15.03.2023, 01:47 ✶
Patrick spędził dobre kilka godzin, zastanawiając się co powiedzieć pozostałym członkom Zakonu Feniksa i ludziom, którzy w przyszłości mogli należeć do Zakonu Feniksa. Z jednej strony najchętniej nie ukrywałby niczego przed wszystkimi, z drugiej, nie wiedział czy szczegółowa wiedza była im rzeczywiście potrzebna. Tak naprawdę chodziło o to, że Lord Voldemort planował przejęcie mocy ognisk. Cała otoczka związana z kamieniem z kosmosu i truciem Arabelli, była tylko szczegółami. Ciekawymi, bo ciekawymi, ale w obliczu prawdziwego zagrożenia, raczej nieistotnymi.
A z drugiej strony było coś wstrętnie nieetycznego w świadomości, że praktycznie posyłał ich na śmierć, nie mówiąc nawet dlaczego mają umierać. To coś sprawiało, że czuł się gorzej, podwójnie śliski moralnie.
Kurwa. Kurwa. Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Stał niedaleko Brenny i Erika, obserwując tych, którzy się pojawili by odprawić rytuał. Właściwie wszystkich stąd znał – jednych trochę lepiej, innych trochę gorzej, jeszcze innych ledwo. Ale nie zmieniało to tego, że nie chciał by którykolwiek z nich, z tych dobrych ludzi, stracił tego wieczoru życie. Heather Wood doskonale sprawdziła się na Mglistych Mokradłach. W dodatku była taka przeraźliwie młoda… Podobnie jak Rookwood. Swoją drogą, Steward zdawał sobie sprawę, że powinien podpytać go (albo Brennę, Brenna wiedziała wszystko) o to, jak sobie radził po tragedii, która go spotkała. Danielle najchętniej wyekspediowałby tego wieczoru do Św. Mungo, by razem z Florence czekała na rannych. Ale nie zamierzał zabraniać jej udziału w walce, nawet jeśli drażniła go myśl, że mogła przy tym zginąć. Mavelle miała szansę na zajęcie miejsca ojca w brygadzie, tak jak Alastor pewnie sprawdziłby się na miejscu Harper, gdyby tylko dać mu szansę… Musieli przeżyć, Ministerstwo Magii potrzebowało takich jak oni. No i na końcu Longbottomowie. Erik i Brenna. Brenna i Erik. Szczodre rodzeństwo, w tandemie którego jeden miał wielkie, przyjazne serce a druga była przebiegłym, zawziętym, szczwanym lisem. Oboje bardzo oddani sprawie.
Kurwa.
Odebrał świecę i kadzidła w chwili, w której te trafiły do jego rąk, a potem powtórzył dokładnie wszystkie ruchy, które zrobili jego poprzednicy. Pomyślał, że tego wieczoru potrzebowali każdego rodzaju wsparcia, jakie tylko było możliwe.
Wciąż zastanawiał się nad słowami, które mógł wypowiedzieć, ale gdy wreszcie otworzył usta, słowa same z nich wypłynęły.
- Jeśli dzisiaj w nocy dojdzie do ataku śmierciożerców, nie róbcie niczego zbyt bohaterskiego. Jesteście potrzebni żywi. Wszyscy – podkreślił, posyłając każdemu dłuższe, dość ciepłe spojrzenie. - Działajcie z rozwagą.
Po tych słowach zamilkł. A potem zamierzał, skorzystać z okazji – i w momencie, gdy zyska taką możliwość, przekazać na osobności najważniejsze informacje Alastorowi.
A z drugiej strony było coś wstrętnie nieetycznego w świadomości, że praktycznie posyłał ich na śmierć, nie mówiąc nawet dlaczego mają umierać. To coś sprawiało, że czuł się gorzej, podwójnie śliski moralnie.
Kurwa. Kurwa. Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Stał niedaleko Brenny i Erika, obserwując tych, którzy się pojawili by odprawić rytuał. Właściwie wszystkich stąd znał – jednych trochę lepiej, innych trochę gorzej, jeszcze innych ledwo. Ale nie zmieniało to tego, że nie chciał by którykolwiek z nich, z tych dobrych ludzi, stracił tego wieczoru życie. Heather Wood doskonale sprawdziła się na Mglistych Mokradłach. W dodatku była taka przeraźliwie młoda… Podobnie jak Rookwood. Swoją drogą, Steward zdawał sobie sprawę, że powinien podpytać go (albo Brennę, Brenna wiedziała wszystko) o to, jak sobie radził po tragedii, która go spotkała. Danielle najchętniej wyekspediowałby tego wieczoru do Św. Mungo, by razem z Florence czekała na rannych. Ale nie zamierzał zabraniać jej udziału w walce, nawet jeśli drażniła go myśl, że mogła przy tym zginąć. Mavelle miała szansę na zajęcie miejsca ojca w brygadzie, tak jak Alastor pewnie sprawdziłby się na miejscu Harper, gdyby tylko dać mu szansę… Musieli przeżyć, Ministerstwo Magii potrzebowało takich jak oni. No i na końcu Longbottomowie. Erik i Brenna. Brenna i Erik. Szczodre rodzeństwo, w tandemie którego jeden miał wielkie, przyjazne serce a druga była przebiegłym, zawziętym, szczwanym lisem. Oboje bardzo oddani sprawie.
Kurwa.
Odebrał świecę i kadzidła w chwili, w której te trafiły do jego rąk, a potem powtórzył dokładnie wszystkie ruchy, które zrobili jego poprzednicy. Pomyślał, że tego wieczoru potrzebowali każdego rodzaju wsparcia, jakie tylko było możliwe.
Wciąż zastanawiał się nad słowami, które mógł wypowiedzieć, ale gdy wreszcie otworzył usta, słowa same z nich wypłynęły.
- Jeśli dzisiaj w nocy dojdzie do ataku śmierciożerców, nie róbcie niczego zbyt bohaterskiego. Jesteście potrzebni żywi. Wszyscy – podkreślił, posyłając każdemu dłuższe, dość ciepłe spojrzenie. - Działajcie z rozwagą.
Po tych słowach zamilkł. A potem zamierzał, skorzystać z okazji – i w momencie, gdy zyska taką możliwość, przekazać na osobności najważniejsze informacje Alastorowi.