15.03.2023, 01:08 ✶
Może i słusznym było stawianie Eden w hierarchii strachów ciut wyżej niż siejące postrach dementory. Wszakże jeśli wierzyć szkolnym plotkom, nasza jasnowłosa mara rzekomo pocałowała kiedyś jednego i wyszła z tego romansu zwycięsko. Oczywiście takie historie należało puszczać mimo uszu, w końcu dzieci są okrutne, zawistne i powiedzą cokolwiek, co im tylko ślina na język przyniesie. A jednak mówi się też, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Co jeśli pani Lestrange naprawdę była tak strasznym diabłem, jakim ją malowali? Co jeśli wszystkie jej nieruchomości były faktycznie nawiedzone, bo straszyła w nich już za życia? Jeśli wierzyć rzucanym na wiatr pogłoskom, Perseus naprawdę powinien rozważyć spanie z jednym okiem otwartym. Zwłaszcza teraz, kiedy nie był już jedynie ofiarą losu, którą bez większej trudności prześladowało się w Hogwarcie, a kimś, kto uprzykrzył życie jej młodszej siostrze.
Całe szczęście Eden nie była mściwa. Po prostu wypadki chodzą po ludziach.
Ponadto nieszczególnie obchodziło ją, że był teraz byłym szwagrem. Mógłby być Merlinem we własnej osobie, biznes to biznes. Potrafiła oddzielić życie zawodowe od prywatnego, to po pierwsze; po drugie doskonale wiedziała z autopsji, że kiedy małżeństwo się sypie, nie ma tylko jednej winnej osoby. Na katastrofę składa się dużo małych wypadków, niedopatrzeń, złamanych przysiąg i niedotrzymanych obietnic. Była zbyt zajęta własnymi problemami oraz swoim interesem, żeby jeszcze pakować nos w cudzy. Oczywiście, gdyby Percy kiedykolwiek próbował podnieść rękę na Eunice, Eden zrobiłaby wszystko, co w jej mocy, by tę rękę mu razem z płucami utrącić. Szczerze wątpiła jednak, by Black był zdolny do czegoś takiego. Miękkość jego serca odbijała się w jego oczach, zdradzało go zawsze to bezrozumne, nieskalane głębszą myślą spojrzenie.
Dotarła na miejsce kilka minut po umówionym czasie. Nie była spóźniona, to Perseus był zbyt wcześnie - to nie podlegało dyskusji. Obserwowała go kilkanaście cennych sekund, gdy gapił się w chodnik jak cielę w malowane wrota. Mimowolnie powiodła wzrokiem tam, gdzie on, chcąc spostrzec, co tak przykuło jego uwagę. Niestety stała nieco za daleko, by ze swoim podupadającym wzrokiem dostrzec cokolwiek interesującego na ziemi.
Może szukał swojej godności.
Podeszła wreszcie. Nie zauważyła, na czym stanęła, wkładając jedną dłoń do kieszeni luźnych, lecz perfekcyjnie wyprasowanych spodni. Stanowiły komplet wraz z burgundową marynarką. Pod drugim ramieniem wciśniętą miała teczkę na dokumenty, natomiast na twarzy ten sam standardowy wyraz twarzy, którym darzyła wszystkich, którym nigdy w życiu nie planowała zaimponować.
Uniesiona jedna brew, zwątpienie w rozum rozmówcy w oczach. Usta zaciśnięte w wąską kreskę, ogólne zażenowanie. Te klimaty.
- Nie schlebiaj sobie, nie zamierzam z tobą spędzić aż tyle czasu - odparła beznamiętnie, wyjmując z kieszeni klucz. Otworzyła nim bramę domu, pod którym obecnie się znajdowali. Sposób nieco tradycyjny, ale zdecydowanie uniwersalny. Dostosowywanie zaklęć otwierających zamki do każdego kolejnego lokatora kosztowało więcej niż dorobienie kolejnego klucza. Mugole się za wysoko nie cenili. - Podziwiam, że mimo wszystko się nie rozmyśliłeś. Założyłam się z Williamem o to, czy przyjdziesz, czy nie - oświadczyła bez większego przejęcia, mówiąc słowa, które powinny być komplementem, ale jej ton głosu sprawiał, że absolutnie tak nie brzmiały. W tym samym momencie wcisnęła klucz w zamek, przekręciła ze zgrzytem i klucz z powrotem wylądował w jej prawej kieszeni.
- Panie przodem - odezwała się, po czym pchnęła skrzydło bramy, stanęła bokiem i ewidentnie czekała, aż Black przejdzie pierwszy.
Całe szczęście Eden nie była mściwa. Po prostu wypadki chodzą po ludziach.
Ponadto nieszczególnie obchodziło ją, że był teraz byłym szwagrem. Mógłby być Merlinem we własnej osobie, biznes to biznes. Potrafiła oddzielić życie zawodowe od prywatnego, to po pierwsze; po drugie doskonale wiedziała z autopsji, że kiedy małżeństwo się sypie, nie ma tylko jednej winnej osoby. Na katastrofę składa się dużo małych wypadków, niedopatrzeń, złamanych przysiąg i niedotrzymanych obietnic. Była zbyt zajęta własnymi problemami oraz swoim interesem, żeby jeszcze pakować nos w cudzy. Oczywiście, gdyby Percy kiedykolwiek próbował podnieść rękę na Eunice, Eden zrobiłaby wszystko, co w jej mocy, by tę rękę mu razem z płucami utrącić. Szczerze wątpiła jednak, by Black był zdolny do czegoś takiego. Miękkość jego serca odbijała się w jego oczach, zdradzało go zawsze to bezrozumne, nieskalane głębszą myślą spojrzenie.
Dotarła na miejsce kilka minut po umówionym czasie. Nie była spóźniona, to Perseus był zbyt wcześnie - to nie podlegało dyskusji. Obserwowała go kilkanaście cennych sekund, gdy gapił się w chodnik jak cielę w malowane wrota. Mimowolnie powiodła wzrokiem tam, gdzie on, chcąc spostrzec, co tak przykuło jego uwagę. Niestety stała nieco za daleko, by ze swoim podupadającym wzrokiem dostrzec cokolwiek interesującego na ziemi.
Może szukał swojej godności.
Podeszła wreszcie. Nie zauważyła, na czym stanęła, wkładając jedną dłoń do kieszeni luźnych, lecz perfekcyjnie wyprasowanych spodni. Stanowiły komplet wraz z burgundową marynarką. Pod drugim ramieniem wciśniętą miała teczkę na dokumenty, natomiast na twarzy ten sam standardowy wyraz twarzy, którym darzyła wszystkich, którym nigdy w życiu nie planowała zaimponować.
Uniesiona jedna brew, zwątpienie w rozum rozmówcy w oczach. Usta zaciśnięte w wąską kreskę, ogólne zażenowanie. Te klimaty.
- Nie schlebiaj sobie, nie zamierzam z tobą spędzić aż tyle czasu - odparła beznamiętnie, wyjmując z kieszeni klucz. Otworzyła nim bramę domu, pod którym obecnie się znajdowali. Sposób nieco tradycyjny, ale zdecydowanie uniwersalny. Dostosowywanie zaklęć otwierających zamki do każdego kolejnego lokatora kosztowało więcej niż dorobienie kolejnego klucza. Mugole się za wysoko nie cenili. - Podziwiam, że mimo wszystko się nie rozmyśliłeś. Założyłam się z Williamem o to, czy przyjdziesz, czy nie - oświadczyła bez większego przejęcia, mówiąc słowa, które powinny być komplementem, ale jej ton głosu sprawiał, że absolutnie tak nie brzmiały. W tym samym momencie wcisnęła klucz w zamek, przekręciła ze zgrzytem i klucz z powrotem wylądował w jej prawej kieszeni.
- Panie przodem - odezwała się, po czym pchnęła skrzydło bramy, stanęła bokiem i ewidentnie czekała, aż Black przejdzie pierwszy.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~