08.05.2026, 20:54 ✶
O wilku mowa, a w przypadku obsługi prawnej najwyższego szefostwa zasiadających na stołkach Ministerstwa Magii, były to syty wilk i owca cała.
Rzadko zdarzało mu się rezerwować swój prywatny czas dla przedsięwzięć o szczególnie wzniosłych deklaracjach. Odnajdywał jednakże w nich satysfakcję, ponieważ nie chodziło tu bynajmniej o tysiące bezimiennych dokumentów — umów, uchwał, które przepływały przez jego ręce z monotonną regularnością. Powód jego przybycia do Dziurawego Kotła stanowiła inicjatywę, jaką zwykło się określać mianem wisienki na torcie. Chociaż w tym konkretnym przypadku, zważywszy na nazwę przedsięwzięcia i jej nieco bardziej… symboliczne konotacje, należałoby raczej mówić o jabłku, czerwoniutkim jak krew.
Tak też rzecz się miała w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym drugim, gdy przyszło mu zająć się sprawą fundacji Anthony’ego. Z doświadczenia wiedział, że kwestia fundatorska obarczona była potencjałem komplikacji tak licznych, że w mniej wprawnych rękach mogłyby rozrosnąć się do rozmiarów trudnych do opanowania. W związku z tym, umowa czy też jak kto to wolał określać — statut, obwarowany był zabezpieczeniami, które miały wytrzymać próbę czasu. Gustaw z góry przewidział pytania, jakie paść mogły nie jutro, nie za rok, ale dopiero za całe dekady, kiedy to pamięć o pierwotnych intencjach dawno już miała ulec rozmyciu.
Dokumenty stanowiące podstawę do powstania fundacji nie należały wprawdzie do jego magnum opus, tj. do tych nielicznych dzieł, które sam w chwilach (oczywiście, że i rzadkiej) szczerości wobec siebie uznawał za doskonałe. (Co tu wiele mówić, były bezwstydnie tak dobre, jak można by oczekiwać po kimś, kto od dwóch stuleci obserwował ludzką pomysłowość w obchodzeniu prawa, a następnie doskonalić ją dla własnej przyjemności!) Ważne było, aby móc umożliwić swobodne rozporządzanie środkami bez konieczności każdorazowej rewizji bądź też zmiany statutu. Pozwolił sobie nawet przewidzieć różne scenariusze przepływu środków, tworząc alternatywne ścieżki ich klasyfikacji. Dzięki temu te same fundusze mogły w zależności od potrzeb uchodzić za darowizny, koszty operacyjne lub inwestycje długoterminowe.
Skórzana rękawiczka spoczęła na głowicy laski, która oznajmiła wszem zebranym, że martwy powstał i był wśród nich. Spojrzenie pięknych lordowiskich oczu przesunęło się po zgromadzonych, aby następnie skłonić uprzejmie głowę w geście powitalnym.
— Dobry wieczór państwu.
Laska została odłożona obok krzesła z cichym stuknięciem srebra o drewno. (Nie była konieczna. Tym lepiej. Drobne gesty, lecz czyż nie z nich składała się doskonałość?)
Wampirze monstrum zdjęło rękawiczki, a spod ramienia wysunąło teczkę. Ciemna skóra zatrzeszczała pod jego bladą dłonią, kiedy rozpiął mosiężne pasy. Wnętrzne skrywało pergaminy oprawione jego parafką na każdej stronie w wypadku, gdyby pan Shafiq zapragnął kiedyś powołać się na autora tej konstrukcji.
Przyszłość zaczynała się właśnie od kilku nazwisk zapisanych równym pismem. Musiał przyznać, że Anthony dobrał sobie wyjątkowe towarzystwo… Ach, i nawet mieli sędziego. Gdyby połowa londyńskich komitetów wyglądałaby również obiecująco, ten kraj miałby zdecydowanie mniej problemów!
— Kogo to moje oczy widzą? — te same śliczne oczęta życzliwie zabłysły z prośbą o przedstawienie się, mimo że osobistości już znał bądź kojarzył. — Czyżby los postanowił wynagrodzić mi ten wieczór obecnością mojej najzdolniejszej uczennicy? Obawiam się, młoda damo, że w naszym przypadku ceremoniał przedstawień jest zbędną formalnością.
Rzadko zdarzało mu się rezerwować swój prywatny czas dla przedsięwzięć o szczególnie wzniosłych deklaracjach. Odnajdywał jednakże w nich satysfakcję, ponieważ nie chodziło tu bynajmniej o tysiące bezimiennych dokumentów — umów, uchwał, które przepływały przez jego ręce z monotonną regularnością. Powód jego przybycia do Dziurawego Kotła stanowiła inicjatywę, jaką zwykło się określać mianem wisienki na torcie. Chociaż w tym konkretnym przypadku, zważywszy na nazwę przedsięwzięcia i jej nieco bardziej… symboliczne konotacje, należałoby raczej mówić o jabłku, czerwoniutkim jak krew.
Tak też rzecz się miała w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym drugim, gdy przyszło mu zająć się sprawą fundacji Anthony’ego. Z doświadczenia wiedział, że kwestia fundatorska obarczona była potencjałem komplikacji tak licznych, że w mniej wprawnych rękach mogłyby rozrosnąć się do rozmiarów trudnych do opanowania. W związku z tym, umowa czy też jak kto to wolał określać — statut, obwarowany był zabezpieczeniami, które miały wytrzymać próbę czasu. Gustaw z góry przewidział pytania, jakie paść mogły nie jutro, nie za rok, ale dopiero za całe dekady, kiedy to pamięć o pierwotnych intencjach dawno już miała ulec rozmyciu.
Dokumenty stanowiące podstawę do powstania fundacji nie należały wprawdzie do jego magnum opus, tj. do tych nielicznych dzieł, które sam w chwilach (oczywiście, że i rzadkiej) szczerości wobec siebie uznawał za doskonałe. (Co tu wiele mówić, były bezwstydnie tak dobre, jak można by oczekiwać po kimś, kto od dwóch stuleci obserwował ludzką pomysłowość w obchodzeniu prawa, a następnie doskonalić ją dla własnej przyjemności!) Ważne było, aby móc umożliwić swobodne rozporządzanie środkami bez konieczności każdorazowej rewizji bądź też zmiany statutu. Pozwolił sobie nawet przewidzieć różne scenariusze przepływu środków, tworząc alternatywne ścieżki ich klasyfikacji. Dzięki temu te same fundusze mogły w zależności od potrzeb uchodzić za darowizny, koszty operacyjne lub inwestycje długoterminowe.
Skórzana rękawiczka spoczęła na głowicy laski, która oznajmiła wszem zebranym, że martwy powstał i był wśród nich. Spojrzenie pięknych lordowiskich oczu przesunęło się po zgromadzonych, aby następnie skłonić uprzejmie głowę w geście powitalnym.
— Dobry wieczór państwu.
Laska została odłożona obok krzesła z cichym stuknięciem srebra o drewno. (Nie była konieczna. Tym lepiej. Drobne gesty, lecz czyż nie z nich składała się doskonałość?)
Wampirze monstrum zdjęło rękawiczki, a spod ramienia wysunąło teczkę. Ciemna skóra zatrzeszczała pod jego bladą dłonią, kiedy rozpiął mosiężne pasy. Wnętrzne skrywało pergaminy oprawione jego parafką na każdej stronie w wypadku, gdyby pan Shafiq zapragnął kiedyś powołać się na autora tej konstrukcji.
Przyszłość zaczynała się właśnie od kilku nazwisk zapisanych równym pismem. Musiał przyznać, że Anthony dobrał sobie wyjątkowe towarzystwo… Ach, i nawet mieli sędziego. Gdyby połowa londyńskich komitetów wyglądałaby również obiecująco, ten kraj miałby zdecydowanie mniej problemów!
— Kogo to moje oczy widzą? — te same śliczne oczęta życzliwie zabłysły z prośbą o przedstawienie się, mimo że osobistości już znał bądź kojarzył. — Czyżby los postanowił wynagrodzić mi ten wieczór obecnością mojej najzdolniejszej uczennicy? Obawiam się, młoda damo, że w naszym przypadku ceremoniał przedstawień jest zbędną formalnością.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw