podejrzanego. Brenna zerknęła na Alastora, czekając, czy ewentualnie będzie chciał, by wstrzymała się z rozmową, a jeśli jej nie powstrzymywał, ruszyła wprost do budynku, by zapukać do drzwi.
– Idę, idę! Moment! Kuuurrr… – padło gdzieś ze środka, a potem. Trzask, jęknięcie bólu, a potem kolejne przekleństwo, i kolejny trzask. – Co za…!
– Myślę, że każdy koleś, którego bym przyciągnęła, byłby z zasady jebnięty albo trzeba by go przynajmniej bardzo mocno walnąć w głowę – roześmiała się tylko, odpychając od siebie myśl o tym całym Beltane, statku i łamaniu więzi. Nie zwróciła uwagi na to, że złapał papierosy, bo w ich wydziale praktycznie każdy palił i dym papierosowy był zapachem, do którego Brenna przywykła jako mała dziewczynka. – W sumie… to brzmi jak interesująca lekcja i nawet byłabym na tak, ale trochę się boję, jak dużo zmarnujemy, bo pewnie rozwalę szyjkę częściej niż otworzę… Ja kupuję butelki, ty pokazujesz, jak otwierać?
Brenna wprawdzie nie piła, ale zawsze mogła otwierać te butelki dla kogoś. A poza tym piwo kremowe występowało i w wersji bezalkoholowej, za to w kapslowanych butelkach, więc czemu nie uczyć się także na takim?
Ciekawe, ile butelkom ze stu rozwaliłaby szyjkę.
*
– Okay – zgodziła się bez protestów. Brenna nie była najlepszą osobą na świecie do czarowania ludzi, ale umiała się rozgadać, zdążyła wypytać trochę o Bena, poza tym była kobietą, a takie ludzie zwykle uważali z góry za potencjalnie mniej niebezpieczne, więc podział mógł mieć sens. No i skoro Alek życzył sobie zająć się rozglądaniem po terenie, to oczywiste było, że pozwoli na taki podział obowiązków, zwłaszcza że miał większe doświadczenie. - Chcesz się rozejrzeć, jak będę z nim rozmawiać czy wstrzymać się z pukaniem?
Budynek, do którego zmierzali, leżał na uboczu, otoczony wysokim płotem i żywopłotem, pewnie mającymi chronić przed spojrzeniami mugoli. Furtka nie była jednak zamknięta: może dlatego, że mechanizm, który pewnie miał ją blokować, został uszkodzony? Mogło to być jednak równie dobrze uszkodzenie powstałe w sposób naturalny, po prostu od dłuższego użytkowania, jak i że ktoś przy tym grzebał.
W pobliżu znajdował się tylko jeden dom, ale wciąż od tego tu budynku oddzielało go kilkadziesiąt metrów, a na pierwszy rzut oka, poza uszkodzeniem furtki, nie dało się zauważyć niczego podejrzanego. Brenna zerknęła na Alastora, czekając, czy ewentualnie będzie chciał, by wstrzymała się z rozmową, a jeśli jej nie powstrzymywał, ruszyła wprost do budynku, by zapukać do drzwi.
– Idę, idę! Moment! Kuuurrr… – padło gdzieś ze środka, a potem. Trzask, jęknięcie bólu, a potem kolejne przekleństwo, i kolejny trzask. – Co za…!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.