08.05.2026, 17:37 ✶
Othello ocknął się, wyczołgał z odmętów historii, która uwielbiała jawić mu się czasem przed oczami. To było jak koszmar, jeden z tych najgorszych. Taki, który się pamiętało po przebudzeniu. Jawa jednak nie przyniosła mu ukojenia, a jedynie kolejną falę paranoicznego lęku. Mężczyzna nie mógł się ruszyć. Czasem tak się zdarzało po jego wizjach. Duch jeszcze odpowiednio nie łączył się z ciałem. Musiał się w nim zadomowić, wniknąć w nerwy, w mięśnie.
Nad nim pochylała się ta dziwna istota. Białe włosy, obłąkańcza mieszanka słów, które zlewały się mężczyźnie w dziwną pieśń, zaśpiew upiorzycy. W szarych oczach Othella zagościła trwoga. Były takie momenty, gdy bywał ludzki, aż nazbyt, żeby mu się to podobało. Teraz lękał się, jak przy sennym paraliżu. Taki słaby... Lorraine mogła uczynić z nim cokolwiek chciała. Niewysławialnie się tego bał. Braku kontroli.
Światełko zgasło, on odzyskał władzę w ciele. Odczołgał się od niej, gromadząc kurz na szarych spodniach. Koszula przylepiła się do szerokich pleców. Włosy, zwykle starannie uczesane, opanował nieład. Wstał na równe nogi dopiero, gdy oparł się o zimną, lekko wilgotną ścianę.
– To chyba czas, żebyś opuściła to miejsce – wyszeptał gorączkowo. Po chwili powtórzył te słowa głośniej. Jego głos drżał, rozbrzmiewał szkocką nutą, narzeczem jego matki.
Nie wiedział, czy Lorraine jeszcze tu była. Czy czaiła się gdzieś w ciemnościach. Pozostało to kolejną mroczną tajemnicą drzemiącą w tym Mauzoleum.
Nad nim pochylała się ta dziwna istota. Białe włosy, obłąkańcza mieszanka słów, które zlewały się mężczyźnie w dziwną pieśń, zaśpiew upiorzycy. W szarych oczach Othella zagościła trwoga. Były takie momenty, gdy bywał ludzki, aż nazbyt, żeby mu się to podobało. Teraz lękał się, jak przy sennym paraliżu. Taki słaby... Lorraine mogła uczynić z nim cokolwiek chciała. Niewysławialnie się tego bał. Braku kontroli.
Światełko zgasło, on odzyskał władzę w ciele. Odczołgał się od niej, gromadząc kurz na szarych spodniach. Koszula przylepiła się do szerokich pleców. Włosy, zwykle starannie uczesane, opanował nieład. Wstał na równe nogi dopiero, gdy oparł się o zimną, lekko wilgotną ścianę.
– To chyba czas, żebyś opuściła to miejsce – wyszeptał gorączkowo. Po chwili powtórzył te słowa głośniej. Jego głos drżał, rozbrzmiewał szkocką nutą, narzeczem jego matki.
Nie wiedział, czy Lorraine jeszcze tu była. Czy czaiła się gdzieś w ciemnościach. Pozostało to kolejną mroczną tajemnicą drzemiącą w tym Mauzoleum.
Koniec sesji
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.